Falklandy po raz wtóry

Redakcja
W swoim czasie śp. Dwight "Ike" Eisenhower określił sowieckie metody negocjacji słowami: "Co nasze - to nasze; a o tym co wasze powinniśmy podyskutować".

Janusz Korwin-Mikke: W PROSTYM ZWIERCIADLE

Tę samą szlachetną metodę usiłuje właśnie zastosować socjalistyczna prezydentka Argentyny, p. Krystyna Fernandez de Kirchner. Ona chce od Wielkiej Brytanii tylko jednego drobiażdżku: by ta usiadła do stołu, by negocjować o przyszłości Falklandów.

Tymczasem Argentyna nie ma żadnych praw do tych wysp, nigdy nie należały one do Argentyny, a jedynym powodem roszczenia jest to, że leżą bliżej Argentyny niż Anglii.

W takim razie Polska powinna sobie rościć pretensje do Bornholmu...

A z północy zgłasza się p. Hilaria Clintonowa, gotowa "dopomóc w negocjacjach" - to znaczy: tak sprawę zawikłać, by USA stały się Wielkim Rozjemcą.

Lady Małgorzata baronessa Thatcherowa nie prosiła o pomoc, nie "siadła do stołu", tylko posłała na Falklandy flotę. Ciekawe, czy p. Gordon Brown okaże się, jak Ona, mężczyzną - czy babą?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie