MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Farinelli cieszył się taką sławą jak dziś Madonna i Lady Gaga

Rozmawiał Mateusz Borkowski
W „Adriano in Siria” Franco Fagioli zaśpiewa partię Farnaspe
W „Adriano in Siria” Franco Fagioli zaśpiewa partię Farnaspe Fot. Julian Laidig
Muzyka. Argentyński kontratenor FRANCO FAGIOLI wystąpi w czwartek na Operze Rarze.

- Muzyka barokowa cieszy się dziś ogromną popularnością. Czym Pan to wytłumaczy?

- To bardzo ekscytująca muzyka. Pierwsza rzecz, która przychodzi mi do głowy, to kwestia arii i ich budowy, które przypominają śpiewane dzisiaj popowe piosenki. Po drugie, to muzyka pełna energii, namiętności i wielu barw. Wiąże się to też z odpowiednim podejściem do piękna i sztuki w tym czasie. Wolne arie są pełne smutku, patosu i potrafią doprowadzić człowieka do łez. No i ta muzyka jest bardzo spektakularna. Może dlatego tak pasuje do dzisiejszego świata, w którym wszystko tak szybko biegnie i jest nastawione na robienie wrażenia.

- Czy to prawda, że postanowił Pan zostać kontratenorem po tym , jak usłyszał nagranie innego śpiewaka?

- Zgadza się. Studiowałem wtedy grę na fortepianie i miałem się przygotować do wykonania z chórem „Stabat Mater” Pergolesiego, więc kupiłem płytę z tym nagraniem, żeby móc go posłuchać. Nie miało dla mnie znaczenia, kto to wykonuje. Dopiero jak włączyłem płytę, usłyszałem głos podobny do sopranu. Bardzo mi się spodobał. Okazało się, że śpiewał mężczyzna - James Bowman. Wcześniej sam śpiewałem wysokim głosem, imitując mezzosopran, ale traktowałem to jako żart. Nie wiedziałem, że taki głos w ogóle istnieje. Nigdy nie przypuszczałem, że tak to się skończy.

- Czy technika wokalna różni się czymś od tej stosowanej przez kobiety?

- Nie sądzę, aby technika w jakiś sposób się różniła. Ja uczyłem się tej, która opiera się na tych samych regułach, niezależnie od rodzaju głosu. Mam na myśli włoską szkołę śpiewu bel canto. Na pewno jednak znajdą się tacy śpiewacy, którzy używają zupełnie innej techniki, ale to już sprawa indywidualna.

- Jedną z płyt poświęcił Pan włoskiemu kastratowi, znanemu w historii muzyki jako Caffarelli. Razem z Farinellim byli gwiazdami XVIII-wiecznego teatru. To jednak o tym drugim częściej się dziś mówi.

- To prawda. Trzeba jednak wiedzieć, że w baroku zarówno Farinelli i Caffarelli, ale i Senesino, Carestini i Nicolini cieszyli się taką popularnością jak dzisiaj Madonna, Britney Spears czy Lady Gaga. Rzeczywiście Farinelli jest tym, o którym mówi się częściej. Nie tylko z powodu wielu płyt i nakręconego o nim filmu, ale także przez interesujący epizod z jego życia. Z Londynu wyjechał do Madrytu na specjalne zaproszenie rodziny królewskiej. Jego głos wpłynął ponoć kojąco na króla Filipa V, który wyszedł dzięki temu z depresji. Farinelli stał się wręcz jego prawą ręką.

- Co Pan odkrył studiując arie Caffarellego?

- Kiedy rozpocząłem prace nad tym projektem, poraziła mnie skala jego talentu. Sam Nicola Porpora, który był jego nauczycielem, powiedział mu, żeby przerwał naukę i zaczął występować, bo on już niczego więcej go nie nauczy. Zaśpiewanie tych arii, które były pisane z myślą o nim, było dla mnie dużym wyzwaniem. Przyznam, że arie Farinellego - choć są bardzo ładne - to nie są jednak tak trudne jak te, które wykonywał Cafarelli.

- Gdyby mógł się Pan cofnąć do XVIII wieku, kim chciałby Pan być?

- To byłoby niezwykle ekscytujące. Nie wyobrażam sobie, że mógłbym być kimś innym niż muzykiem. Tylko nie chciałbym być kastratem. Boże, tylko nie to! [śmiech]

- W ramach cyklu Opera Rara wystąpi Pan razem z Capellą Cracoviensis w operze „Adriano in Siria” G.B. Pergolesiego. W tym samym składzie nagrał Pan również płytę dla wytwórni Decca. Jak do tego doszło?

- W 2013 roku poznałem Jana Tomasza Adamusa przy okazji „Rodelindy” Haendla na Opera Rara w Krakowie. W ubiegłym roku za sprawą prób i nagrań poznaliśmy się lepiej. To człowiek bardzo otwarty na muzykę, który jest bardzo pomocny dla śpiewaków. W grudniu premiera „Adriano in Siria” odbyła się w Operze w Wersalu. Teraz pora na Kraków. Muszę przyznać, że to, co się dzieje w tym mieście w zakresie muzyki dawnej, jest bardzo pozytywne. Jestem szczęśliwy, że mogę właśnie tu prezentować takie utwory. A Capelli życzę wszystkiego najlepszego.

- Pan dziś jest w światowej czołówce śpiewaków.

- Czuję, że mam coś do zaoferowania zarówno ludziom, jak i samej muzyce. I o to mi chodzi. A kiedy słyszę takie opinie, po prostu bardzo mi miło.

- Od 10 latach obserwujemy prawdziwy wysyp kontratenorów. Jednym z nich był Philippe Jaroussky.

- Rzeczywiście śpiew kontratenorów powrócił do łask. Jeszcze 20 lat temu kontratenorzy śpiewali bardzo rzadko. Dziś ich obecność stała się bardziej naturalna. Ale to wielka zasługa takich śpiewaków jak Alfred Deller, James Bowman i Andreas Scholl. A Philippe to wspaniały kolega i niezwykle muzykalny artysta. Dobrych kontratenorów jest dziś rzeczywiście wielu i każdy z nas śpiewa inaczej. Publiczność ma więc kogo słuchać. To dobrze.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na dziennikpolski24.pl Dziennik Polski