Felix Kaputu: Poprzez spotkanie z „obcym”, tworzymy siebie...

Felix Kaputu: Poprzez spotkanie z „obcym”, tworzymy siebie na nowo

Rozmawiał Marcin Dyrcz

Dziennik Polski 24

Dziennik Polski 24

Rozmowa. Z FELIXEM KAPUTU, kolejnym pisarzem-uchodźcą zaproszonym do Krakowa.
Felix Kaputu w Kongu ścigany jest za działalność społeczną

Felix Kaputu w Kongu ścigany jest za działalność społeczną ©fot. Andrzej Banaś

- Jak doszło do tego, że został Pan „pisarzem-uchodźcą”?

- Będąc typowym przedstawicielem kongijskiego ludu Chokwe, dość szybko piąłem się po szczeblach akademickiej kariery. Niespecjalnie chciałem angażować się w działalność polityczną. W Kongo sytuacja wygląda tak, że jak się należy do obozu prezydenckiego, to najczęściej buduje się wokół siebie grono zaufanych ludzi, którzy wywodzą się z tej samej grupy etnicznej, mają te same przekonania. Uznałem, że jako profesor wyższej uczelni zajmujący się kwestiami różnorodności kulturowej i etnicznej, nie mogę nikogo wyłączyć ze swojego kręgu, bo mówi innym językiem lub wywodzi się z innej grupy. Naszemu rządowi to wystarczyło.

- Został Pan przez kongijskie władze oskarżony o działanie na szkodę państwa i o przemyt broni.

-Wykorzystano mój wyjazd badawczy do Japonii. Kiedy z niego wróciłem, zostałem oskarżony, że był to pobyt zorganizowany w celu wwiezienia do kraju broni. Zarzucano mi też, że jestem osobiście odpowiedzialny za zorganizowanie 20 tysięcy zbrojnych rebeliantów. Osadzono mnie najpierw w areszcie, a potem w więzieniu o podwyższonym rygorze. Kiedy przyjechała moja żona, zadano jej pytanie: „Kobieto, co ty tutaj robisz? Czy ktokolwiek kiedyś opuścił te mury?” Powiedziano jej nawet, żeby zorganizowała sobie życie na nowo i znalazła innego męża.

- Jak udało się Panu opuścić Kongo?

- Zostałem uwolniony, ponieważ wspólnota międzynarodowa o mnie nie zapomniała. Była tak duża zewnętrzna presja na rząd, że udało się mnie przeszmuglować przez granicę i mogłem wyjechać z kraju. Od tamtej pory trwa moja akademicka podróż pomiędzy poszczególnymi miastami, uniwersytetami, gdzie na nowo buduję swoją tożsamość. Jestem naukowym pielgrzymem.

- Przebywa Pan w Krakowie na rocznym stypendium w ramach Sieci ICORN, która zapewnia miejsce pracy dla prześladowanych twórców. Jakie są Pana plany?

- Będę równolegle pracował nad kilkoma projektami. Jeden z nich związany jest z moim drugim doktoratem w Belgii. Nie zapomnę także o beletrystyce - mam w planie napisanie dwóch powieści. Bardzo wiele dobrego wiem o Polsce i będę ten pobyt traktował jako źródło inspiracji. Znam historię Waszego kraju i wiem, jak wiele trudnych zakrętów trzeba było w niej pokonać.

- Lud Chokwe, z którego Pan się wywodzi, także przeszedł kręte ścieżki historii.

- Obecnie przedstawicieli Chokwe można spotkać w południowej i centralnej części Konga, na północy i wschodzie Angoli oraz północno-zachodnich krańcach Zambii. Na przełomie XV i XVI wieku ludy te stworzyły wielkie królestwo, wykazywały się dużymi zdolnościami w zakresie technologii, w związku z tym otrzymały specjalne przywileje, m. in. możliwość handlu bronią.

Szybko zyskały opinię społeczności bardzo walecznej. Urosły w siłę i wzbogaciły się podczas transakcji związanych z handlem niewolnikami i współpracy z aktualnie panującymi państwami kolonialnymi. W pewnym momencie moc tego ludu stała się niewygodna dla rządów kolonialnych. Zdecydowano, że Chokwe powinni trafić do trzech krajów: Angoli, Konga i Zambii. Celem tego ruchu była kulturowa i geograficzna marginalizacja. Wspólnota etniczna została jednak utrzymana. Teraz tworzymy wirtualny kraj.

- Jak pomimo bezwzględnej polityki państw kolonialnych udało się zachować Chokwe kulturową tożsamość?

- W ostatnim tygodniu sierpnia w Zambii organizowane są uroczystości, których celem jest przypomnienie, że Chokwe nigdy nie giną. Można nas próbować eliminować, ale nasza dusza jest nieśmiertelna. Nawet jeżeli zabije się nasze ciało, to my zmartwychwstajemy. Nasze życie nigdy się nie kończy, niezależnie od tego, jak silnej presji ze strony rządu czy polityków jesteśmy poddawani. Kiedy organizowane są wspólne rytuały, rozproszone w trzech krajach ludy starają się odnaleźć w jednym miejscu i czasie, by celebrować historię i tradycję, na przekór narzuconym podziałom.By obronić siebie przed „innymi”.

- Kim dzisiaj dla Chokwe jest „obcy”?

- Możemy oczywiście „obcego” zdefiniować jako wroga, kogoś, kto przychodzi, zabiera nam żywność, wykorzysta system podatkowy, odbierze nasze domy. Rozumiemy np., że pochodzi z kraju targanego wojną, ale i tak pozostaje przeciwnikiem. Można jednak podejść do „obcego” inaczej, zobaczyć w nim samego siebie. Ten „obcy”, to przecież nikt inny, jak „inny ja”, ktoś, kim mogę za chwilę się stać. Mój lud uważa, że poprzez spotkanie z „obcym” tworzymy siebie na nowo, odbudowujemy swoją osobowość i tym samym wzbogacamy się. Doświadczenie „obcego” krąży w krwiobiegu Chokwe.

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo