Festiwal bez festiwalu

Redakcja
W czwartek Dom Kultury Podgórze i Centrum Sztuki Współczesnej "Solvay" zaprosili na koncert ina-ugurujący cykl "Jazz krok po kroku". Animatorem jest Antoni Mleczko, dawniej muzyczny szef Polskiego Radia Kraków i inicjator wielu nagrań zespołów jazzowych dla tej rozgłośni.

Cały ten jazz

   Pierwszy w cyklu był występ tria pianisty Wojciecha Groborza - "Klasyczny bebop". Koncert różnił się od wielu innych tego zespołu granych w klubach nastrojonym, dobrym fortepianem, ładnie przygotowaną i oświetloną sceną, przychylną i uważną publicznością, co przełożyło się na artystyczny poziom występu. Groborz, podejrzewam, jest jednym z niewielu admiratorów jazzu przełomu lat 40. i 50., wychodząc z założenia, że wszystko, co w jazzie stało się później, miało swoje źródła w twórczości tamtych czasów. Muzycy grający z Groborzem - Maciej Adamczak na kontrabasie i Wiesław Jamioł na perkusji - grali standardy bebopu starannie, muzykalnie, z nieukrywaną radością. Koncert piękny, solówki mięsiste i ważne, a publiczność zadowolona.
   Piątek w sali balowej hotelu Sheraton był świętem jazzu i spotkaniem środowiska jazzowego Krakowa. A wszystko dzięki Annie Sanchez z klubu Indigo, która zorganizowała koncert kwintetu Billy'ego Harpera, znakomitego saksofonisty amerykańskiego. Harper grał w Krakowie po raz trzeci, ostatni raz 9 listopada 2000 roku w "Jaszczurach". Doborowy zespół w składzie Piotr Wojtasik - trąbka, Francesca Tanksley - fortepian, Clarence Seay - kontrabas i Newman Taylor Baker - perkusja, rozpoczął koncert, podobnie jak cztery lata temu, kompozycją Harpera Illumination. Od pierwszych dźwięków zaczęła się magiczna podróż prowadzona przez "afrykańskiego wojownika" Harpera, ubranego w zaprojektowaną przez siebie czarną, skórzaną tunikę. Szczególnie należy podkreślić walor interesujących, charakterystycznych kompozycji własnych. Zagrana jako druga autorska wersja My Funny Valentine (nazwana Harper's Valentine) pokazała, na czym polega oryginalność aranżacji. Oparty na folklorze japońskim utwór _Soran Bushi B.H., _będący impresją z pobytu na Dalekim Wschodzie, zaprowadził nas, o dziwo, w głąb czysto afroamerykańskiej rozedrganej ekspresji. Koncert powalał właśnie swoją niesłychaną ekspresją.
   Pozostali muzycy, członkowie zespołu walnie przyczynili się do sukcesu. Skupiony, ale "gorący" Wojtasik, bezwzględna w realizacji swoich zamierzeń i precyzyjnie kontrolująca przebieg wydarzeń Francesca Tanksley oraz "cisi" bohaterowie, czyli czarnoskóra sekcja rytmiczna. Basista dopiero na bis zagrał tak, że nikt nie miał wątpliwości, iż nie znalazł się w zespole przypadkiem. Sam Harper podczas pierwszego występu w 1998 roku był na scenie posągowy, podczas drugiego zaczął się uśmiechać, a w piątek pozwalał sobie nawet na eleganckie żarty. W rozmowie ze mną potwierdził, że na przestrzeni tych lat zmienił swój stosunek do publiczności i misji swojej sztuki.
   W ciągu dwóch wieczorów przeżyłem naprawdę dużo artystycznych emocji, wartych niejednego festiwalu. Może tak lepiej.
GRZEGORZ TUSIEWICZ

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie