Festiwal klarnetowy

Redakcja
Środowego koncertu słuchałam z mieszanymi uczuciami. Cieszyłam się z samego faktu istnienia festiwalu w Krakowie, z zainteresowania publiczności, wśród której przeważali cudzoziemcy, z bardzo dobrego wykonawstwa, którego nie powstydziłyby się znacznie bardziej rozreklamowane imprezy, z ciekawego i zróżnicowanego programu dającego przekrój literatury klarnetowej od pogodnego Tria B-dur op. 11 Beethovena, poprzez Suitę na klarnet i kwartet smyczkowy Busoniego, Kwintet dęty Kilara po Uwerturę na tematach żydowskich op. 3 Prokofiewa oraz solowe utwory Pendereckiego i Kumpfermana.

Z sali koncertowej

 Parafrazując znane powiedzenie, stwierdzić można, że każdy z instrumentów ma swoje "pięć minut" popularności. Klarnet był ulubionym instrumentem romantyków. Ciemną, nostalgiczną barwę niskiego rejestru chętnie wykorzystywali do malowania nastroju grozy czy niepokoju. Potem ten środek wyrazu został zastąpiony innym, klarnet - znów z racji możliwości, jakie stwarzał - stał się podstawowym instrumentem zespołów rozrywkowych i jazzowych i dopiero w ostatnich dziesiątkach lat obserwować można u nas jego koncertowy renesans. U nas - bo są kraje, w których mimo rozrywkowego "mezaliansu" klarnet zawsze był w orbicie zainteresowań i kompozytorów, i wykonawców. Do takich krajów należy Francja. Nic więc dziwnego, że utalentowany krakowski klarnecista Krzysztof Klima, po ukończeniu Akademii Muzycznej, uzupełniający, studia w paryskim konserwatorium, postanowił uczynić coś dla przywrócenia wybranemu przez siebie instrumentowi należytego znaczenia. Zorganizował więc w Krakowie festiwal klarnetowy, którego ważną częścią są lekcje mistrzowskie prowadzone przez zapraszanych ze świata wirtuozów i pedagogów. Przypominam o tym, ponieważ w środę, 13 września, rozpoczęła się ósma już edycja festiwalu. W kościele św. Katarzyny wystąpił dyrektor artystyczny festiwalu Krzysztof Klima z towarzyszeniem pianistki Marii Szwajgier-Kułakowskiej oraz nowo powstałego zespołu Polish Chamber Ensemble, czyli wybitnych absolwentów krakowskiej uczelni: Adama Wagnera, Szymona Krzeszowca, Łukasza Syrnickiego, Doroty Imiełowskiej, Zbigniewa Witkowskiego, Arkadiusza Krupy, Krzysztofa Fiedukiewicza i Tadeusza Tomaszewskiego, tworzących dwa kwartety - smyczkowy i dęty.
 Przeszkadzało mi kompletne niedopasowanie charakteru wykonywanej muzyki do wnętrza, w jakim odbywał się koncert. Muzyka typowo kameralna ginęła w obszernym gotyckim wnętrzu (szczególnie ucierpiało na tym Trio Beethovena), zacierały się niuanse, gubił bezpośredni kontakt z wykonawcami konieczny do wspólnego przeżywania muzyki komnatowej. Inna rzecz, że w tej właśnie akustyce szczególnie pięknie zabrzmiało solowe Preludium Pendereckiego wywiedzione przez Krzysztofa Klimę z absolutnej ciszy i poprzez kulminację doprowadzone znów do nicości.

ANNA WOŹNIAKOWSKA

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie