Filmowa uroda dawnych Niepołomic

Jolanta Białek
Jolanta Białek
Niepołomicki kadr z „Listy Schindlera” zdjęcia: archiwum stowarzyszenia miłośników ziemi niepołomickiej
Kultura. Miasto zagrało w teledysku Zauchy, „Układzie krążenia”, „Potopie” i „Liście Schindlera”.

„Niepołomice są po pierwsze blisko Krakowa, po drugie 40 lat temu były pustawym, zapyziałym /z całym szacunkiem :)/ miasteczkiem. Potrzebna mi była sceneria pozbawiona ludzi i samochodów, a przecież nie mogliśmy zamykać miasta tak, jak robi to fabuła. Od początku miałem myśl o artyście przyjeżdżającym do smutnego miasteczka swojej młodości, w którym czas się zatrzymał. Miasteczka, w którym spotyka swoich sąsiadów i fryzjera, który strzygł go od małego, i panią Barbarę z zakładu fotograficznego, i mamę częstującą zupą, wreszcie siebie samego, dziesięciolatka... Niepołomice ze swoją zimową pustką doskonale do tego scenariusza pasowały. I już” - odpisał Krzysztof Haich, scenarzysta teledysku „C’est la vie. Paryż z pocztówki”, na pytanie prezesa Fundacji „Lepsze Niepołomice” Pawła Pawłowskiego, dlaczego właśnie to miasto wybrano na scenerię wideoklipu do piosenki Andrzeja Zauchy.

O miasteczku z teledysku rozprawiano podczas ostatniego spotkania Klubu Poszukiwaczy Historii Niepołomic. - Te słowa Krzysztofa Haicha trochę zabolały - padło z kilku stron. Ale zaraz dopowiedziano, że choć Niepołomice sprzed kilkudziesięciu lat mogły być postrzegane jako pustawe i smutne, musiały jednak mieć swój urok, skoro ściągały ekipy filmowców. Bo teledysk Andrzeja Zauchy nie był ani pierwszym, ani ostatnim obrazem, w którym Niepołomice „wystąpiły” na ekranie.

Debiut u Hoffmana

Niepołomice po raz pierwszy gościły filmowców na przełomie roku 1972 i 1973, kiedy w Puszczy Niepołomickiej kręcono niektóre sceny „Potopu” w reżyserii Jerzego Hoffmana.

Mieszkańcy wspominają, że w centrum miasteczka można było wtedy spotkać plejadę znanych polskich aktorów. - Jadłem wątróbkę z Zamkowej, a obok siedział Olbrychski - stwierdza Janusz Jagła, prezes Stowarzyszenia Ziemi Niepołomickiej. Krążący po miasteczku Daniel Olbrychski, grający w „Potopie” Kmicica zapadł w pamięć także paniom, które pilnie go wypatrywały, bo „przecież wtedy wszystkie dziewczyny kochały się w Olbrychskim”. Jego i innych aktorów podziwiali także ówcześni uczniowie, których jak dziś opowiadają - „często prowadzono na spotkania z aktorami, organizowane w Zamkowej”.

Już kilka miesięcy „po Olbrychskim” niepołomiczanie mieli okazję oglądać u siebie Edwarda Lubaszenkę, który wcielał się wtedy w rolę doktora Bognara, głównego bohatera serialu telewizyjnego „Układ krążenia”, opowiadającego m.in. o nieprawidłowościach w polskiej służbie zdrowia z tamtego okresu. W roku 1973 powstał w Niepołomicach odcinek tego serialu, zatytułowany „Szycha w odstawce”. Filmowymi plenerami były m.in. ówczesny ośrodek zdrowia (dziś mieści się w tym budynku komisariat policji) oraz rynek.

Zagrali dla Zauchy

Teledysk do jednej z najpiękniejszych piosnek Andrzeja Zauchy kręcono w Niepołomicach w pierwszych miesiącach 1985 roku, w śniegu i zimnie. Ta produkcja jest szczególna nie tylko dlatego, że stanowi pamiątkę miejskiego krajobrazu z połowy lat 80. XX wieku. To także dokument innego rodzaju: większość osób, które pojawiły się w „C’est la vie. Paryż z pocztówki” była niepołomiczanami.

- Wystąpiłam w tym teledysku jako kilkuletnia dziewczynka, zaśpiewałam w chórze. To był szkolny zespół, który ściągnięto, by śpiewał z panem Andrzejem. Pamiętam, że byłyśmy zestresowane i pan Andrzej robił wszystko, by nas rozbawić, a potem zaprosił cały chór na obiad do Zamkowej - opowiadała Agnieszka Grab, podczas spotkania Klubu Poszukiwaczy Historii Niepołomic.

Andzia Biernat z ówczesnego Koła Gospodyń Wiejskich, na potrzeby teledysku została matką Andrzeja Zauchy, czekającą na powracającego do domu syna z talerzem gorącej zupy. Pani Słowikowa - żona Zdzisława Słowika, fotografa, inicjatora budowy niepołomickiego obserwatorium astronomicznego - pokazywała piosenkarzowi w atelier stare zdjęcia. A w rolę księdza witającego Zauchę na rynku wcielił się Jan Sikorski, wtedy prezes niepoło-mickiej Gminnej Spółdzielni.

- Ojciec zazwyczaj chodził w baranicy i często brano go za księdza, więc ta rola była jakby dla niego napisana. W teledysku tato ma na sobie prawdziwą sutannę, ale na głowie cywilną czapkę - biret akademicki, bo tylko takie nakrycie głowy przywieźli ze sobą filmowcy - opowiada Jan Sikorski, syn „księdza” z teledysku.

Natomiast niepołomiczanina Bronisława Ogórka można oglądać w drugiej minucie teledysku, jak prowadzi na spacer na smyczy koty. - Dziś wnuki pytają, czy dziadek naprawdę chodził z kotami po ulicy - mówi Krystyna Pilch, córka pana Bronisława.

Gościli ekipę Spielberga
W Niepołomicach powstało kilka scen do słynnej „Listy Schindlera”, ale w filmie znalazła się ostatecznie tylko jedna z nich. To moment, kiedy hitlerowcy wywożą Żydów do obozów śmierci; tłem tych wydarzeń jest stacja kolejowa w Niepołomicach (dziś w tym miejscu jest ul. Wimmera).

W filmie Stevena Spielberga wielu mieszkańców Niepołomic wystąpiło jako statyści. - Byłem wtedy po kursie filmowym i chciałem podejrzeć pracę filmowców, dlatego zgłosiłem się na statystę. Wyznaczono mi rolę księdza, ujęcia były robione m.in. na rynku i w zamku. Do dziś żałuję, że z tego co kręcono w Niepołomicach, w trzygodzinnej wersji filmu została tylko stacja. Ale wszystkie ujęcia z Niepołomic można zobaczyć w amerykańskiej, aż pięciogodzinnej wersji „Listy Schindlera” - opowiada Janusz Jagła.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
Marcin

W wersji trzygodzinnej Spielbergowego filmu znalazła się też scena mszy świętej w kościele 10 tys Męczenników ze znajomym, słychać tu znajome łacińskie "P**** Noster".

M
Marcin

W wersji trzygodzinnej Spielbergowego filmu znalazła się też scena mszy świętej ze znajomym, łacińskim "P**** Noster".

Dodaj ogłoszenie