Filozofia klauna, tom pierwszy

Filozofia klauna, tom pierwszy

Tomasz Kolowca

Dziennik Polski 24

Dziennik Polski 24

Książki. - Lepiej niech ludzie wyżyją się na klaunie niż mają później kierować tę agresję w swoim kierunku - uważa młody krakowski pisarz Odys Korczyński, autor właśnie wydanej powieści „Klauni”. W rozmowie z nami opowiada także o cyrku, futurologii i idealnej fotografii.
Filozofia klauna, tom pierwszy

©Archiwum prywatne

- Po co ta książka?

- Pewnie po to, żeby oswoić swój lęk. Pisanie jest działalnością po części terapeutyczną. Ten świat, który mnie otacza, nigdy mi się do końca nie podobał, zawsze miałem z nim problem. Zadawałem sobie pytanie „dlaczego” i próbowałem znaleźć odpowiedź, dlaczego. Podjąłem studia filozoficzne, chciałem zostać jezuitą...

- Gdzie tu lęk?

- Pisząc interpretuje się fakty, a poprzez interpretację ma się większą szansę na zrozumienie tej przestrzeni, rzeczywistości, w której one się dzieją. Lęk jest częścią mojej natury…

- Ale Pana książka to nie literatura faktu.

- Ale w książce znajdują się symbole, a pod nimi znaczenia, o których istnieniu wiem tylko ja. Po ich rozszyfrowaniu to będzie literatura faktu, a nie fantastyka.

- A przed czym jest ten lęk?

- Przed historią swojego życia. Na pomysł napisania wpadłem w dość osobliwy sposób. Przyśnił mi się klaun na tylnym siedzeniu, który zaczyna mówić, i do tego dopisałem resztę. Stwierdziłem, że to będzie świetna historia, ale historia poboczna w stosunku do głównej.

- Czyli?

- Jest główna książka, centralna, a Klauni to opowieść o jednym z bohaterów, który wcale nie jest pierwszoplanowy, przynajmniej nie na początku. Taki sequel, uzupełnienie. Suplement.

- …który wychodzi jako pierwszy?

- Tak jest. Z punktu widzenia marketingowego wydanie zamkniętej historii jest prostsze niż wydanie pierwszego tomu z czterech. Po tej będzie jeszcze jedna i dopiero cztery tomy głównej opowieści, tak to zaplanowałem. Klaunów napisałem w trzy miesiące. Miałem przerwę w pracy i postanowiłem zrobić coś pożytecznego, napisać zamkniętą opowieść, która jednak będzie nawiązaniem do całego świata, który chcę stworzyć - świata krótko przed zmianą formy.

- Czy klaun Pana śmieszy, czy straszy?

- Ani to, ani to. Nie mam żadnego stosunku do klauna, a wizja Stephena Kinga, mimo że jest mi znana jako cześć popkultury, to jednak nie wywarła na mnie takiego wrażenia, żebym brał ją pod uwagę, myśląc czy też widząc postać klauna. Klaun dla mnie to raczej symbol, czyli takie narzędzie, które doskonale przenosi cechy, których na zewnątrz nie widać. Widzą je tylko wtajemniczeni w rzeczywistość symbolu. Reszcie wystarcza czerwony nos, głupawy uśmiech, dźwięk gruszek z klaksonami i kroki łamagi. Klaun u mnie to partyzant, tyle że grasuje nie w lesie, a na cyrkowej arenie społeczeństwa.

- Mnie to zdanie się kojarzy z koncepcją świata jako teatru..

- I to dobry kierunek. Świat jako arena, a może arena jako świat - co jest czym? Sam się nad tym zastanawiałem.…

- Arena implikuje jakąś rywalizację, może walkę, a teatr już niekoniecznie.

- Również - to jest walka o zainteresowanie widza. Wracając do klauna jako partyzanta - mój klaun, Bruno, dostaje pewien dar: może na zasadzie wykorzystywania pewnych cech genetycznych wcielać się albo wyciągać z człowieka jego istotę - „człowiekowatość”.

Bruno szuka, wciela się w tych ludzi, próbując zrozumieć, kim jest. Im bardziej próbuje, tym mniej wie, tym rola klauna na tej arenie zaczyna go przerastać i w końcu ją porzuca i przekazuje bratu, który lepiej sobie z nią radzi, jest silniejszy, bardziej wyrachowany. Działa jak zbuntowany partyzant, dla którego wojna nigdy się nie skończyła. Morduje, bo tak chce, bez racjonalnego uzasadnienia.

- Postać klauna w kulturze jest chyba mniej obecna niż podobnego - zdawałoby się - błazna. Dlaczego sięgnął Pan akurat po tę postać?

- Głównie dlatego, że klaun właśnie w takiej formie pojawił się w moim śnie, a ze snami z zasady nie dyskutuję. Racjonalizując, błazen wydaje mi się „poważniejszym zawodem”, a klaun jego współczesną pozostałością dla wszystkich tych, którzy nie umieją odnaleźć się w tej formie świata. Podobnie zresztą jest z filozofami. Niby to takie coś, co nadaje się do wszystkiego, a nic konkretnego nie umie, więc w dążącym do uniformizacji, zysku i globalizacji społeczeństwie może być klaunem ku uciesze gawiedzi.

Błazen jest nadwornym prześmiewcą władcy, za którym pryncypał ukrywa swoją nienawiść do rządzonych, wynikającą z przynależności kastowej, a mój klaun - zagubiony sam w sobie - przedrzeźnia ludzi i ich motywy, dla których oni władzę tak kochają. Klaun „służy” ludziom, aby ich bawić. Lepiej niech wyżyją się na klaunie niż mają później kierować tę agresję w swoim kierunku. Jednostka jest poświęcana dla utrzymania homeostazy społeczeństwa.

- Filozofia klauna?

- To jest makabryczne, ale notoryczne. Wycena ilościowa ofiar. Lepiej niech ten jeden zostanie wyszydzony, aby całość systemu nie upadła. To jest niemoralne, ale dzieje się od lat, więc może trzeba nazywać wszystko wprost. I nie chodzi mi tu o patetyczne oddawanie życia na wojnie, żeby ratować oddział, koncepcję strategiczną generałów w czystych mundurkach, albo skórę polityków, którzy dają sobie łapówki pod zapełnionym mapami i figurkami biurkiem. Klaunem poświęcanym dla wyimaginowanego systemu moralnego ogółu może być każdy.

Zdesperowany robotnik z Ukrainy pracujący za pół dniówki, którą wziąłby Polak, wykształcona kobieta mająca odwagę zaprotestować, kiedy w sejmie grupa podstarzałych mężczyzn i kobiet z władzą w rękach zaczyna chorobliwie interesować się jej macicą, albo dziecko, które bezradni wychowawczo rodzice chcą zbić na kwaśne jabłko, bo sądzą, że strach i ból działają uspokajająco. W myśl starej narodowosocjalistycznej zasady, poświęcony może być każdy, kto jest słabszy i jednocześnie stanowi jakąś mniejszość, tyle że najpierw trzeba ocenić, czy przed ostatecznym rozwiązaniem, da się go jeszcze do czegoś wykorzystać. Jeśli nie, to od razu czapa. Jeśli tak, to najpierw występ na arenie.

- Ma Pan za sobą edukację filozoficzną, więc zrozumiałe są pytania i poszukiwanie z tej dziedziny. A skąd u Pana zainteresowania biologiczne, genetyczne? W powieści pojawia się całkiem sporo poważnie brzmiących terminów, teorii...

- To kwestia mojego podejścia do filozofii w ogóle. Wypada po filozofii wiedzieć, kim byli Kant, Renan, Carnap czy Wittgenstein. Ale to można bez większego nakładu pracy wyczytać w książkach. Jeśli natomiast chce się wiedzieć o świecie coś więcej niż to, co powiedzieli o nim mniej lub bardziej trzeźwi na umyśle autorzy, należy ją badać samemu, a to niemożliwe bez wiedzy z zakresu nauk ścisłych.

Co do terminów naukowych w Klaunach, to są autentyczne, no może 99 procent. Dopiero w kolejnych częściach cyklu pojawi się nieco więcej wyssanych z palca twierdzeń, chociaż jak pokazuje historia literatury sci-fi, to, co autorzy wymyślali kilkadziesiąt lat temu, teraz jest całkiem możliwe, albo niedługo takie będzie.

- Pana książka czerpie z - jakkolwiek to brzmi - „tradycji science-fiction”. Dlaczego wybrał Pan taką estetykę?

- Tak, czerpię z tradycji science-fiction, chociaż staram się, aby w ogólnym rozrachunku to, co piszę, nie mogło być zaklasyfikowane jako czyste sci-fi, a już na pewno nie hard sci-fi. Czuję się związany z nurtem fantastyki naukowej, ale bardziej z jej społeczną częścią, a więc Vonnegutem, Orwellem czy też w pewnej mierze Dickiem i Burgessem. Gdzieś w tle przewijają się też Roth, Kundera i Steinbeck, a więc świat literatury zupełnie innej niż science fiction.

Daleko mi natomiast do opisywania spektakularnych bitew na statkach kosmicznych, chociaż co będzie za kilka lat, tego nie wiem. Fantazjowanie w fantastyce pozwala mi się oderwać od mojej wiedzy i pamięci na temat doczesnego życia. Nie chciałbym o nim pisać dosłownie. Niekiedy nie mam odwagi go nawet pamiętać, a literatura opowiadająca o dalekich światach zawsze była mi odskocznią od tego, co budziło moją odrazę w tym świecie, obok, gdzie musiałem tkwić i skąd nie potrafiłem uciec.

- Książki są w stanie przewidzieć przyszłość? Podobno futurologia zbankrutowała już wiele lat temu.

- Cokolwiek może pomyśleć człowiek, jest potencjalnie możliwe do realizacji, bo było możliwe do pomyślenia. To jest moim zdaniem metoda weryfikacji. A sama futurologia jako gałąź filozofii z pewnością nie zbankrutowała. Może w Polsce obecnie jest takie wrażenie, że my Polacy istniejemy tylko o tyle, o ile zasila nas gniew wobec naszej komunistycznej przeszłości ustrojowej. Mam jednak nadzieję, że literatura science-fiction wraz z fantasy pozwolą chociaż niektórym spoglądać beztrosko w przyszłość i przez to częściej się uśmiechać. Chcę mieć w tym swój udział, a jednocześnie nie rezygnować z politycznej metaforyki swoich tekstów.

- Pan jest futurologiem?

- Nie. Ja nawet nie do końca chcę się wiązać z science-fiction, chciałbym stać pomiędzy nią a literaturą sensacyjną, horrorem i literaturą faktu. Na pewno nie chcę stanąć po stronie fantasy. Za światem fantasy niezbyt przepadam. Denerwuje mnie to nielogiczne trwanie magicznych społeczeństw w jednej epoce historycznej. Jakim sposobem miecz może być bronią przez tysiące lat, albo tyleż samo trwać epoka feudalna i system kastowy? Społeczność magiczna również powinna ewoluować. A smoki? To chyba wyjątek w tych bajkowych światach fantasy. Moim zdaniem to ciekawe istoty, tyle że zbyt negatywnie przedstawiana. George R. R. Martin w Grze o tron doskonale je wykorzystał.

- Rzeczywistość przedstawiona w Klaunach już się spełnia?

- Myślę, że tak.

- Czyli istnieją gdzieś szaleni, jednoocy naukowcy, którzy knują i planują straszne postępki tak jak Cyprys z pańskiej książki?

- Cóż, o wielu rzeczach nie wiemy, a Cyprys nie jest szalony. Przede wszystkim spełnia się ta część społeczna. Sposób istnienia korporacji, uniformizacja świata, podporządkowanie życia firmie - dziwnemu bytowi, któremu można ofiarować wszystko, aby zarabiać pieniądze. Ta idea jest dla mnie niejasna. Musimy pracować w takim systemie, bo musimy zarabiać pieniądze - w innym przypadku nie będziemy mieć za co żyć. Ja też jestem w tej machinie i cierpię bardzo. Kapitalizm w ogóle jest takim ustrojem, który w naszej wschodniej demokracji zaczyna przypominać neokomunistyczny twór. Pędzimy za pieniędzmi, a jednocześnie obserwują nas, co robimy i co mówimy.

Klaun ma władzę z tylnego siedzenia, a tchórzliwy kierowca patrzy na drogę i myśli tylko, żeby dojechać do celu i ocalić swój tyłek. A wszystko to za sprawą niedokształconego społeczeństwa wyrobników, którzy pozwolili mu odgrywać swoją rolę cyrkowego trefnisia. A wracając do tego naukowca - Cyprys jest moim zdaniem głównym bohaterem książki, chociaż wielu czytelników uważa inaczej. Cyprys jest mną, to moje alter ego, ma najwięcej moich cech. Wystąpi zresztą w następnych tomach. To postać zagubiona, ale nie jest zła.





Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo