Fińskie egzorcyzmy

Redakcja
Aleksiej Filipow - tak nazywał się pierwszy agent wysłany w 1917 roku przez bolszewicką Czeka za granicę. Przed komunistycznym przewrotem był wydawcą prasy. Dzierżyński wyprawił go do Helsinek, gdzie udawał człowieka interesów i dziennikarza. Przed wyjazdem podpisał oświadczenie, że bez wynagrodzenia przekazywać będzie informacje, które uda mu się zdobyć w kręgach przemysłowych oraz bankowych.

Anna Zechenter: NIEPRZEDAWNIONE

Z początkiem stycznia 1918 roku Lenin ogłosił, że Finlandia jest niepodległym państwem. Zanim wszakże suwerenność tego kraju stała się faktem, do działania przystąpili kierowani z Moskwy fińscy komuniści. Z końcem tego samego miesiąca dokonali puczu przy wsparciu stacjonujących wciąż w Helsinkach 40 tysięcy carskich piechurów i marynarzy. Żołnierze porwani rewolucyjnym uniesieniem, a jeszcze bardziej perspektywą bezkarnego plądrowania i grabieży, zaczęli wprowadzać sowiecki porządek. Lenin ogłosił powstanie Fińskiej Socjalistycznej Republiki Robotniczej.

Po opanowaniu stolicy rebelianci przejęli kontrolę nad południową częścią kraju, lecz po krótkim czasie natknęli się na korpus obronny fińskich narodowców, dowodzony przez byłego carskiego generała Karla Mannerheima. Właśnie o nim i jego rokowaniach z kajzerowskimi Niemcami miał zbierać informacje Aleksiej Filipow, ale jeszcze w styczniu 1918 roku niemieckie wojska położyły kres zarówno komunistycznej rebelii, jak i karierze pierwszego agenta Czeka.

Klątwa geopolityki

Finlandia jest od wieków - podobnie jak Polska - skazana na klątwę geopolityki. Położenie miało zawsze decydujący wpływ na jej politykę zagraniczną oraz sytuację wewnętrzną. Ma od 1918 roku wspólną granicę z Rosją na długości ponad tysiąca kilometrów. Na domiar złego, od wschodniego sąsiada nie oddziela go żadna naturalna zapora; linia graniczna biegnie po terenie płaskim jak stół. Właśnie ze względu na tę okoliczność Mannerheim, szef Rady Obrony Państwa, kazał w latach 30. zbudować linię umocnień między Zatoką Fińską a jeziorem Ładoga.

W 1939 roku, po zajęciu połowy II Rzeczpospolitej przez armię czerwoną, Stalin zażądał od władz fińskich zgody na rozmieszczenie swoich wojsk. Helsinki nie przyjęły sowieckich warunków, więc w listopadzie Stalin rzucił na Linię Mannerheima milion ludzi. Po stu dniach zażartych walk o każdy metr ziemi przeciwko 300 tys. Finów armia czerwona straciła 300 tys. żołnierzy, a także ogromne ilości sprzętu. Po stronie fińskiej było 900 poległych. Osamotnieni w Europie, ulegli jednak potędze wielekroć silniejszej i podpisali umowę pokojową, oddając kilka ważnych punktów militarnych, m.in. port Hanko.

Od roku 1940 do końca wojny wiele się jeszcze zdarzyło: sojusz Helsinek z Berlinem przeciwko Moskwie, odzyskanie z pomocą III Rzeszy ziem utraconych na rzecz Moskwy, zerwanie przymierza z Niemcami i wreszcie wkroczenie Sowietów do Finlandii we wrześniu 1944 roku.

Po 1944 roku nie pozostawiono jej wyboru. Musiała ułożyć swoje stosunki ze wschodnim sąsiadem na najkorzystniejszych warunkach, bo nie mogła stawić skutecznego oporu mocarstwu z 249 milionami mieszkańców. Czy Zachód ruszyłby z pomocą zajmowanej przez czerwonoarmistów Finlandii? Kiedy armia fińska walczyła w wojnie zimowej 1939 roku, Zachód odwrócił wzrok; kiedy sowieckie czołgi rozjeżdżały w 1953 roku powstanie w NRD, Zachód milczał; kiedy krwawiący Budapeszt wołał w 1956 roku o pomoc, Zachód był głuchy.
Tymczasem zręczna dyplomacja Mannerheima pozwoliła do 1948 roku wynegocjować z ZSSR traktat, który przewidywał możliwość przekroczenia granicy przez armię czerwoną tylko w przypadku, gdyby Sowiety zostały zaatakowane z fińskiego terytorium. Stała się rzecz niesłychana: Stalin ustąpił przed mniejszym.

Rząd helsiński oddał zatem Moskwie tylko tyle, ile uznał za konieczne, by zapewnić bezpieczną egzystencję kraju. Dlaczego mu się to udało? Próbowano wyjaśnić ten fenomen na wiele sposobów. A może najprościej byłoby przyjąć, że Stalin nie chciał pchać się w kolejną wojnę? Że przekonawszy do siebie zachodnich sojuszników, wolał uniknąć krwawych i długich walk o Finlandię?

W latach 50. w Finlandii panowało przekonanie, że traktat był nieuniknionym złem. Im częściej jednak zachodni politycy i media dawali do zrozumienia, że kraj ten jest wasalem Moskwy, tym goręcej jego obywatele bronili tego, co udało im się uratować. W sposobie traktowania przez Zachód polityki fińskiej było tyleż samo historycznej niepamięci, co zakłamania i obłudy.

Określenie "finlandyzacja", użyte po raz pierwszy w 1965 roku przez berlińskiego profesora Richarda Löwenthala dla opisania relacji ZSSR z Helsinkami, nie cieszyło się ani sympatią, ani aprobatą samych Finów. Najczęściej było synonimem poddaństwa oraz rezygnacji z suwerenności w zamian za nieistotne ustępstwa wielkiego mocarstwa, pozwalające "sfinlandyzowanemu" krajowi zachować pozory niezależności. Wypracowany i wywalczony przez Helsinki modus vivendi zasługiwał na pogardę w oczach tego Zachodu, który spełniał po wojnie na wyprzódki wszystkie żądania Stalina i oddał mu pół Europy, a później zabiegał o przychylność ZSSR, prowadząc politykę détente: ustępliwości, a nawet służalczości wobec Sowietów w zamian za kontrolę zbrojeń.

Odczynianie uroków

Finowie w rzeczy samej oddali obcemu mocarstwu pewne atrybuty niepodległości, a przede wszystkim niezależność w sferze polityki zagranicznej. Zachowali jednak we własnym kraju ograniczoną tylko w niewielkim stopniu wolność. Nigdy nie zapanował u nich sowiecki terror, nigdy też służby bezpieczeństwa nie więziły i nie mordowały tysięcy patriotów. Suwerenność Finlandii, choć kaleka, pozostawała jednak suwerennością, podczas gdy o krajach naszego regionu można było tylko powiedzieć: ziemie okupowane.

Jeżeli traktowany zazwyczaj przez Polaków z pogardą postulat Realpolitik - polityki budowanej dla dobra państwa i narodu, opartej przede wszystkim na kalkulacji siły i narodowych interesów, znalazł kiedykolwiek urzeczywistnienie, to właśnie w Finlandii, i to w podręcznikowej wręcz formie.

Kiedy w 1968 roku ambasador Moskwy Andriej Kowaliow zaprotestował oficjalnie przeciwko defiladzie weteranów wojny z 1918 roku, która uratowała Finlandię przed bolszewikami, dwa i pół tysiąca starszych panów przemaszerowało przez Helsinki pod ochroną fińskiej policji. A kiedy tenże ambasador skrytykował w imieniu Kremla etykietę na butelce piwa "Karelia" z wizerunkiem prastarego germańskiego miecza, browar warzący to piwo nie nadążał z liczeniem zysków.
Sowieckie naciski budziły czasem powszechną wesołość - tak było przy okazji "finlandyzacji" książek: na żądanie Moskwy wycofano ze sprzedaży pamiętniki rodzimego komunisty Leino, a także wspomnienia Chruszczowa. Zdarzały się rzecz jasna, również nie budzące śmiechu interwencje: w 1972 roku wstrzymano kręcenie filmu opartego na opowiadaniu Sołżenicyna "Iwan Denisowicz". Samo opowiadanie leżało w oknach wystawowych księgarni. Moskwa musiała przełknąć i to, że tylko nieliczni gimnazjaliści uczyli się rosyjskiego i że angielski był pierwszym językiem obcym w szkole podstawowej.

Sowieci wymogli na Finlandii rezygnację z planu Marshalla i gotowego już układu o wolnym handlu z krajami Wspólnot Europejskich. Zmusili ją także do kupna swoich lokomotyw elektrycznych, chociaż ich nie potrzebowała. Ale i tak ponad 80 procent fińskiego handlu zagranicznego odbywało się z Zachodem.

Moskwa nie urządzała wspólnych manewrów z fińską armią, lecz zmusiła ją do wydania pieniędzy na sowieckie uzbrojenie. Finowie sprowadzili z ZSSR samoloty, szybko kupili też dużo szwedzkich.

W latach 70. minister obrony ZSSR Dmitrij Ustinow w swobodnej atmosferze łaźni fińskiej zaczął na głos snuć plany wspólnych ćwiczeń wojskowych, na co fiński minister obrony oświadczył, że wyprasza sobie takie propozycje, nawet jeżeli pochodzą z Moskwy.

Granica między oboma państwami zaznaczona była tylko słupami; co rusz grzecznie zawracano zbłąkane sowieckie patrole. Uciekinierzy dostawali natomiast na posterunku herbatę i byli wysyłani do Szwecji, Danii lub Niemiec.

Polityczną schizofrenię uosabiał wieloletni prezydent Urho Kekkonen. Jako uczeń walczył przeciwko armii czerwonej w 1917 roku. Jako polityk opowiedział się za odrzuceniem sowieckich warunków pokojowych w 1940 roku. Jako prezydent Finlandii był od 1964 roku kawalerem Orderu Lenina.

Finlandyzacja PRL marzyła się niektórym byłym komunistom, a i późniejszym rewizjonistom, jak choćby Jackowi Kuroniowi. Zabrakło jednak nie tylko politycznej woli Moskwy, ale i partnerów, których Stalin traktowałby jak Mannerheima. Wymordowała ich bezpieka.

Autorka jest pracownikiem krakowskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie