Franciszek Józef i Kot w butach

Redakcja
Tutaj można ubrać się na wszystkie okazje. Na cesarski bal i na ucztę w jaskini.

Katarzyna Wierzba

Katarzyna Wierzba

Tutaj można ubrać się na wszystkie okazje. Na cesarski bal i na ucztę w jaskini.

   Mundur Franciszka Józefa i płaszcz hotelowego boya, kolecik Tadeusza Kantora i bawełniana suknia Karola Frycza, szale Heleny Modrzejewskiej i papieskie ornaty... I morze fraków, surdutów, czerlestonek, tunik, żupanów, kontuszy... Wszystkie miały swoje pięć minut w świetle reflektorów, każdy ubiór ma własną, niepowtarzalną historię. Dziś mogą być ozdobą karnawałowego balu. Wystarczy odwiedzić magazyn kostiumów przy Teatrze im. J. Słowackiego.
   Budynek niczym właściwie nie wyróżnia się wśród okolicznych poszarzałych mocno przedwojennych kamienic. Znajduje się na wysokości kościoła św. Mikołaja, prawie na rogu Kopernika i Radziwiłłowskiej, gdzie pod numerem trzecim jest metalowa, szara brama. Nic nie wskazuje na wyjątkowość tego miejsca. Tym większe jest zaskoczenie już za bramą. Czujemy się, jakbyśmy przekroczyli magiczne wrota do baśniowego sezamu. Trafili do zupełnie innego świata, do innej epoki. Tutaj czas biegnie inaczej, inna jest przestrzeń. I ten wyczuwalny na każdym kroku, wszechobecny duch teatru...

\\\*

   Do magazynu wchodzi się przez rekwizytornię. Wokół porozrzucane krzesła i fotele-ludwiki, stoliki, szafy... I jeszcze pianino, stare organy, wózek inwalidzki i wózek dziecięcy... Z boku stoi złocona harfa i drewniana - zdobiona kwiatami - kołyska, dalej orzeł w koronie i dzieła Lenina. Potykam się o popiersie Stanisława Wyspiańskiego. Maria Starobrańska, kierowniczka magazynu, śmieje się, że "on na pewno nie zginie, bo tego faceta nikt po prostu nie udźwignie".
   - Kiedyś nie było tu ani pięter, ani schodów, tylko ogromna przestrzeń - pani Maria przypomina, że początkowo przechowywano tu olbrzymie, ponad 10-metrowe dekoracje, zdobiące scenę wybudowanego przed 111 laty Teatru Miejskiego, a następnie Teatru im. Juliusza Słowackiego. Kostiumy zaś składano przy ulicy Szpitalnej, w narożnej, prywatnej kamienicy, w sześciu wynajętych wówczas pokojach. Ponad dziesięć lat temu, po remoncie teatru, dekoracje zmieściły się w jego piwnicach, a budynek przy Radziwiłłowskiej przerobiono - dobudowując cztery metalowe antresole i prowadzące na kolejne poziomy drewniane schody i mostki - na przechowalnię garderoby i teatralnych rekwizytów. Na Szpitalnej nie wypożyczano ubrań, zwyczaj ten przyjął się dopiero na Radziwiłłowskiej.
   - Dzięki wypożyczaniu kostiumów wspieramy teatr. Co roku w ten sposób oszczędzamy prawie pół miliona złotych - pani Maria zarzeka się jednak, że nie pieniądze są najważniejsze, bo często stroje pożycza się dosłownie za symboliczną złotówkę. Zwykle tym, którzy społecznie przygotowują spektakle. Najczęściej są to szkoły, ośrodki zdrowia, domy pomocy społecznej, seminaria.
   - Księża i młodzież szkolna wystawia dla osób starszych jasełka czy mękę Pańską, a spektakle w Szpitalu Babińskiego są fantastyczną terapią dla chorych.__Największą wówczas zapłatą jest radość, jaką sprawia się drugiemu człowiekowi...
   Okazuje się, że wypożyczanie strojów korzystnie wpływa na same kostiumy, gdyż w często przewieszanych i czyszczonych nie zagnieżdżają się już mole, z którymi od zawsze pracownicy magazynu toczą zajadłe boje. I wspominają, jak podczas przeprowadzki ze Szpitalnej na Radziwiłłowską musieli uszczuplić kolekcję o prawie połowę kostiumów, bo zżarły je właśnie mole...
   Jest wtorek, magazyn nieczynny. Od rana trwają porządki. Tylko w ten jeden dzień układa się na półkach porozrzucane w ciągu tygodnia stroje. I odnosi na miejsce świeżo oddane. Dziś dodatkowo pracownicy segregują kostiumy, bo zaprzyjaźniona pralnia wodna wypierze je za darmo. Nie wszystkie jednak, bo tylko halki i koszule do tego się nadają. Ale to i tak już duża oszczędność!

\\\*

   W magazynie jest dziś prawie 30 tysięcy różnych eksponatów. Sama zbrojownia ma ponad dziewięć tysięcy oryginalnych rekwizytów. Karabiny, garłacze, werudele z iglicami, broń sportowa, szpady, szable, dzidy i mnóstwo hełmów od austriackich i niemieckich po wschodnie, rzymskie, strażackie, a nawet wikingów zajmują niewielkie, okratowane pomieszczenie na przedostatnim piętrze.
   - W rycerskiej zbroi paradowałem po Rynku Głównym i namawiałem krakowskie firmy do reklamowania się w ten właśnie sposób. Inaczej jest, gdy rycerz wciska przechodniom broszurki, a inaczej, gdy robi to osoba normalnie ubrana. Taki średniowieczny klimat robi swoje - Jakub Błądek z firmy MG Consulting, studiujący historię na Akademii Pedagogicznej, po tygodniu pracy narzeka tylko, że zbroja strasznie ciężka, bo sama kolczuga waży 11 kilogramów! Cieszy się jednak, że temperatury były powyżej zera, bo wystarczy, że chwyciłby mróz, a nie byłoby różnicy między noszeniem na sobie zbroi a leżeniem w śniegu. Pani Maria skrupulatnie odlicza odkładane rękawice, rycerskie pasy, czarne peleryny i zamszowe cholewy. - Granatowym butom nawet śnieg nie przeszkadzał, ale te bordowe trochę przemakały - dodaje pan Jakub.

\\\*

   Na najwyższym piętrze, pod samym dachem rozpościera się kobieca kraina. Kolorowe desenie, koronki, brokaty, falbany, pióropusze, fikuśne hafty przyprawiają o zawrót głowy! Jest tu wszystko, co kobieta może założyć. Płaszcze i balowe suknie, fartuszki i nocne koszule. I nie ma tu dwóch takich samych ubiorów. Ponad cztery tysiące damskich strojów poupychano na dwupoziomowych metalowych konstrukcjach, w rzędach setek drewnianych wieszaków. Z niższego poziomu każdy może wypożyczyć kostium, te umieszczone wyżej - niestety, tylko aktorzy. Mnie najbardziej ujmuje suknia projektu Karola Frycza uszyta ze srebrnej bawełnianej podszewki. Jest tak ciężka, że już chwilowe trzymanie jej w ręce budzi podziw dla kobiet, które musiały ją nosić na co dzień. Na innym wieszaku atłasowa, biała suknia, choć dziś pokryta tiulem, chroniącym przed zniszczeniem, wciąż urzeka niezwykle misternym wzorem. W kącie sali na metalowych półkach, dosłownie na wyciągnięcie ręki są tureckie toczki, kapelusze, zniszczone cylindry, berety i czapki studenckie. A w sąsiadujących oszklonych gablotach szale, chusty, rękawiczki i męskie białe koszule. Trudno oprzeć się w biało-czarne pasy żorżetowej czerlestonce, zakończonej u dołu barwną taśmą, ale i tak zwanej guwernantce - z białej cieniutkiej wełny, ozdobionej aksamitnymi paskami.
   Prawdziwy raj kostiumowy odkrywam dopiero piętro niżej, w dziale męskim, gdzie wśród prawie dziewięciu tysięcy strojów można prześledzić tendencje i przemiany w modzie na przestrzeni różnych epok. Skórzane ubiory starożytnych, tuniki średniowiecznych rycerzy, renesansowe koleciki z dopasowanymi przed kolanko spodniami, francuskie bogato zdobione surduty, krakowskie sukmany, peleryny, wojskowe mundury, kamizelki i wreszcie eleganckie fraki i smokingi. Pani Maria zwraca uwagę na beżowy, ozdobiony złoconymi taśmami kolecik Tadeusza Kantora. Ma przynajmniej pół wieku, a przetrwał w idealnym stanie...

\\\*

   Najczęściej w kostiumach buszuje młodzież. Zwykle przed juwenaliami czy wyborem najmilszej studentki Krakowa. Częstymi gośćmi są studenci PWST i artyści z Teatru Ludowego, Opery i Operetki. Największy ruch jest jednak w karnawale. Wówczas drzwi magazynu nie zamykają się wcale. - Ubieramy na bale cesarskie i przebierańców, europejskie i jaskiniowców, a kiedyś nawet wymyślałyśmy stroje na zabawę pampersową - śmieje się pani Maria i z nieukrywaną dumą zdradza, że przed kilkoma tygodniami na balu w pewnym banku, ubraną przez nich po hiszpańsku parę uhonorowano specjalną nagrodą.
   Wśród mężczyzn największą popularnością cieszą się stroje Indian, kowbojów, ołowianych żołnierzyków, Zorro, Arabów. I do dziś twarz pani Marii rozpogadza się na samo wspomnienie dwumetrowego mężczyzny, który uparł się być Kotem w butach! Nic na niego nie pasowało, spodnie za krótkie, marynarka zbyt kusa, nawet kapelusz z piórem znalazł dopiero w damskiej garderobie! - Niesłychanie wdzięcznie ubiera się panów! Młody czy stary zawsze się cieszy, nieważne, co by na siebie włożył. Pytam ich tylko, czy chcą tańczyć, czy siedzieć przy stole, bo na przykład w kontuszu ciężko nawet spacerować, a już w żupanie można bawić się na parkiecie do białego rana. Kobiety są bardziej drobiazgowe, bardziej wymagające, trudno im dogodzić...
   I tak panie najczęściej wybierają francuskie suknie empirowe, ale i średniowieczne czy renesansowe kostiumy, a nawet siedemnastowieczne stroje szlacheckie. Zwykle przebierają się za księżniczki, tancerki, niejedna już wcielała się w Konopnicką czy Curie-Skłodowską.

\\\*

   Rozmowę przerywa nieustannie brzęczący telefon. Pani Maria cierpliwie odpowiada i życzliwie tłumaczy:
   - Stroje są tylko dla dorosłych, nie mamy żadnych wróbelków, koników czy zajączków. - Tak, mamy mundury Księstwa Warszawskiego, ale policyjnych nie wypożyczamy. Najlepiej wcześniej poprosić o to policję. Wiem, że niekiedy się zgadzają... _Pani Maria już od piętnastu lat czuwa nad kostiumami. Nic nie pozwala wyrzucać, bo wszystko jest dla niej cenne, wszystko może się przydać. Od niej każdy wychodzi przynajmniej zadowolony, bo życzliwie doradza, pomaga dopasować strój, cierpliwie słucha. Śmieje się, że teatr był jej przeznaczony. Bo mąż od 35 lat pracuje w Teatrze Słowackiego, jego starszy brat w Starym, a młodszy w Operze i Operetce.
   W pokoju pani Marii, pod ścianą na biurku jest cały czas włączony komputer. Służy do prowadzenia buchalterii. Wokół mnóstwo uroczych staroci i wypełnione po brzegi wiklinowe kosze z dopiero co zwróconymi kostiumami. Przed chwilą trafiły tam również dwie szable przyniesione przez Piotra Kosibę z opery, a pani Maria przypomniała, że mają jeszcze dwa rzymskie mieczyki. Nic nie umknie jej uwadze. Wzrok przyciąga stojąca naprzeciw prawie stuletnia, z jasnego drewna szafa, a raczej regał z licznymi półkami na kartoteki. Oddzielnie posegregowano kostiumy męskie, kostiumy damskie, rekwizyty, obuwie, meble. Etykiety są już mocno pożółkłe i mają pozaginane rogi. Wyciągam losowo jedną z nich. Numer 34 - mundur rosyjski, w którym Sławomir Rokita grał Wysockiego w Miniaturze...
   - _Teatr pochłania bez reszty, chce całkowitego oddania. To twórcza i niezwykle wdzięczna praca. Każde spotkanie z człowiekiem, każde wybieranie dla niego kostiumu napełnia radością i dobrą energią. Tu potrzeba wrażliwości, polotu i ogromnej fantazji
- panią Marię martwi tylko, że z roku na rok w Krakowie jest coraz mniej prawdziwie karnawałowych szaleństw.

W jaki sposób udzielane jest wsparcie w ramach mikropożyczki?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie