reklama

Furia Anaszerpy

Redakcja
Jako najstarsza kobieta na świecie zdobyła szczyt Lhotse o wysokości 8501 m n.p.m.

- Od powrotu z Lhotse minęło już kilka tygodni, ale nadal mam w pamięci wejście na wierzchołek. Już 7 kwietnia tego roku byliśmy w bazie. Znam ją doskonale, bo jest to wspólna baza dla Lhotse i Everestu, a na dachu świata byłam przecież zeszłego lata. Jednak powyżej bazy na Ice Fallu, panowały złe warunki. Od ubiegłego roku kompletnie zmieniła się konfiguracja lodowca. Droga wymagała ciągłych reparacji. Pojawiło się mnóstwo szczelin. Trzeba było kluczyć między nimi, a to zajmowało czas - wspomina himalaistka.

-O dobre przygotowanie lodowca dbało specjalne komando złożone z Szerpów. To oni zakładali poręczówki i drabiny. Taka brygada działa tylko w tym rejonie Himalajów. Głównie dlatego, że jest to wspólna droga na Everest i na Lhotse. Lodospad to dla wspinaczy wrota, które muszą przekroczyć. Nigdzie indziej w Himalajach nie panuje taki tłok. Czasami, patrząc z bazy na ten lodowiec, widzi się sznureczek ludzi. Szerpowie nie tylko zakładają zabezpieczenia, ale też ich pilnują i sprawdzają stan techniczny. To coś w rodzaju służby drogowej.

 - Okazało się, że cała zachodnia ściana Lhotse, którą mieliśmy pokonać, była straszliwie oblodzona. Trzeba było więc zakładać poręczówki do trzeciego obozu położonego na wysokości 7300 m n.p.m., w zagłębieniu ściany. Powyżej droga się rozdziela. Na Everest idzie w stronę Przełęczy Południowej, na Lhotse odchodzi w prawo i trawersuje pod kuluar. Pięćset metrów powyżej, pod skałkami, stawia się czwarty obóz, skąd następuje atak na wierzchołek.

 - Zanim doszliśmy do "czwórki", zaczął sypać śnieg. Nasze plany, zakładające, że do 15 maja wejdziemy na szczyt, wzięły w łeb. Sześć dni czekaliśmy na poprawę pogody. Zauważyłam, że w ciągu ostatnich lat lepsza aura następuje pod koniec maja. Trzeba się jednak wówczas spieszyć, bo pozwolenia są ważne tylko do 1 czerwca. Potem nie wolno się w tym rejonie poruszać. Szerpowie demontują zabezpieczenia, zabierają drabiny, ściągają poręczówki. Dla nich kończy się sezon.

 - Moja wyprawa była międzynarodowa. Teraz taka moda. Z daleka mogliśmy wyglądać jak grono współpracujących ludzi, ale tak naprawdę każdy działał na własną rękę. Prywatnie zatrudniłam jedynie Pasanga - mojego stałego Szerpę, który był ze mną na Evereście i na Shisha Pangma. No i miałam w tym roku kolegę z Warszawy, Darka Załuskiego. Był uczestnikiem zimowej wyprawy Krzysztofa Wielickiego na Makalu i chociaż wysoko tam nie doszli - miał aklimatyzację i zdecydował się pojechać ze mną na Lhotse. Poza wszystkim fajnie było móc pogadać z kimś po polsku. Dodatkowym atutem Darka jest to, że kręci filmy. Zrobił film o Makalu i o mojej wyprawie na Lhotse. Jestem w końcu jakimś ewenementem. Żadna kobieta nie działa w taki sposób jak ja. Bo ja załatwiam wszystko od początku sama, także dźwigam i zakładam poręczówki. Miejscowi nazywają mnie nawet "Anaszerpa".

 - W końcu dotarliśmy do obozu czwartego. Powyżej zaczęły się przetargi o to, kto założy poręczówki, bo oprócz mnie i Darka na wierzchołek mieli ochotę wejść jeszcze Koreańczycy, Hiszpanie i Anglicy. Nikt się nie zdecydował. Przed nami szczyt osiągnęli Koreańczycy. Gdy ruszyliśmy w górę, słońce na zachodniej ścianie Lhotse mocno grzało, a przykrywający lód śnieg robił się bryjowaty.

 - Lhotse to jeden z niższych ośmiotysięczników i może nie powinno się tam używać tlenu, ale ja mam już swoje lata, wzięłam więc butlę i dla siebie, i dla Pasanga. Darek też zabrał jedną, ale raczej dla towarzystwa niż z wielkiej potrzeby. W nocy, 20 maja, okazało się, że maska Pasanga nie pasuje do butli i tlen uciekał bokiem. Chcieliśmy ją koniecznie naprawić, ale się nie udało. Za to zrobiło się zbyt późno, żeby ruszyć na wierzchołek. Cały dzień - 20 maja - przesiedzieliśmy w obozie. Nie jest to dobre rozwiązanie, bo organizm na tej wysokości nie odpoczywa, ale na szczęście byliśmy dobrze zaklimatyzowani. Przez noc Pasang dotleniał się dzięki mojej masce, ale musiał iść bez tlenu.

 - Warunki nie były złe. Ostatnie 20-30 metrów to prawie pionowa skała, bardzo nieprzyjemna, odpadały od niej kamienie. Ubezpieczała nas tylko jedna zetlała lina poręczowa. Darek nakręcił nasze podszczytowe metry. Weszliśmy na półeczkę wielkości biurka. Nad nim tkwił fantazyjny grzebień nawisu. Trudno było robić zdjęcia. Darek wszedł na nawis i skierował kamerę na mnie i Pasanga. Ogarnęła nas mgła i tylko przez chwilę mogliśmy rzucić okiem na Everest. Był 21 maja, godzina 13.15.

 - Przypomniałam sobie, że dokładnie rok temu schodziłam z Everestu i patrzyłam na Lhotse. Wtedy właśnie zrodził się pomysł, żeby wejść i tutaj. Trochę mnie te wspomnienia wzruszyły. To nie były jedyne nostalgiczne momenty. Gdy podchodziliśmy do bazy, widziałam zatarty napis poświęcony Staszkowi Latałło, który przed laty zginął, schodząc z obozu trzeciego położonego na trasie, którą i my się poruszaliśmy.

 - Wcześniej byliśmy też pod południową ścianą Lhotse. I tam odżyły wspomnienia. Chciałam zobaczyć tablicę poświęconą Jurkowi Kukuczce, ale nie dotarliśmy do niej. Tylu kolegów nie ma już wśród nas. Lepiej nawet nie liczyć, ilu.

 - Wejście na Lhotse dało mi sporą satysfakcję. Jestem pierwszą Polką i czwartą kobietą na świecie, której się to udało. Może dlatego nikt nie wierzy, że interesuje mnie dziesięć, a nie wszystkie czternaście ośmiotysięczników.

 - Jesienią planuję pokonać Cho Oyu, które oparło mi się w zeszłym roku. Myślałam też o Makalu, ale na jesieni nikt się tam nie wybiera. Za to na wiosnę jedzie tam Piotrek Pustelnik. Jeśli namówię też Darka, stworzymy polską grupę. A potem chcę jechać do Pakistanu na Gasherbrumy, czyli jakby do źródła mojej himalajskiej przygody. To były pierwsze duże góry, które zobaczyłam. Od nich się wszystko zaczęło.

 - Już się cieszę, że tam wrócę. Na razie intensywnie szukam sponsorów. Pomyślałam, że może już czas, żeby mi ktoś pomagał. Wyprawa na Lhotse kosztowała sześć tysięcy dolarów. Makalu może być nawet tańsze. Jeśli jednak chciałabym wejść w przyszłym roku na cztery ośmiotysięczniki, muszę mieć więcej pieniędzy, żeby się sprawniej poruszać, korzystając nawet z helikoptera.

 Nazwano mnie ostatnio pierwszą damą polskiego himalaizmu i porównano z Wandą Rutkiewicz. To mi się nie podoba. Wanda nie żyje, a jestem zupełnie inną osobą. Mam też odmienne podejście do gór. Gdy oglądam zdjęcia z wypraw, na mojej twarzy widać prawdziwe szczęście. Tutaj, na dole, nigdy tak nie promienieję. Sława i reflektory nie są potrzebne. Mierzę zamiary na siły. Nie krzyczę, że mogę wszędzie i wszystko. Dlatego nie marzę o Koronie Himalajów. Cztery kobiety, które chciały ją zdobyć, zginęły. Nie zamierzam do nich dołączyć. I tak już jestem druga na świecie ze swymi pięcioma ośmiotysięcznikami. Za Amerykanką Christine Boskoff. I to mi na razie wystarcza. A maile typu: Niech pani kontynuuje dzieło Wandy Rutkiewicz doprowadzają mnie do furii.

Wysłuchała:

MAJKA LISIŃSKA-KOZIOŁ

 Anna Czerwińska (52 l.), doktor farmaceutyki, obecnie bizneswoman prowadząca kilka sklepów z indyjską odzieżą, znana himalaistka. Jest pierwszą Polką, która zdobyła Koronę Ziemi, czyli siedem najwyższych szczytów poszczególnych kontynentów i najstarszą kobietą na świecie, która weszła na Mount Everest. Poza tym ma na koncie następujące ośmiotysięczniki: Shisha Pangma (8013 m n.p.m.), Lhotse, Borad Peak, Nanga Parbat (8125 m n.p.m.). To ona wymyśliła hasło 10 razy 8, co oznacza, że chce zdobyć nie wszystkie 14, ale tylko 10 ośmiotysięczników.

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3