Gargula górą, kariera Sołdry na zakręcie

Artur Gac
Boks zawodowy. W pojedynku sądeczan Tomasz Gargula pokonał niejednogłośnie na punkty Andrzeja Sołdrę na gali „Friday Boxing Night” w Żyrardowie.

Wysnuwano wniosek, że skoro w puli starcia krajanów, po niespodziewanym zakończeniu kariery przez Macieja Miszkinia, jest pozycja nieoficjalnego numeru jeden w polskiej kat. superśredniej, to w ringu będą leciały iskry. Owszem, obaj pięściarze nie szczędzili sobie razów, ale czynili to w chronicznych klinczach, gdy nieprzepisowo uderzali się w tył głowy.

Pod względem czysto bokserskim pojedynek stał na mizernym poziomie, za co część winy wziął na siebie skreślany przez wielu ekspertów późniejszy zwycięzca, 41-letni Gargula. - Przyznaję, że zaserwowaliśmy kibicom danie ciężkostrawne. Niestety, nie jestem jeszcze w najwyższej formie, o czym szczerze mówiłem przed __walką. Proszę mi wierzyć, ja naprawdę byłem ciężko chorym człowiekiem - podkreśla „Tomera” i dodaje, że mając komfortową sytuację materialną, odwlekłby w czasie pojedynek ze swoim ziomkiem. - Andrzej jest dobrym zawodnikiem, dlatego gdybym nie był trochę zmuszony przez życie, wolałbym zaboksować z __nim dwa miesiące później - wyznaje.

W początkowej fazie trwającej 8 rund walki minimalnie lepsze wrażenie sprawiał Sołdra, który starał się robić użytek z dłuższego zasięgu ramion i ciosów prostych. Podopieczny trenera Piotra Wilczewskiego dość szybko przestał realizować taktykę, a w chaosie więcej do powiedzenia miał Gargula, który trafiał i skuteczniej unikał uderzeń balansem tułowia.

- Czułem, że miałem przewagę od czwartej rundy do ostatniego gongu. To ja byłem stroną napierającą, a o ile brakowało mi kondycji, o tyle bazowałem na dość dobrze wytrenowanej sile. Natomiast nie miałem jeszcze pary na bicie seriami, więc polowałem na pojedyncze ciosy, ponieważ Andrzej nie ma szczególnie odpornej głowy - opowiada Gargula.

Rozpacz ogarnęła Sołdrę, bo kompletnie zawiódł w pojedynku o swoją przyszłość. - Niby wiem wszystko, co mam robić w walce, a po __pierwszym gongu sam siebie nie poznaję. Zaprezentowałem się beznadziejnie - przeprasza Sołdra.

Zawodnik promowany przez grupę Babilon Promotion znalazł się na rozdrożu i bije się z myślami o swojej przyszłości. - Na gorąco nie chcę podejmować decyzji, ale po co tracić zdrowie i __się rozbijać, jeżeli to nie przynosi wyników? - głowi się przegrany.

W Żyrardowie 5. zawodowe zwycięstwo odniósł młody sądeczanin Daniel Bociański, będący nową siłą w kat. superśredniej. Po jednostronnym pojedynku zastopował w 3. rundzie, po 4. nokdaunie, Łotysza Vitalijsa Parsinsa.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie