Gdy pazerny komornik zabiera rentę

Gdy pazerny komornik zabiera rentę

Zbigniew Bartuś

Dziennik Polski 24

Aktualizacja:

Dziennik Polski 24

Przepisy o komornikach powstały w 1964 roku, kiedy Polacy nie mieli jeszcze kont bankowych
1/2
przejdź do galerii

Przepisy o komornikach powstały w 1964 roku, kiedy Polacy nie mieli jeszcze kont bankowych ©Fot. Marcin Makówka

Prawo. Ludzie zostają bez środków do życia, bo niektórzy egzekutorzy wykorzystują lukę w przepisach, nieporadność ofiar i bierność sądów.
Pani Magda z Zabierzowa w trakcie rozwodu dowiedziała się, że mąż narobił długów na ich wspólnym koncie. Pół roku temu komornik zajął jej pensję. Zgodnie z Kodeksem pracy, zostawiał jej co miesiąc minimalną płacę krajową (czyli 1.750 zł), a resztę wynagrodzenia zabierał na poczet spłaty długu.

- Dostawałam też kilkaset złotych alimentów i z pomocą rodziny jakoś egzystowaliśmy. Ale w zeszłym miesiącu komornik zabrał także wszystkie pieniądze z konta, w tym niepodlegającą zajęciu resztkę mojej pensji, przelaną przez pracodawcę - żali się kobieta, która od razu interweniowała.

- Roztrzęsiona tłumaczyłam, że pieniądze na koncie pochodziły z alimentów i zasiłków i że komornik nie miał prawa ich zabrać. Odpowiedział, że "nie ma obowiązku badać, skąd pochodzą środki" i że on już wszystko oddał wierzycielom, potrącając sobie, oczywiście, "koszty". Zostałam bez środków do życia! - denerwuje się pani Magda.

Pomagający jej prawnik podkreśla, że to nie przypadek, tylko reguła postępowania coraz większej liczby komorników. - Z jednej strony istnieją przepisy mówiące wyraźnie, co komornik może dłużnikowi zająć, a czego nie. Wolno mu na przykład zabrać jedynie połowę pensji oraz jedną czwartą emerytury lub renty. Ma przy tym obowiązek zostawić dłużnikowi kwotę równą płacy minimalnej lub połowie najniższej emerytury czy renty. Ale to tylko teoria - mówi prawnik.

Według jego obserwacji, komornicy wykorzystują lukę prawną i prowadzą egzekucję wierzytelności z konta bankowego nie bacząc, skąd pochodzą wpływające tam środki. - Żaden przepis ich do tego nie zobowiązuje - tłumaczy mecenas. Jego zdaniem, niektórzy komornicy zatracili już poczucie przyzwoitości i mimo obowiązujących przepisów mających chronić najuboższych łupią biedaków bez żadnych skrupułów.

Przedstawia dowody z ostatnich tygodni: panu Andrzejowi, który zarabia płacę minimalną, komornik zabrał z konta całe wynagrodzenie, pani Halinie - całą rentę, pani Agnieszce - zasiłek z MOPS-u. Formalnie prawo chroni środki na koncie bankowym dłużnika - do wysokości trzech średnich płac krajowych, czyli ponad 12 tys. zł. - Ale komornicy na to nie zważają. Czują się przy tym całkowicie bezkarni, bo nadzór nad nimi to fikcja - twierdzi prawnik.

Potwierdza to mec. Lech Obara, który od lat pomaga ofiarom egzekutorów (to on ujawnił i nagłośnił m.in. aferę komornika, który brutalnie zabrał traktor niewinnemu rolnikowi). - W opisanych tu sytuacjach trzeba reagować błyskawicznie, zanim komornik przekaże zajęte środki wierzycielowi, bo wtedy sytuacja staje się beznadziejna - mówi mec. Obara.

Radzi, by dłużnik przedstawił komornikowi dowody na to, że jego wpływy na koncie pochodzą ze źródeł, które nie podlegają zajęciu, czyli płacy minimalnej, zasiłków, alimentów. Te dowody warto też przekazać sądowi nadzorującemu egzekucję. Gdyby komornik to zignorował, można na niego złożyć do sądu skargę (kosztuje 100 zł), albo (wykorzystując art. 759 Kodeksu postępowania cywilnego) zwrócić się do sądu, by z urzędu wydał komornikowi odpowiednie zarządzenia.

- Lecz to trwa. Prowadziliśmy sprawę kobiety, której komornik zabierał zasiłki z Holandii. Wygraliśmy, ale zajęło to pół roku - mówi Obara.

Monika Janus, rzeczniczka Krajowej Rady Komorniczej, przyznaje, że jest problem . - Nie wynika on jednak ze złej woli komorników, tylko niedostosowania prawa do rzeczywistości. Przepisy pochodzą z 1964 roku, kiedy Polacy nie mieli kont bankowych. Dziś mają, a komornik sam z siebie nie dysponuje wiedzą, skąd pochodzą pieniądze na tych kontach. Dłużnik powinien o tym komornika informować i to błyskawicznie - radzi Monika Janus.

Dodaje, że niektórzy dłużnicy proszą pracodawców by nie przelewali im pieniędzy na konto, tylko dawali do ręki, ale jest to w dzisiejszych czasach coraz trudniejsze. - Trzeba zmienić przepisy i mam nadzieję, że stanie się to w przyszłym roku - mówi rzeczniczka KRK.

zbigniew.bartus@dziennik.krakow.pl

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo