Giną pszczoły, zginie człowiek?

Redakcja
Fot. Ingimage
Fot. Ingimage
"Międzynarodowy Dzień Protestu Pszczelarzy z całego świata przeciwko stosowaniu nikotynoidów w rolnictwie" - taki transparent przygotowali małopolscy bartnicy na dzisiejszą akcję w sądeckich Stróżach. Tło miodowe, litery czarne; tylko "nikotynoidy" na czerwono. Wokół napisu - martwe pszczoły.

Fot. Ingimage

KONTROWERSJE. Dzisiaj małopolscy bartnicy protestują przeciwko środkom chemicznym dopuszczonym w Polsce w tajemniczy sposób przez Ministerstwo Rolnictwa

Pożyteczne owady masowo giną w Polsce od czterech lat. Nie jest to problem jedynie właścicieli pasiek i miłośników miodu: pszczoły zapylają większość roślin potrzebnych ludziom do życia. Teoretycznie można pracujące za darmo owady zastąpić, ale żywność zdrożałaby wtedy wielokrotnie. Politycy w USA i Unii Europejskiej z rosnącym niepokojem obserwują niespotykane w historii masowe wymieranie rojów i próbują temu zaradzić.

Problem w tym, że naukowcy nie znaleźli dotąd jednoznacznej przyczyny. Wyniki polskich badań, zleconych dwa lata temu przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, poznamy najwcześniej za rok. Bartnicy chcą, by do tego czasu minister rolnictwa zawiesił stosowanie podejrzanych substancji owadobójczych. Tak od kilku lat robią kraje, w których zjawisko przybrało katastrofalne rozmiary, m.in. Francja i Niemcy. Włosi wstrzymali stosowanie całej grupy chemikaliów - z rodziny neonikotynoidów.

Polscy rolnicy zaczęli stosować oparte na tych substancjach pestycydy po wejściu do Unii. - Trzy lata później zaczęły się masowe upadki rojów jak na Zachodzie. Według zachodnich badań neonikotynoidy kumulują się w glebie przez trzy lata... - mówi Tadeusz Kasztelan, bartnik z dziada pradziada. Dodaje, że kumulacja oznacza wzrost stężenia substancji w glebie. A mają one - według badań cytowanych przez brytyjski dziennik "The Independent" - tę właściwość, że wnikają w cały system rośliny, np. buraka cukrowego, rzepaku, a także popularnych owoców i warzyw. Pozostają tam niezależnie od przetworzenia.

Pracownicy laboratorium z francuskiego Awinionu twierdzą, że jedną z przyczyn wymierania owadów może być imidakloprid. Ów neonikotynoid jest składnikiem środków ochrony roślin produkowanych przez firmę Bayer CropScience. Zaprawia się nimi nasiona - w Polsce po wejściu do UE m.in. 100 procent buraków oraz większość rzepaku i warzyw. Substancja wpływa na układ nerwowy stawonogów, powoduje ich dezorientację i śmierć.

Producent odpowiada, że nie ma żadnych dowodów na to, iż jego środki są winowajcą pszczelej zagłady. Z jego badań wynika ponoć jednoznacznie, że tak nie jest.

Tadeusz Kasztelan poprosił resort rolnictwa o pokazanie owych badań - w ramach dostępu do informacji publicznej. Chciał też wiedzieć, kto i na jakiej podstawie dopuścił stosowanie podejrzanych substancji. Minister odmówił twierdząc, że to nie jest informacja publiczna (chroni ją m.in. "tajemnica przedsiębiorstwa"). Kasztelan wygrał ostatnio w sądzie administracyjnym, ale informacji nadal nie ma.

Minister negatywnie odpowiedział też zespołowi roboczemu ds. pszczelarstwa, złożonemu z przedstawicieli nauki, ministerstwa i bartników, który wnioskował o czasowe zawieszenia zezwoleń na stosowanie środków zawierających neonikotynoidy. Zdaniem resortu środki te są dopuszczone do stosowania na terenie UE i nic nie da się zrobić. W opinii pszczelarzy - urzędnicy bronią interesów potężnych koncernów chemicznych.

Małe pszczoły, wielki biznes

W związku z masowym wymieraniem pszczół minister rolnictwa Marek Sawicki powołał ponad dwa lata temu specjalny zespół roboczy złożony z pszczelarzy, naukowców i urzędników ministerstwa.

Już w styczniu 2010 r. szef zespołu złożył do ministra "wniosek w sprawie wprowadzenia zapobiegawczego zawieszenia zezwoleń na stosowanie środków ochrony roślin zawierających substancje aktywne imidachlopryd, tiametoksam, chlotianidyna, acetamipryd, tiachlopryd".

To chemikalia z rodziny neonikotynoidów, które - zdaniem wielu bartników na całym świecie - mogą być przyczyną zagłady pszczół. Minister przekazał wniosek do ośrodków naukowo-badawczych, m.in. w Poznaniu i Warszawie, by sprawdziły, "jak wskazane środki działają na gatunki niebędące celem zwalczania, w tym na pszczoły i inne owady zapylające". Dopóki to nie zostanie sprawdzone, substancje będą stosowane.

Jak wyjaśnia ministerstwo, "przedmiotowe substancje (...) zostały pozytywnie ocenione przez Komisję Europejską i dopuszczone do stosowania w środkach ochrony roślin na terenie całej Wspólnoty" (na mocy kilku dyrektyw). Resort przyznaje, że "masowe upadki rodzin pszczelich odnotowane w krajach takich jak: Niemcy, Francja, Słowenia i Włochy" sprawiły, iż "Komisja Europejska wprowadziła ograniczenia w stosowaniu tych substancji" (dotyczące sposobu i zasad użycia) oraz monitoring. Od tego czasu wszystko jest pod kontrolą.

- A pszczoły nadal giną. Chcemy odwrotnej kolejności niż ministerstwo: dopóki nie zostanie wykazane, że te substancje nie powodują zagłady pszczół, należy zawiesić ich stosowanie - mówi Tadeusz Kasztelan, doświadczony bartnik z Sądecczyzny.

Jak dotąd nikt nie przedstawił pszczelarskiej braci przekonujących ekspertyz. Badania wykonał sam producent, wielki koncern chemiczny Bayer CropScience, ale - jak wynika m.in. z zeszłorocznego memorandum Agencji Ochrony Środowiska USA (US EPA) na temat toksyczności chlotianidyny - nie zawsze robił je rzetelnie. Natomiast wnioski z niektórych ekspertyz niezależnych placówek budzą niepokój.

Brytyjski dziennik "The Independent" opisał w styczniu ustalenia naukowców z Awinionu, których zdaniem imidakloprid wpływa na układ nerwowy pszczół, powoduje ich dezorientację - i śmierć. Do podobnych wniosków miało dojść dwa lata wcześniej amerykańskie laboratorium rządowe, ale wyników jego badań nie opublikowano. Polskie ośrodki zajęły się tematem niedawno, bo zagłada pszczół zaczęła się u nas później: po wejściu do UE.

- Kojarzymy to jednoznacznie z rozpoczęciem stosowania przez naszych rolników nowych substancji owadobójczych - mówi Tadeusz Kasztelan. Zaprawy do nasion stały się w ostatnich latach prawdziwym hitem. W zasadzie nie da się już kupić niezaprawionych nasion buraka i wielu innych roślin.

Nowa chemia chroni rośliny przed szkodnikami, pozwala zwiększać plony - i obniżać ceny żywności. Ale w rejonach o najlepiej rozwiniętym - a więc i przesiąkniętym chemią - rolnictwie, na Dolnym Śląsku i w Wielkopolsce, wyginęła blisko połowa pszczół. Tak samo było wcześniej w USA: upowszechnienie pestycydów doprowadziło do zagłady 90 proc. populacji.
Naukowcy mówią, że nowe substancje niekoniecznie zaraz uśmiercają pszczoły, ale mogą je osłabiać, czyniąc mniej odpornymi na wszelkie szkodliwe czynniki. Bayer CropScience, powołując się na opinie "większości ekspertów i autorytetów", przekonuje, że powodem zagłady pszczół mogą być m.in. ich choroby, pasożyty, a także złe warunki środowiskowe i klimatyczne. Zdaniem firmy hipoteza o rzekomo katastrofalnym wpływie jej produktów nie została dotąd dowiedziona.

Paradoks polega na tym, że bartnicy bezskutecznie zabiegają o udostępnienie szczegółowych wyników badań toksyczności. Kiedy szef speczespołu poprosił ministerstwo o pokazanie ekspertyz, spotkał się z odmową "z uwagi na tajemnicę przedsiębiorstwa". A dopuszczając środek do stosowania na rynku, resort opiera się w większości wypadków na badaniach zrobionych przez samych producentów. Niezależne instytucje prowadzą jedynie badania wyrywkowe.

Producenci neonikotynoidów zarabiają miliardy dolarów.

ZBIGNIEW BARTUŚ

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie