Glancem go do pucu!

Redakcja
I nadal z bólem na tym szorstkim świecie/ Oddychaj, aby opowiedzieć o mnie. Ludwik półgłosem odczytał te frazy Szekspira, co je Pan w 1985 przytoczył we wstępie do swej książki o Konradzie Swinarskim i jego nagle zerwanym "Hamlecie". Opowiedz mi o Swinarskim, stara - dorzucił po chwili. Opowiedz, jaki był... W istocie potworna prośba - nie sądzi Pan? Przerażająco intymna, jak dla mnie. Jaki był? A jakież to dziś może mieć znaczene, zwłaszcza dla Ludwika, którego przecież w czasach, gdy Swinarski był, w ogóle nie było, rzecz jasna - teatromańsko nie było? Czy mam mówić jak do ślepego o kolorach? I czyż nie lepiej opowiedzieć, jaki Swinarski jest, choć go nie ma, bo samolot, którym leciał, fatalnie dotknął ziemi pod Damaszkiem? Ot, 19 sierpnia 1975 - bo niby czemu nie wtedy? - ów Wszechmocny, w którego wierzymy, bądź nie, znowu trafił kulą w płot. To są zwyczajne dzieje, Doktorze. Było, ale się skończyło, finisz. Kropka. Był Swinarski, owszem, ale był o tyle, o ile wciąż jakiś jest. Nie chce być inaczej. Zatem - jaki jest? Chcę wiedzieć, bo jak inaczej pomogę Ludwikowi? Wrzucam do torby rzeczy niezbędne, pędzę na Centralny, cudem łapię nocny do Krakowa, jadę, jestem. 19 sierpnia 2000 śmiało wkraczam na Wielką Płytę Krakowa. Patrzę, mierzę, wącham, porównuję czasy - ten z tamtym. Pięknie jest, Doktorze, kolorowo, upalnie, miękko, wakacje, ludzie się słusznie byczą, łażą niczym pszczoły w miodzie, dziatwa namiętnie karmi gołębie, jak kiedyś Swinarski. Jest zatem niby tak, jak wtedy, w 75, ale świat jednak stanowczo mniej szorstki, jakby słuszna wolność pięknie go wypucowała. Ćwierć wieku wstecz Swinarski wadliwie wylądował, a dziś na Wielkiej Płycie kosze kwiatów mięsistych jak samo życie... i tylko coś dziwnego się snuje (a może tylko mi się zdaje?)... coś jakby wprost z "Campo di Fiori" Miłosza wyjęte... Ależ skąd, Doktorze - nie, nie mam pretensji do kwiatów, że są obojętne na tamten samolot, ani do świata, że wreszcie mógł odsapnąć, więc i bez pamięci świetnie się w nowych czasach czuje! Dobrze, że tak jest - to są zwyczajne dzieje. Ja, Łaskawco, po prostu sobie idę. Patrzę, mierzę, wącham - nic więcej. Zajmuję się wyłącznie notowaniem faktów.

58. list DOKTOROWEJ Z WILCZEJ do Józefa Opalskiego

 DOKTORZE ŁASKAWY!
 W "Zwisie" ostatnio pisałam Panu o tym, przy kamiennym stoliku kamienny Skrzynecki siedzi nad kawą, co dawno wystygła na kamień, a wszystko błyszczy przecudnie. Taki sobie kawałek porządnie odpucowanej pamięci... Ktoś tej pamięci wetknął w kamienny kapelusz świeże kwiaty - przynajmniej tyle w niej życia. Na Jagiellońskiej też błysk. Glanc asfaltu, papuzie refleksy na szybach witryn Starego Teatru, błyski wystawionych tam na wiwat fotograficznych podobizn aktorów. Chodzę, patrzę, szukam choć najlichszej podobizny tamtej męskiej twarzy, tamtego grymasu specjalnej, łagodnej goryczy, grymasu, co wtedy, też 19 sierpnia, spłonął pod Damaszkiem. Szukam, szukam, szukam... Nic. Nic, gdyż co? Gdyż przecież pięknie i lekko jest dzisiaj? Nic, czyli pięknie? A może leciutko, ponieważ właśnie kompletnie nic? Szarpię za odpucowane wrota wejściowe, stukam, pukam, wołam, bo chcę wiedzieć... Nic. Głucho. Wrota wakacyjnie zalutowane na amen. Patrzę, wzrok wytężam ciekawie, i przez szparę w kotarach widzę, że tam, w kompletnej pustce foyer, gdzieś w najdalszym kącie, na ogromnej, doszczętnie zakurzonej, kamiennej głowie Swinarskiego leży stary, siwiuteńki szczur, do kielonka co i raz nalewa z fachowej butelczyny, stuka kielonkiem w kamień i wychyla. Coś nuci.
 Ależ skąd, Łaskawco - na Stary Teatr też się nie obruszam, nie unoszę się na skrzydłach doszczętnie zdewociałej nostalgii! Wiem, że Stary to część zwyczajnych dziejów. Wolność jest, więc nie można się oburzać na Stary za jego, że sparafrazuję felietonistę, radość z powodu cudownie odzyskanej furmanki. Wszystko, co można, to chodzić, patrzeć, mierzyć, wąchać. I notować suche fakty. Tak trzeba, bo niby co jeszcze można? Przecież nie wydziwiać nad mogilnym milczeniem "Gazety Wyborczej"! Trzeba zrozumieć, że jej o Swinarskim milczenie 19 sierpnia to nic innego, tylko wciąż te same i tak samo zwyczajne dzieje. Dla "Wyborczej" w sierpniu sednem są sierpniowe styropiany, co od 1980 szlachetnie wypływają przy nabrzeżach mitycznej stoczni. Czyż nie, Doktorze? Tak - i nic w tym złego. A prężna grupa młodej naszej reżyserii teatralnej, owe puszyste kociątka czasów absolutnie śmiercionośnej, bo niedorzecznie pojmowanej, wolności twórczej? Musi Pan wiedzieć - i proszę mi na słowo wierzyć, gdyż i tak nie zdradzę źródła informacji - że miesięcznik "Teatr" wpadł na celny pomysł, by na okoliczność rocznicy śmierci Swinarskiego rozpisać wśród kociątek odpowiednią ankietę. I co? I kociątka odpowiedziały, że raczej nie odpowiedzą, albowiem owszem, był Swinarski, trzydzieści lat temu był, robił teatr, ale to był teatr trzydzieści lat temu, a teraz nie jest trzydzieści lat temu, teraz jest teraz, teraz jest dziś, więc kociątka też są dziś, bo żyją przecież, są już gdzie indziej, są tutaj, a nie tam, teraz, a nie wtedy, więc po co odgrzewać kluski, które może i znaczące, ale lekko muzealne już, nieświeże i zimne? Rzeczywiście - nie ma po co. Nie ma dziś sensu czytać Tomasza Manna, bo przecież Gretkowska pisze nie bez kozery, tak jak nie bez kozery artystka Kozyra wypycha zwierzęta. Kozyra wypycha zwierzęta po to, by się Rodin wreszcie wypchał swoimi marmurami. Cóż za genialne pary, drogi Doktorze, kroczą przez nasz pilnie wypucowany światek nadwiślański! Rubens - Opałka, Naharin - Wycichowska, Fellini - Żebrowska, Swinarski - Warlikowski, Mozart - Preisner, Szekspir - Słobodzianek, Kott - Pawłowski. Amen. Co począć? Nic.
 Stoję przed wakacyjnie zalutowanym Starym Teatrem, chowam notatnik, mam już wszystkie suche fakty. I niechaj Pan wierzy - nijakich urazów do nikogo nie żywię. Przyglądam się radośnie błyszczącemu światu. Myślę, że tak już musi być - kociątka muszą parać się samodzielnym glancowaniem wyłącznie własnych futer, gdyż teraz nie jest dwadzieścia pięć lat temu. Niechybnie tak, więc niby jak nasz teatr ma być dziś inny niż jest? Przez błyszczące wrota patrzę na siwego gryzonia, słyszę brzdęk kielonka, a potem jak siwy nuci za Gombrowiczem: _Oj, pucem go do glancu! I glancem go do pucu! Ozorem! Ozorem! Hej ha, hej ha, hej ha! _I to jest dobre! Pamięci Swinarskiego ktoś położył na kamiennym ciemieniu żywego szczura - przynajmniej tyle w niej śmierci.
 Pańska powakacyjna

DOKTOROWA Z WILCZEJ

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie