Gmina chce lobbować za możliwością eksploatacji małych złóż na lokalne potrzeby - to jeden z wniosków po sobotniej erupcji gazu i ropy

Halina GajdaZaktualizowano 
Czwarty dzień akcji w Sękowej. Odwiert nie płonie już tak bardzo, jak na początku, ale mimo wszystko gaz wciąż się ulatania. Na szczęście nie ma już wycieku solanki i ropy naftowej, a było jej sporo. Do tej pory zostało wywiezione prawie 90 tysięcy litrów tej mieszaniny. Wiemy już, że zostanie ona poddana procesowi stabilizacji. Oznacza to, że woda zostanie oddzielona od ropy. Ta pierwsza zostanie ponownie wtłoczona do złoża.

Mija czwarty dzień akcji przy płonącym, nieczynnym od ponad dwudziestu lat, odwiercie Franciszek I w Sękowej. Strażaków nie ma już wprawdzie na miejscu, nie oznacza to jednak, że zakończyły się prace przy zabezpieczeniu terenu. Erwin Szwast, dyrektor eksploatacji złóż oddziału PGNiG w Sanoku od soboty praktycznie tutaj stacjonuje. Nie ma się co dziwić, bo nawet w rozmowie z nami przyznał, że z erupcją na zlikwidowanym odwiercie jeszcze się nie spotkał.
- Może nieskromnie powiem, że nie jestem jeszcze zbyt wiekowym człowiekiem – zażartował.

To była jedyna chwila, gdy pozwolił sobie na odrobinę luzu. Sytuacja nie jest już tak trudna, jak w sobotę czy niedzielę, ale nikt też nie podejmuje się prognozowania, jak długo może to wszystko jeszcze potrwać.
- Wciąż trwa kontrolowane spalanie gazu – mówił nam dzisiaj dyrektor Szwast. - Energia złożowa zdecydowanie maleje, o czym świadczy to, że ogień od czasu do czasu nam przygasa. Gdy odbudowuje się, ponownie podpalamy gaz, żeby było tu naprawdę bezpiecznie - wyjaśniał nam.

W Sękowej z ziemi trysnęła ropa. Zaczął ulatniać się gaz. Za...

Szwast zapewnia, że udało się już ujarzmić cały płyn złożowy, który wypływał z wyrobiska. Było tego kilkadziesiąt ton. Przez wiele godzin mieszanina wody ze śladowymi ilościami ropy spływała kanalikiem do specjalnie przygotowanych dołów, skąd była wywożona na instalacje do tzw. stabilizacji, czyli oddzielania ropy od wody. Ta pierwsza zostanie oczywiście zagospodarowana. Woda złożowa zaś, po wstępnym oczyszczeniu z zanieczyszczeń stałych wróci skąd wypłynęła przez system specjalnie przygotowanych odwiertów.

Co dalej będzie wiadomo, gdy gaz się całkowicie wypali

W miejscu dawnego odwiertu jest zapadlisko. Powstało wskutek wypalania się gazu. Z daleka wydaje się, że jest spore. Gdy odwiert płonie, wody złożowe kotłują się w nim, niczym małe gejzery. Przy dużym ogniu, wyglądało to niesamowicie. Nie wrażenia są tu jednak teraz ważne, a pytanie: co dalej?
- Czekamy, aż ustanie całkowicie energia złoża i przestanie wypływać gaz, żeby można było prowadzić dalsze prace. Nie chcę na razie spekulować, jak będą wyglądały, bo sytuacja jest dynamiczna – mówił nam Erwin Szwast.

Nieczynny odwiert w Sękowej wciąż płonie. Strażacy cały czas...

Od soboty zewsząd słychać komentarze o tym, ile energii poszło, jakby nie było, z dymem i jak można było ją zagospodarować.
- Pewnie przez rok można by ogrzać wszystkie mieszkania w Sękowej – pół żartem, pół serio mówiła Małgorzata Małuch, wójt gminy Sękowa.
Coś w tym prawdy jest. Jak bowiem wyjaśniał nam dyrektor Szwast, gaz, który wydobywa się z odwiertu, jest podobny do tego, który płynie w naszych domowych instalacjach. W złożach czysto gazowych, końcowej fazie eksploatacji towarzyszy zwiększona ilość wody złożowej, ale bez ropy.

Sękowa. Odwiert w ogniu. Trzeci dzień akcji. AKTUALNE ZDJĘCIA

Czy możliwa jest eksploatacja sękowskich złóż? Może gmina mogłaby uruchomić zakład o takim profilu? Małuch przyznała nam, że rozmawiała o tym z sanockim szefostwem PGNiG.
- Złoża, które są tutaj teraz dostępne, nie są na tyle bogate, by mogły być w polu zainteresowania spółki – komentowała. - A trzeba wiedzieć, że koncesja na wydobycie ropy kosztuje sześć milionów złotych – przytoczyła.
Czas zwrotu takiej inwestycji to więc poważna bariera. Tematu jednak nie zarzuca tak całkiem.
- Będziemy pewnie próbować lobbować, by doprowadzić do zmian, które pozwolą na eksploatację właśnie takich małych złóż. Wprawdzie nie dadzą one wielkich zysków, ale zabezpieczą teren przed erupcjami – dodała.
W jej ocenie, biorąc pod uwagę lokalne potrzeby, miałoby to sens.
- Koszty, koncesje to jednak na razie zaporowa kwota – kwituje na koniec.

Czytaj także

FLESZ: Zysk dla budżetu dzięki nowym oznaczeniom energooszczędności. W co zamieni się A+++?

Wideo

Materiał oryginalny: Gmina chce lobbować za możliwością eksploatacji małych złóż na lokalne potrzeby - to jeden z wniosków po sobotniej erupcji gazu i ropy - Gazeta Krakowska

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 2

G
Gość

Niech najpierw zrobi wodociąg na Ćwierci bo ludzie nie mają wody.

zgłoś
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3