Godny finał

Redakcja
Pod jaką presją musiała pracować ekipa kręcąca film "Gwiezdne wojny: część III - Zemsta Sithów"! To najbardziej oczekiwana ze wszystkich części, pokazująca przeistoczenie Anakina Skywalkera w Dartha Vadera. A także ostatnia szansa dla George'a Lucasa, po niezbyt udanych częściach numer jeden i dwa, na zrehabilitowanie się fanom sagi.

"Zemsta Sithów" nie rozczarowuje, nawet więcej - chwilami jest znakomita

   Lucas zaczyna od mocnego uderzenia. Wrzuca widza w sam środek efektownych Wojen Klonów. Rozpoczyna jednak zbyt szybko, charaktery postaci rozmywają się w kosmicznej strzelaninie. Efekty specjalne, choć zrobione z najwyższym kunsztem (zwłaszcza generał Grievous!), trochę przytłumiają fabułę. Widać, że twórcy bardziej chodziło o prezentację technicznych możliwości swej firmy Lucasfilm niż prowadzenie bohaterów. Tak jest przez pierwszą godzinę wcale nienudnej projekcji.
   Później mamy mniej Wojen Klonów, a więcej psychologii, dramatu wodzonego na pokuszenie Anakina Skywalkera oraz demonicznego Kancelrza Palpatine'a, zagranego fenomenalnie przez Iana McDiarmida. I bardzo dobrze! Bo przecież starcia zbrojne miały być tylko tłem dla faustowskiego dylematu głównego bohatera. Kreujący go Hayden Christensen, chłopak bez dużego doświadczenia aktorskiego, gra zaskakująco dobrze, nie jest ani nadmiernie komiksowy, ani zbyt teatralny. Natalie Portman jako Padme Amidala zachwyca urodą i można tylko żałować, że rola tej znakomitej aktorki nie została przez scenarzystów bardziej rozbudowana. Na tym tle słabiej wypada Ewan McGregor, on - zdaje się - nie do końca czuł postać Obi-Wana Kenobiego. Za dużo u tego brytyjskiego aktora angielskiej cierpkości, za mało charyzmy.
   Ale i tak najważniejsze są efekty specjalne. Pojedynek Obi-Wana z Anakinem, scena kluczowa i wyczekiwana przez fanów, wygląda oszałamiająco. Krzyżujące się na tle wulkanicznych erupcji miecze świetlne, bohaterowie przeskakujący ponad odmętami lawy i wreszcie tragiczny dla Anakina finał starcia. Tu nie ma ani jednego potknięcia. Wszystko wygląda jak trzeba - mrocznie i demonicznie.
   Lucas po ponad 20 latach stworzył kolejną część "Gwiezdnych wojen", a nie imitujący je film dla podrastających dzieci. Czy tak udane nie mogły być - rozczarowujące "Mroczne widmo" i nierówny "Atak klonów"? Wydaje się, że reżyser, tworząc nowe części, wziął się za materiał na sześć filmów, a nie na trzy. Gdyby w "Mrocznym widmie" Anakin miał nie dziewięć, a np. dziewiętnaście lat, Lucas nie musiałby się spieszyć z fabułą. Nie przeskakiwałby w czasie, redukując wątki psychologiczne i godząc się na uproszczenia fabularne. W efekcie filmy byłyby ciekawsze dla publiczności, która w latach 70. i 80. oglądała epizody IV-VI.
   Trylogia po raz drugi została zamknięta. Lucas zdecydował, że - wbrew wcześniejszym doniesieniom - jest już za stary na nakręcenie części VII-IX. Zapowiada powstanie seriali - animowanego i aktorskiego. A zatem w kinach nie usłyszymy już słów "Dawno, dawno temu w odległej galaktyce…". Łza sama kręci się w oku. Zwłaszcza po takim finale.
RAFAŁ STANOWSKI

Gwiezdne wojny: część III - Zemsta Sithów. Reżyseria: George Lucas. Występują: Hayden Christensen, Ewan McGregor, Ian McDiarmid. Czas: 140 minut.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie