Góralska natura

Redakcja
- Narciarstwo, przewodnictwo, ratownictwo górskie - to są zajęcia, które my, górale, mamy we krwi. Przecież nasi przodkowie żyli w tych górach i pracowali: paśli owce, kar czowali lasy, czasem zbójowali i polowali. My te tradycje, na swój sposób, kontynuujemy. Taka była i jest góralska natura... - mówi Stanisław Łukaszczyk "Zbójnik".

100-lecie TOPR - ratownicy: Stanisław Łukaszczyk "Zbójnik"

Urodził się w 1944 r. w Murzasichlu. Od najmłodszych lat wędrował w rejonie Rusinowej Polany, Kop Sołtysich i Dol. Filipczańskiej, bo były tam rodzinne hale wypasowe. Od dziecka jeździł też na nartach.
- Zainteresował się mną - wspomina - trener Andrzej Marusarz. To dzięki niemu zostałem członkiem klubu SN PTT, trenując i startując w zawodach biegowych oraz biatlonowych przez kolejne kilkanaście lat.
Przyjęty do klubu szybko pokazał, że prócz dobrych warunków fizycznych ma sportowy talent - został mistrzem Polski juniorów klasy "C". Nie kontynuował nauki.
- Trzeba było zająć się pracą w rodzinnym gospodarstwie, a gdy zostałem powołany do kadry resztę czasu zajmowały treningi i starty w zawodach, uczyć się więc już nie było kiedy.
Faktycznie: trening biegacza to tysiące kilometrów wybieganych zimą na nartach, a latem pieszo na tatrzańskich ścieżkach. Przeglądamy wyniki sportowe "Zbójnika": Dwukrotny medalista Mistrzostw Świata. Medalista Spartakiady Armii Zaprzyjaźnionych w Szpindlerowym Młynie. Reprezentant Polski na olimpiadzie w Grenoble w 1968 r. Pięciokrotny uczestnik biatlonowych Mistrzostw Świata. A we wszystkich tych zawodach zajmował w biegach indywidualnych i sztafetach dobre, punktowane miejsca. Zakończył swoją karierę sportową w 1970 r. po MŚ w Oestersund w Szwecji. Jeszcze będąc zawodnikiem, uzyskał uprawnienia instruktora narciarstwa wyczynowego. Pod koniec lat sześćdziesiątych pracował też okresowo w Tatrzańskim Parku Narodowym. Trenując w Tatrach "wsiąkał" coraz bardziej w środowisko taterników, przewodników i ratowników górskich. Dzięki tym kontaktom w 1968 r. rozpoczął staż kandydacki, a rok później, jesienią 1969 r., złożył przysięgę ratownika GOPR. W latach 1970-71 był etatowym strażnikiem wysokogórskim TPN w rejonie Dol. Pięciu Stawów Polskich. - To wtedy - opowiada - ówczesny naczelnik GOPR, Michał Gajewski, zaczął mnie namawiać, bym został zawodowym ratownikiem. Bardzo mi się ten pomysł spodobał, więc bez wahania podjąłem w dyrekcji Parku starania o przeniesienie, jak to się wtedy mówiło, za porozumieniem stron.
W 1971 r. został etatowym członkiem Grupy Tatrzańskiej GOPR. Szkolił się i szybko podwyższał kwalifikacje zawodowe. Przeszedł wszystkie etapy szkolenia do stopnia starszego instruktora ratownictwa. Ukończył kurs instruktorów narciarskich PZN. Wspinając się w Tatrach, został członkiem zakopiańskiego Klubu Wysokogórskiego. Postanowił też uzupełnić wykształcenie i ukończył wieczorowe Liceum Ogólnokształcące w Nowym Targu. Przeszedł, jak mówi, kilka etapów rozwoju ratownictwa: w latach siedemdziesiątych akcje na długiej linie (z użyciem zestawu alpejskiego), w latach osiemdziesiątych ratownictwo z użyciem śmigłowca, do którego jednak (po przykrej "przygodzie" jaką przeżył w czasie akcji na Zamarłej Turni) wielkiego sentymentu nie miał. By dopełnić swe górskie, zawodowe możliwości, w 1982 r. uzyskał uprawnienia przewodnika tatrzańskiego. Poznał kilka rejonów alpejskich i pasma górskie w Skandynawii. W 1979 r. uczestniczył w pracach polskich geodetów w Kurdystanie, w górach Iraku. W latach 1982-87 pełnił funkcję naczelnika Grupy Tatrzańskiej GOPR.
- Udało się wtedy - mówi - przenieść Centralę z Dworca Tatrzańskiego do nowego, wybudowanego przez nas budynku, w którym mieści się do dnia dzisiejszego.
W 1990 r. przeszedł na rentę, a potem, na ratowniczą emeryturę. Wciąż jest członkiem Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, pełniąc aktualnie funkcję szefa Klubu Seniora TOPR. Jako emeryt podjął (w niepełnym wymiarze godzin) pracę w TPN i przez siedem lat był podleśniczym w Kośnych Hamrach (ukończył wtedy dwuletnie Studium Leśne w Mszanie Dolnej). Jako emeryt podjął się też pracy na rzecz swego rodzinnego Murzasichla i przez dwanaście lat (trzy kadencje) pełnił w tej wsi funkcję sołtysa. Twierdzi, że dobrze gotuje. Czasem, dla siebie i przyjaciół śpiewa i gra na gitarze.
- Uczestniczyłem w ponad stu dwudziestu akcjach ratunkowych - wspomina - a liczę tylko te wysokogórskie. Wiele z nich było trudnych. Mam jednak zdecydowanie więcej miłych, a czasem wręcz zabawnych, wspomnień z mojej pracy w górach niż tych złych. Dziś, gdy patrzę, jak funkcjonuje TOPR, bardzo się cieszę. Ratownicy mają świetne wyposażenie. Wszyscy są doskonale wyszkoleni. Dysponują sprzętem, o którym my, dawniej, mogliśmy tylko pomarzyć. Wszyscy się wspinają, jeżdżą na wyprawy, biorą udział w zawodach. Wszyscy są wykształceni. Serce rośnie! Byle tak dalej!
Jerzy Tawłowicz

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie