Gra o milion

Redakcja
(INF. WŁ.) Stanisław Zawada, do niedawna szczęśliwy właściciel dobrze prosperującej firmy z Limanowej, musiał odprawić sześciu pracowników i zaharowuje się w Austrii, jako szeregowy robotnik. Władysław Nawara z Mszany próbuje odpracować długi w Niemczech. Reszta nieszczęśników, którzy stracili w Krakowie w sumie ponad 818 tys. zł - a z odsetkami ponad milion - szuka ratunku w podobny sposób. Wszyscy są przekonani, że te pieniądze od nich wyłudzono. Prokuratura ma odmienne zdanie, powołując się na zeznania podejrzewanych o przestępstwo.

- Temida jest ślepa, prokuratura również? - pytają pokrzywdzeni przedsiębiorcy budowlani

   O poszkodowanych na budowie krakowskiego osiedla "Pod Fortem" pisaliśmy wielokrotnie jesienią zeszłego i wiosną tego roku. Po tych publikacjach zgłosiło się do nas ponad tysiąc firm pokrzywdzonych w podobnych okolicznościach. Większość ich właścicieli twierdzi, że padła ofiarą opisanej przez "Dziennik" metody "na wydmuszkę". Polega ona na tym, że realizujący jakąś inwestycję potentat wynajmuje jako podwykonawcę własną spółkę z o.o. - wypraną z majątku (stąd "wydmuszka"), zadłużoną na krawędzi bankructwa. Spółka ta podpisuje umowy z podwykonawcami, którzy budują cały obiekt. Po zakończeniu robót (lub pod koniec) "wydmuszka" bankrutuje i nie ma kto zapłacić dziesiątkom (setkom) podwykonawców.
   Teksty "Dziennika" na ten temat odbiły się echem w całej branży, w kraju i za granicą (były przedrukowywane m.in. w Niemczech). Okazało się, że opisany przez nas mechanizm jest najprawdopodobniej szeroko stosowany przez duże firmy. Wywołuje to gigantyczne kłopoty ich mniejszych partnerów: zwalniają pracowników, a często - bankrutują. Trudno oszacować skalę zjawiska i jego skutki dla rynku pracy, bowiem Ministerstwo Infrastruktury i Urząd Mieszkalnictwa nie próbują go nawet śledzić...
   W tej sytuacji potentaci pozostają bezkarni. W Warszawie (od dwóch lat) toczy się postępowanie w podobnej sprawie (budowy luksusowego hotelu Hyatt, chodzi o 23 mln zł), na razie bez ostatecznych ustaleń. W Krakowie niezwykłą determinacją wykazują się wspomniani podwykonawcy osiedla Pod Fortem, którzy uważają, że padli ofiarą "wydmuszkowej zmowy" uknutej przez warszawski Mostostal Export (MEx), notowaną na warszawskiej giełdzie spółkę należącą do czołówki krajowych koncernów budowlanych.
   MEx był generalnym wykonawcą osiedla. Na jednego z głównych podwykonawców wybrał własną spółkę - Pracownie Konserwacji Zabytków w Zamościu, ta z kolei zatrudniła kilkunastu podwykonawców. Wykonali oni w atrakcyjnie położonych blokach m.in. wszystkie instalacje, tynki, wylewki, pokrycia dachowe, elewacje (z ociepleniem), pozakładali okna i drzwi, położyli glazurę. Umowy zawierane były od września 2000 do marca 2001 r. Jak się okazało, PKZ-y miały już w tym czasie potężne kłopoty finansowe, a ich zadłużenie niemal dwukrotnie przewyższało wartość majątku; w kolejnych miesiącach wzrosło jeszcze o 30 proc.
   Na początku lipca ubiegłego roku - w niecałe dwa miesiące po wystawieniu przez podwykonawców ostatecznych faktur za wykonane prace - sąd ogłosił upadłość PKZ; kilka dni wcześniej szef PKZ zapewniał wszystkich na spotkaniu w Krakowie, że nie będzie problemów z zapłatą i kazał kończyć roboty.

Nie będzie pieniędzy...

   Syndyk przyznał jednak, że nie będzie pieniędzy dla nieszczęśników z "Pod Fortem". Znaleźli się oni w sytuacji dramatycznej, zwłaszcza ci, którzy zaciągnęli w bankach kredyty na zakup materiałów i zatrudnienie dodatkowych robotników. Komornik zagląda do prywatnych majątków, zarazem skarbówka bezwzględnie egzekwuje zapłatę podatków od zafakturowanych "Pod Fortem" kwot - nie interesuje jej, że są to tylko pieniądze na papierze, które nigdy nie wpłyną do kasy poszkodowanych.
   Tymczasem gotowe mieszkania sprzedawane są przez spółkę Pod Fortem Development, należącą do MEx. Doprowadza to poszkodowanych na przemian - do furii i rozpaczy. Ktoś sprzedaje "ich" dachy, elewacje, okna, drzwi, płytki, instalacje itp. i w świetle prawa wszystko jest w porządku.
   Zarząd MEx gwałtownie odrzuca wszelkie oskarżenia o "zmowę, mającą na celu wyłudzenie usług". Twierdzi, że nie wiedział o trudnej sytuacji PKZ, że sam stracił na upadku "Zamościa" ponad milion złotych i że "byłoby bez sensu, gdyby dla kilkuset tysięcy ryzykował utratę dobrego imienia". Współczuje poszkodowanym, ale podkreśla, że - w świetle prawa - nie może odpowiadać za nie swoje zobowiązania. Odsyła do syndyka PKZ.
   Poszkodowani zwracają uwagę, że w trakcie zawierania umów przez PKZ wiceprezes MEx Andrzej Dobrucki zasiadał w radach nadzorczych - zarówno "Zamościa", jak i Pod Fortem Development, musiał więc znać sytuację PKZ-ów, jak i układ powiązań pomiędzy generalnym wykonawcą (MEx), głównymi podwykonawcami (PKZ oraz Krakbau) i budowniczymi osiedla. Nikt jednak nie informował podwykonawców o kłopotach PKZ.

Mostostal płacił za "Zamość"

   Poszkodowani przypominają, że firma ta używała druków firmowych z nagłówkiem "Grupa Kapitałowa Mostostal Export SA", a dodatkowo - to Mostostal płacił za "Zamość" pierwsze faktury. Początkowo upoważnił nawet kierownika budowy ze strony PKZ do podpisywania i odbioru faktur za materiały w swoim (Mostostalu) imieniu. Pełnomocnictwo to zostało cofnięte przed ostatecznym rozliczeniem robót.
   Podwykonawcy uważają, że padli ofiarą oszustwa. Pierwsze zawiadomienie o przestępstwie - przeciwko kierownictwu upadłych PKZ-ów - złożyli latem ubiegłego roku przedsiębiorcy z Zamościa. Zostało ono umorzone przez tamtejszą Prokuraturę Rejonową na kilka dni przez pierwszą publikacją "Dziennika", ale - gdy o sprawie zrobiło się głośno - na polecenie "z góry" wszczęto je powtórnie. Do akt dołączono materiał zgromadzony w Krakowie, gdzie doniesienie złożyli poszkodowani z Małopolski.
   Przez kilka miesięcy prokuratura - mimo oficjalnych obietnic - ograniczyła się jedynie do wszczęcia... sporu kompetencyjnego: kto ma NIE prowadzić tego postępowania. Wygrał Kraków, który zdołał odesłać wszystko "w diabły" - do Zamościa. Szef tamtejszej "rejonówki" w rozmowie z "Dziennikiem" dziwił się: - My tu się zajmujemy drobiazgami, a to się wydaje sprawa gruba, do której trzeba doświadczonych prokuratorów otrzaskanych w sprawach gospodarczych.

Asesor umorzyła

   Miesiąc temu ta sama co we wrześniu ubiegłego roku asesor Prokuratury Rejonowej w Zamościu, Iwona Złomańczuk, powtórnie umorzyła dochodzenie, przyznając wprawdzie, że żaden z 10 poszkodowanych nie otrzymał zapłaty za wykonane prace (w sumie ponad 818 tys. zł), ale dodała zaraz, iż "fakt nieuiszczenia części wynagrodzenia nie może stanowić dostatecznej podstawy do uznania takiego zobowiązania za wyłudzenie".
   Pani prokurator powołuje się na "materiał dowodowy, a przede wszystkim zeznania - przesłuchanych w charakterze świadków - członków zarządu PKZ", którzy zapewnili, że zawierając kolejne umowy ("mimo świadomości grożącego spółce bankructwa") działali "wyłącznie z zamiarem poprawy sytuacji majątkowej PKZ". - Czy gdyby pospolity kieszonkowiec zapewnił, że działał z zamiarem poprawy sytuacji finansowej, pani prokurator też puściłaby go wolno, umarzając postępowanie w sprawie kradzieży? - pytają poszkodowani.
   Iwona Złomańczuk podkreśla, że "znaczenie mają nie tylko okoliczności zawarcia umów przez PKZ Zamość, ale również przyczyny niewywiązania się z nich". Jej zdaniem, przyczyny te miały charakter obiektywny: "zaliczyć do nich należy przede wszystkim nieodebranie części robót przez Krakbau (_który pracował dla MEx - przyp. ZB) i Mostostal Export SA, obniżenie przez wymienione firmy wartości wykonanych robót oraz wstrzymanie zapłaty wynagrodzenia za wykonany zakres prac"._

Odesłane do Zamościa

   - Skoro podstawową "obiektywną przyczyną" tego, że PKZ nam nie zapłacił, było działanie MEx (na co od dawna zwracamy uwagę!), to my składamy doniesienie bezpośrednio na MEx i Pod Fortem Development! - mówi Józef Ślęczek, współwłaściciel Thermobudu, który "popłynął" na ponad 250 tys. zł. Doniesienie, podpisane przez 10 poszkodowanych z Małopolski, wpłynęło do Prokuratury Okręgowej w Krakowie 25 czerwca i zostało błyskawicznie... odesłane do Zamościa.
   Nie zrażeni poszkodowani kilka dni temu napisali do Prokuratury Krajowej, by ta "w trybie nadzoru przekazała sprawę do Prokuratury Okręgowej w Krakowie i zleciła, aby to jej wydział śledczy prowadził to postępowanie". Argumentują, że miejscem domniemanego przestępstwa był i jest Kraków, tutaj lub w okolicy mieszkają wszyscy pokrzywdzeni i większość świadków. "Wydaje się, że prokuratura w Zamościu nie posiada właściwych sił i środków na prowadzenie tego postępowania" - napisali przedsiębiorcy, dodając z goryczą: "w okresie, kiedy cały kraj zaalarmowany jest takimi praktykami ze strony dużych podmiotów nie płacących za roboty i powodujących bankructwo małych firm, rodzi się w nas przekonanie, że ze strony prokuratury nie tylko nie otrzymujemy pomocy, ale wręcz przeciwnie - jesteśmy zbywani".
   Pytani, dlaczego żądają prowadzenia sprawy przez Kraków, który wyraźnie tego nie chce, pokrzywdzeni odpowiadają, że "Kraków już chce". Miał zechcieć po interwencjach prokuratora Zbigniewa Wassermanna, posła Prawa i Sprawiedliwości. - Chcemy się przekonać, czy chce naprawdę, czy tylko tak mówi - komentuje Józef Ślęczek.
\*
   Kilka miesięcy temu rzecznik krakowskiej Prokuratury Okręgowej tłumaczył czytelnikom "Dziennika", że "na takie sprawy trzeba patrzeć całościowo, bo tylko wtedy wykryć można ewentualny mechanizm przestępstwa". Trzeba sprawdzić np., czy w przypadku innych swoich spółek zależnych potentat nie stosuje (lub nie stosował) podobnych praktyk, czy poszkodowanych w podobnych okolicznościach nie jest więcej. Pan prokurator w imieniu swego szefa zapewnił też Małopolan, że prokuratura zrobi wszystko, by wyjaśnić prawdę.
   Mija rok od wpłynięcia do organów ścigania pierwszego doniesienia, a w działaniu ŻADNEJ z prokuratur nie dostrzegliśmy nawet próby pozorowania tego, o czym mówił rzecznik. A już na pewno nikt nie spojrzał na sprawę "całościowo".
   Najwyższa pora dotrzymać słowa.
ZBIGNIEW BARTUŚ

W jaki sposób udzielane jest wsparcie w ramach mikropożyczki?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie