Gra w karty startowe

ET
W ciągu ostatnich trzech miesięcy firmy działające w Krakowie wyeksportowały na Ukrainę i do Mołdawii ok. 20 tys. telefonów komórkowych. Aparaty kupiono wcześniej w zestawach, składających się ze "słuchawki" i karty startowej. Telefony powędrowały za granicę, a karty na giełdę elektroniczną. Operatorzy telefonii komórkowej starają się ograniczyć ten proceder. "Eksporterzy" twierdzą natomiast, że to głównie dzięki nim karty startowe do pre-paidów (telefonów działających w systemie tzw. usług przedpłaconych - np. POP, Tak-Tak) sprzedają się tak dobrze (prawie połowa komórek w Polsce działa w tym systemie). W całą sprawę ostatnio zaangażowała się policja gospodarcza i Urząd Kontroli Skarbowej. Zdaniem tych służb, istnieje prawdopodobieństwo, że mogło dojść do wyłudzenia VAT-u przez firmy handlujące telefonami.

Jednym z głównych towarów eksportowych Małopolski są... telefony komórkowe

   Dwa tygodnie temu opisaliśmy sposób, w jaki karty startowe do telefonów działających w systemie pre-paid (Tak-Tak, Simplus i POP) trafiają na giełdę elektroniczną w Krakowie. Wcześniej zostały one kupione w salonie telefonii komórkowej w zestawie, w skład którego wchodziła jeszcze komórka. Nabywca następnie sprzedał samą "słuchawkę" za granicą, a kartę startową na giełdzie.
   Po artykule skontaktowało się z nami kilka osób prowadzących tego typu firmy. Ich zdaniem, to dzięki nim operatorom udaje upłynnić tak dużą liczbę pre-paidów. Karty startowe łączone w zestawach z komórkami są bowiem za drogie dla przeciętnego klienta. W salonie trzeba za nie zapłacić od 180 do 500 zł. Podobny zestaw można skompletować na giełdzie za niewiele więcej niż 100 zł (używany telefon - 100 zł plus karta startowa za 26 zł).
   - Zestawy kupujemy w ilościach hurtowych. Korzysta na tym salon, który je sprzedaje, oraz operator, ponieważ pomimo że słuchawka trafia za granicę, karty startowe zostają w Polsce. Dzięki niższej cenie, jaką oferują sprzedawcy na giełdach znajdują one chętnych nabywców - mówi jeden z eksporterów, który - jak twierdzi - co miesiąc wysyła za granicę kilka tysięcy komórek. - Gdyby nie tacy klienci jak ja salony sprzedaży, które obecnie żyją głównie ze sprzedaży pre-paidów, musiałyby upaść. Również operatorzy nie czerpaliby zysków z rozmów, jakie wykonują nabywcy kart startowych.
   Wszyscy eksporterzy narzekają na operatorów mnożących przeszkody dla osób, które kupują jednorazowo kilkadziesiąt zestawów. W Idei można nabyć tylko dwa, podobnie jest w Erze. Pracownicy autoryzowanych dealerów przyznają jednak nieoficjalnie, że sprzedawcy nagminnie łamią te przepisy. Prawdopodobnie z tego powodu Era wprowadziła od pierwszego sierpnia zasadę "first call": komórka może działać tylko wtedy, gdy pierwsze połączenie jest inicjowane po wpisaniu numeru karty startowej znajdującej się w zestawie.
   - Skutek jest taki, że kilku moich pracowników przez całą noc zdejmuje zdrapki i "odpala" telefon. Później i tak osobno sprzedaję komórkę i kartę startową - mówi właściciel firmy eksportującej telefony.
   Przedstawiciele Ery proszeni o komentarz w sprawie firm, które kupują jej zestawy po to, by sprzedać za granicą sam aparat, odpowiadają, że zjawisko jest na tyle marginalne, iż nie stanowi problemu dla firmy.
   Z naszych informacji wynika, że proceder jest jednak całkiem dobrze rozwinięty. Potwierdzają to dane uzyskane w Urzędzie Celnym w Krakowie: w ciągu ostatnich trzech miesięcy zgłoszono w nim do odprawy ok. 20 tys. telefonów. Są to dane tylko z jednego miasta, a przecież handlem kartami startowymi zajmują się firmy w całej Polsce. Nie wiadomo, ilu takich przedsiębiorców działa na rynku, faktem jednak jest, że z komórek żyje bardzo wiele osób. Jedni zajmują się wyłącznie eksportem, inni pośredniczą w dostarczaniu ich na giełdę, na samym końcu znajdują się sprzedawcy.
   Na tym rynku obowiązują takie same prawa popytu i podaży jak w każdej innej działalności. Telefony sprzedawane w zestawach są tańsze niż u naszych sąsiadów i znajdują chętnych odbiorców na Ukrainie i w Mołdawii. Do niedawna do Polski trafiały komórki z Niemiec oraz Austrii, ponieważ tam wcześniej niż u nas pojawiły się niektóre z najnowszych modeli.
   Na jednym telefonie można zarobić w zależności od typu - im nowocześniejszy, tym droższy - od 20 do 50 zł. Do tego trzeba doliczyć 20-30 zł za kartę startową (w salonie kosztuje 59 zł). Zarobek jest pewny tylko wtedy, gdy urząd skarbowy zwróci eksporterowi zapłacony przy zakupie VAT. Z powodu tego podatku eksporterami zainteresowała się policja gospodarcza oraz Urząd Kontroli Skarbowej. Pojawiły się podejrzenia, że telefony wcale nie trafiły za granicę, tylko zostały sprzedane w kraju, zaś podatek VAT został wyłudzony na podstawie sfałszowanych deklaracji celnych. Na razie nikomu nie postawiono zarzutów, ponieważ, jak nam powiedziano, na razie trwa zwykła procedura kontrolna.
(ET)

Najnowsze oferty na Black Friday

Materiały promocyjne partnera

Pandemia nastraszyła Polaków, zaczęli się kupować ubezpieczenia

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.