Grać do przodu nie kazano

Redakcja
Udostępnij:
Gdyby polska reprezentacja miała podobne kłopoty, jak angielska przed sobotnim meczem na Wembley, prawdopodobnie wynik naszej konfrontacji z Wyspiarzami byłby podobny do tego, jaki padł w meczu Węgry - Liechtenstein (5-0). Od momentu ogłoszenia po raz pierwszy kadry przez Kevina Keegana, niezdolnych do gry było dziesięciu zawodników, w tym sześciu kluczowych. W ostatniej chwili wypadła ostoja defensywy, Tony Adams. Angielska prasa natychmiast przypomniała, że identyczne zmartwienie przed meczem z Polską na Wembley przed trzema laty miał poprzedni selekcjoner, Glen Hoddle. Hoddle występował wówczas po raz pierwszy w nowej roli na Wyspach, dla Keegana konfrontacja z Polską była w ogóle pierwszą potyczką w charakterze trenera. Jak obaj zdali tzw. test Adamsa? Wydaje się, że nieco lepiej wypadł on na korzyść Keegana, który wstawił na środek obrony Keowna z Arsenalu. Wraz z Campbellem tworzyli świetną parę (bardzo wysokie noty w prasie), choć przecież dali się zaskoczyć Brzęczkowi w 29 minucie (nie zdążył za Polakiem Scholes, stoperzy zostawili mu wolne pole). Anglicy zagrali w obronie czterema zawodnikami w jednej linii - G. Nevill, Keown, Campbell i Le Saux. Angielscy dziennikarze w SkySports zastanawiali się, czy nie lepiej stworzyć rygiel przeciwko polskim napastnikom w postaci dwóch obrońców w środku pola i jednym grającym za ich plecami. Uznano jednak te obawy za zbędne, dochodząc do wniosku, że angielscy piłkarze są tak wspaniali, iż żaden polski napastnik krzywdy im nie zrobi. Podobnie myślał trzy lata temu Hoddle. Wówczas już w 7 minucie Citko wykorzystał tę butę, wyprowadzając polską drużynę na prowadzenie. Byliśmy wtedy o wiele bliżej pierwszego zwycięstwa nad Anglią na Wembley niż w sobotę.

Korespondencja "Dziennika" z Londynu

Trener Janusz Wójcik mówił sporo na temat tego, że tak umotywuje swoich graczy, by nie bali się Anglików. I rzeczywiście, nie bali się. Problem polega na tym, że wystraszył się ich sam Wójcik. Byliśmy rozczarowani, gdy na kilkadziesiąt minut przed meczem w biurze prasowym wręczono nam składy obu zespołów. Okazało się bowiem, że polska drużyna zagra w sposób wybitnie defensywny, wprawdzie nominalnie z dwoma napastnikami, ale w istocie zaledwie jednym (Trzeciak), gdyż Iwan miał więcej uwagi poświęcać drugiej linii. Angielski dziennikarz podszedł pytając ze zdziwieniem, dlaczego nawet na ławce rezerwowych nie ma Dariusza Adamczuka. Nie tylko w Anglii, także w Polsce jego powołanie do kadry po latach odczytano jako szukanie sposobu na wyspiarski sposób gry. Tymczasem Adamczuk przesiedział mecz na trybunach. W zamian za to Wójcik w przerwie meczu, przy stanie 1-2, wprowadzał w miejsce Piotra Świerczewskiego kolejnego obrońcę, Tomasza Kłosa.
Nic dziwnego, że po meczu angielska prasa nie poświęciła przegranym więcej niż kilka linijek tekstu. Nie zasłużyliśmy na nic więcej, pochwałę otrzymał tylko Jerzy Brzęczek za bramkę i siły, jakie włożył w bieganie non stop. Anglicy cenią pracusiów, my też, ale wolelibyśmy, by Brzęczek spełniał rolę, do której został powołany, tzn. prowadził grę i rozpoczynał akcje ofensywne. Na Wembley nie było jednak nakazu, by grać do przodu.
KRZYSZTOF KAWA

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie