Grasują podpalacze stodół

Redakcja
Ostatni pożar strawił budynki gospodarcze u Stanisława Gali Fot. Barbara Ciryt
Ostatni pożar strawił budynki gospodarcze u Stanisława Gali Fot. Barbara Ciryt
Strach padł na mieszkańców Rusocic i Kamienia. Płoną stodoły. Jedna po drugiej. Ludzie uważają, że to robota podpalaczy. - Co innego może być? Zawsze pali się o tej samej porze - między godziną 20 i 22. Zawsze płonie stodoła - mówią ludzie z Rusocic. Niektórzy twierdzą, że przy kościele było ogłoszenie, iż podpalacz chce puścić z dymem siedem czy dziewięć budynków.

Ostatni pożar strawił budynki gospodarcze u Stanisława Gali Fot. Barbara Ciryt

POŻARY. Wzdłuż wsi ciągnie się zapach spalenizny. Trzy budynki spłonęły już w Rusocicach i jeden w Kamieniu. Ludzie w obawie o dobytek zaczynają organizować nocne dyżury.

We wsi tu i ówdzie pogorzelisko. Stoją stodoły bez dachów, wystają z nich tylko kikuty osmolonych belek. Ostatni raz paliło się w miniony poniedziałek u Stanisława Gali. W jego stodole jeszcze tli się ogień, spod sterty zalanej wodą słomy wydobywa się dym. Straż już dwa razy przyjeżdżała dogaszać. Wcześniej było trzy inne pożary.

Zaczęło się od pożaru stodoły u Krzysztofa Greli. - To było miesiąc temu - przypomina sobie Grela, gospodarz z Rusocic. - Ze 20 minut po godzinie 21 zadzwoniła sąsiadka, że palą się moje budynki gospodarcze. Mieszkam kilka domów dalej, więc pobiegłem szybko. Wszystko stało w ogniu. Nie wiedziałem, co ratować. Co uda się wyciągnąć z płomieni? Z jednej strony obiektu w oborze było 15 świń. Zdążyłem je wyprowadzić. Potem cały dach runął - bierze głęboki oddech pan Krzysztof. Spłonęły mu urządzenia rolnicze, silniki do maszyn, narzędzia i dwie tony zboża. - Zacząłem odbudowywać. Ochłonąłem trochę, ale wszystko odżyło, bo wybuchło parę kolejnych pożarów. Nie mam już siły - załamuje ręce.

Następny pożar wybuchł w sąsiedniej wiosce - w Kamieniu. Wtedy mieszkańcy jeszcze myśleli, że to przypadek. Mylili się. Podpalacz znów przyszedł w minioną niedzielę. Tym razem narobił nieszczęścia u Kamińskich. To starsi państwo, którzy w niewielkiej stodole mieli słomę, siano i skład drewna. - Wszystko poszło z dymem. Nie będzie czym palić w piecu, nie będzie czym robić w polu, bo narzędzia też spalone - 78 letnia Krystyna Kamińska oparła się o płot i mocno zaciska ręce na sztachetach. Patrzy ze łzami w oczach, jak mąż Mieczysław przerzuca zwęglone kawałki drewna. - Już nie poradzimy. Jak się z tego pozbierać? Mąż jest po zawale - martwi się pani Krystyna. Ogień zastał ich, gdy spali. Było już po godz. 21. Stodoła stała kilka metrów od domu. Gdyby nie szybka reakcja strażaków, spłonęłyby obydwa budynki. - Spaliśmy. Nagle usłyszałam, że ktoś dobija się do drzwi. Sąsiadka stukała i krzyczała: Pali się! Pali! Jak wyszłam z domu, to pół stodoły już zajął ogień. Dzieci mieszkają daleko, ale przyjechały, żeby pomóc tylko uprzątnąć pogorzelisko - wzdycha gospodyni. Stwierdza, że ludzie we wsi boją się mówić o podpalaczu. - Jednemu spalą stodołę, drugiemu mogą podłożyć ogień pod dom. Lepiej siedzieć cicho - mówi ze strachem kobieta.

W Rusocicach jeszcze tylu jednostek straży na raz nie widziano. - W niedzielę pożar w Rusocicach gasiła jedna jednostka zawodowa i osiem ochotniczych - podaje dyżurny z Komendy Miejskiej PSP w Krakowie. - Na drugi dzień znów strażacy jechali do Rusocic. Po godz. 22 paliła się kolejna stodoła. W jej gaszeniu brało udział 11 zastępów straży - wylicza dyżurny z PSP. Wówczas ogień szalał u Stanisława Gali. - Żona pierwsza zobaczyła blask ognia - mówi pan Stanisław. - Było już po godz. 22. Wybiegłem z domu, złapałem wąż, żeby gasić, ale nie dałem rady. Sąsiadka w tym czasie dzwoniła po straż. Nie dało się ratować sprzętu, zdążyłem tylko wyprowadzić świnię, która stała w jednym z pomieszczeń stodoły - opowiada. Maszyny ma spalone, pół tony zboża też strawił ogień. Ze stodoły zostały kawałki ścian i kilka zwęglonych belek na dachu.
Mieszkańcy mówią, że podpalacz napisał ogłoszenie. - Podobno czytali, że ma spalić siedem budynków - denerwuje się pani Krystyna. Ludzie wpadają w panikę. Boją się iść spać. - To chore, to chore - powtarza sołtys Rusocic Roman Starowicz. Gospodarz wsi razem z miejscowym księdzem organizują dziś zebranie wiejskie. - Wiem, jak bardzo ludzie się boją. Policja szykuje dodatkowe patrole, a my chcemy organizować dyżury. Będziemy chodzić w nocy i obserwować - zapowiada sołtys.

Tadeusz Stawowiak, jeden z mieszkańców, twierdzi, że już w niektórych miejscach mężczyźni wychodzą na ulicę wieczorami i patrzą - czy nie kręci się ktoś podejrzany. - Z jednej strony chodzą, a podpalacz z drugiej robi szkody. Nie upilnujesz - mówi mu inny mieszkaniec.

Policja wysyła dodatkowe patrole w tę okolicę. - Po pierwszych dwóch pożarach mieliśmy nadzieję, że wszystko się uspokoiło. Jednak pojawiły się kolejne. Wszystko wskazuje, że to podpalenia - mówi podinspektor Piotr Wojtak, zastępca komendanta powiatowego w Krakowie. - Zatrzymaliśmy już jedną osobę, która była typowana na podpalacza, ale to się nie potwierdziło. Nie bagatelizujemy tej sprawy. Intensywnie poszukujemy sprawcy - zapewnia podinspektor.

Barbara Ciryt

barbara.ciryt@dziennik.krakow.pl

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie