Gruba Berta pod Tarnowem

Redakcja
- W sierpniu 1914 r. wybuchła I wojna światowa. Rosjanie uderzyli na Galicję. Ich plan był taki - przekroczyć Karpaty, przedostać się na Węgry i do Austrii. Przejścia blokowały twierdze Przemyśl i Kraków. Tarnów miał znaczenie strategiczne przede wszystkim jako ważny węzeł komunikacyjny. Ze wspomnień Franciszka Szewczyka i Jana Borzęckiego, którzy opisali ostrzał Tarnowa w 1915 r., dowiadujemy się, że na Tarnów spadło około 100 najcięższych pocisków. 48 z nich wybuchło.

Rozmowa z historykiem i dziennikarzem Jackiem Magdoniem

 Od kilku tygodni głośne stały się wspomnienia o Brzesku - bazie lotnictwa cesarza Franciszka Józefa. Temat zamknie efektownie program Dni Starych Skrzydeł z wystawami archiwalnych zdjęć, wykładami i lotami motolotni nad Brzeskiem i pobliskim Jasieniem. Bardzo ważną kartę w tych działaniach wojennych zapisano również w Tarnowie. Pan ją bada.
 - Tarnowianie drżeli na samo wspomnienie Grubej Berty. Czy rzeczywiście bombardowała ona miasto?
 - Gruba Berta to potoczna nazwa niemieckich moździerzy używanych w czasie I wojny światowej. Władysław Kopaliński wyjaśnia w "Słowniku mitów i tradycji kultury", że nazwa wywodzi się od Berty Krupp, wnuczki Alfreda Kruppa, "króla armat". Nazwa Gruba Berta na froncie zachodnim stosowana była wyłącznie do moździerzy 420 mm. W ostrzeliwanym Tarnowie Bertą nazywano również moździerze 305 mm. Wiekszość historyków wątpiła, że pod Tarnowem użyto moździerzy większego kalibru. Korespondent wojenny, Ferenc Molnar - autor "Chłopców z Placu Broni", pozostawił opis stanowiska niemieckiego działa w rejonie Bogumiłowic. Tuż po odbiciu Tarnowa z rąk rosyjskich prezentowano zdjęcie Berty. Lufa działa była tak duża, że mieścił się w niej żołnierz, co upamiętniono na fotografii.
 - Pociski moździerzowe nie trafiały w cywilów i cywilne obiekty...
 - To prawda. Ostrzał Tarnowa z najcięższych moździerzy przeprowadzono z niespotykaną dotąd, wręcz chirurgiczną, precyzją i zniszczył w większości starannie wybrane cele. Można to zawdzięczać lotnikom austriackim, którzy kierowali ogniem moździerzy tak, że pociski trafiały przede wszystkim w obiekty militarne, lub inne zajęte przez Rosjan i uśmiercały przede wszystkim żołnierzy rosyjskich. Straty wśród ludności cywilnej były niewielkie, ale tarnowianie panicznie bali się tych wybuchów. Pociski moździerzowe wydawały specyficzny odgłos porównywany do kwiku świni.
 Zupełnie inną taktykę stosowano w Gorlicach zrównanych z ziemią przez artylerię. W dwóch miastach na odcinku frontu, gdzie przeważył się los Imperium Carów - Tarnowie i Gorlicach, wojna zakończyła się zupełnie inaczej. Ostatecznie, po 85 latach symbolem tych wydarzeń stały się Gorlice ze stertami gruzów i tysiącami ofiar.
 - Ale właśnie w Tarnowie zastosowano najnowocześniejszą technikę. Przecież ta chirurgiczna prezycja, z jaką lotnicy kierowali ogniem moździerzy, to nie przypadek.
 - Podczas walk pozycyjnych na Dunajcu i operacji przełamującej obronę rosyjską pod Tarnowem i Gorlicami w 1915 r., zastosowano nowoczesną na owe czasy broń i technikę. Dalekosiężna, ciężka artyleria, lotnictwo i łączność radiowa do kierowania ogniem było zwiastunem zupełnie nowego sposobu prowadzenia wojny.
 Rosjanie byli święcie przekonani, że precyzja ostrzału była sprawką tarnowian, którzy szpiegowali i dali sygnały lotnikom austriackim. Wciąż dokonywano aresztowań i burmistrz Tertil wielokrotnie interweniował, prosząc Rosjan o zwolenienie podejrzanych. Badania przeprowadzone w wiedeńskim archiwum wojennym przez dr inż. arch. Krzysztofa Wielgusa wiele wyjaśniły. Odnalazł on dokumentację tych jednostek lotniczych, które stacjonowały w Brzesku i działały nad Tarnowem. Okazało się, że w styczniu 1915 r. znalazł się w Brzesku a później w Biadolinach Radłowskich dowódca lotniczych wojsk austro-węgierskich Emil Uzela pilotując samolot z radiostacją. Dla tego samolotu przygotowano małe pole wzlotów, położone przy stacji kolejowej w Biadolinach oraz stanowisko dla moździerzy 305 mm. Sercem kompleksu była ziemianka z urządzeniami łaczności. Samolot z radiostacją na pokładzie wystartował nad Tarnów w styczniu i najprawdopodobniej po raz pierwszy w historii wojen właśnie wtedy kierowano ogniem artylerii za pomocą radiostacji zainstalowanej na pokładzie samolotu. Austriacy dokładnie wiedzieli gdzie uderzyć. Dowodzący w tej części frontu rosyjski gen. Radko Dymitriew o mały włos nie stracił życia w czasie odprawy oficerów w klasztorze w Zbylitowskiej Górze. Niedługo po jego odjeździe pocisk zabił niemal wszystkich. Austriacy posługiwali się znakomitymi mapami, które i dziś budzą szacunek. Prawdopodobnie zostawili linie telefoniczne, która ułatwiały łączność. Jedną z nich odkryto koło cmentarza żydowskiego. Odkopał ją kopytem... koń Kozaka. W maju 1915 r. ruszyła ofensywa gorlicka, nastąpiło przełamanie frontu między Tarnowem a Gorlicami. O tej operacji mówi się, że przesądziła o losie carskiej Rosji, bo dwa lata później wybuchła przecież Rewolucja Październikowa.
 - Przypomniane przez pana fakty będzie można znaleźć w książce...
 - Wcześniej będzie można o nich usłyszeć podczas konferencji naukowej w pałacu Goetzów w Brzesku, w sobotę o godz. 12. Referat zostanie opublikowany w pokonferencyjnym wydawnictwie. Lada dzień ukaże się książka pt. "Brzesko-Okocim. Baza Lotnicza Najjaśniejszego Pana", w której zostanie dokładnie przedstawiona rola lotnictwa austro-węgierskiego w kampanii galicyjskiej.

Rozmawiała: KRZYSZTOFA BIK-JURKOW

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie