Gruba kreska?

Dziennik Polski 24

Dziennik Polski 24

Prokurator domagała się dla byłego esbeka sześciu miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata i grzywny. Sąd wziął jednak pod uwagę, iż - choć kiedy oskarżony dwukrotnie dzwonił do dziennikarza, strasząc, iż "dopadnie go" i "załatwi", doszło do ewidentnego złamania prawa - Aleksanderek nie był dotąd karany. Ponadto przedstawił opinię psychiatryczną, z której wynikało, że gdy telefonował do Macieja Gawlikowskiego, mógł być "w stanie znacznego ograniczenia poczytalności". Były funkcjonariusz SB ma więc zapłacić grzywnę - 50 stawek dziennych po 40 zł każda plus koszty sądowe i koszty obrony - łącznie około 7 tys. zł.

Były szef IV Wydziału SB skazany za groźby wobec dziennikarza

Krakowski sąd nie miał wczoraj wątpliwości, iż Kazimierz Aleksanderek, były szef IV Wydziału Służby Bezpieczeństwa w Krakowie, groził dziennikarzowi Maciejowi Gawlikowskiemu po tym, jak ten nagrał jego wypowiedź ukrytą kamerą. Oskarżony zapłaci jednak tylko grzywnę, choć za groźby karalne można trafić za kraty nawet na dwa lata.


Przewodniczący składu orzekającego powiedział w uzasadnieniu wyroku, iż "przeszłość oskarżonego nie jest okolicznością jednoznacznie obciążającą", skoro żyjemy w demokratycznym państwie prawa.
- Tylko w Norymberdze uznano całą Waffen SS za organizację zbrodniczą, toteż sama przynależność do niej była traktowana jak przestępstwo. SB za taką organizację nie uznano, nawet jeśli jej działania są negatywnie oceniane z punktu widzenia etycznego - stwierdził sędzia Dariusz Mazur.
Według niego można krytykować politykę grubej kreski w naszym kraju, ale w ferowaniu wyroków trzeba unikać automatyzmu. - Nie oceniałem tej sprawy jako "esbek przeciwko dziennikarzowi" - powiedział sędzia Mazur. Dodał, że wprawdzie w pewnym sensie nagrany ukrytą kamerą były funkcjonariusz został przez autora filmu wprowadzony w błąd, ale zdaje sobie sprawę, iż "inaczej tego materiału by nie było".
Przypomnijmy, iż chodzi o pokazany w TVP film "Zastraszyć księdza", w którym Maciej Gawlikowski zarejestrował wypowiedzi byłych funkcjonariuszy SB o przestępczej działalności tej służby ukrytą kamerą.
Dziennikarz po wyroku był zadowolony. - Liczy się fakt uznania winy i skazania. Kara jest w gruncie rzeczy kwestią drugorzędną. Zdecydowałem się powiadomić o tych groźbach prokuraturę, by zapobiec podobnym akcjom wobec innych dziennikarzy - powiedział "Dziennikowi Polskiemu". - Mam nadzieję, iż kolejny były funkcjonariusz, któremu coś takiego przyjdzie do głowy, trzy razy zastanowi się, zanim zdecyduje się na podobny telefon.
Z orzeczenia zadowolony był także reprezentujący Gawlikowskiego mecenas Zbigniew Cichoń. Mniej entuzjazmu wzbudził wyrok i jego uzasadnienie wśród grupy byłych opozycjonistów z czasów PRL, którzy byli na sali sądowej. Część z nich spodziewała się surowszej kary w tym głośnym procesie, tym bardziej iż wszyscy świadkowie potwierdzili zeznania dziennikarza. Ten ostatni zresztą tuż przed ogłoszeniem wyroku przypominał, iż "nie jest to proces przeciwko wzburzonemu starszemu panu, zwykłemu emerytowi, który do niego zadzwonił".
Odwołania od wyroku jednak prawdopodobnie nie będzie. Żadna ze stron nie deklarowała wczoraj zamiaru wnoszenia apelacji.
(EŁ)

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo