Grunt to interes

Redakcja
W czerwcu ubiegłego roku limanowska prokuratura została zawiadomiona o podejrzeniu przestępstwa przez Regionalną Izbę Obrachunkową w Krakowie. Zwróciła uwagę, na fakt, że na zbyciu, a następnie odkupieniu tych samych działek miasto straciło kwotę 92.587 zł z publicznej kasy.

LIMANOWA. Przedwyborczy kryzys władzy znalazł ujście w aferze z działkami komunalnymi najpierw sprzedanymi, a potem odkupionymi za niemal czterokrotnie wyższą cenę przez miasto

   Najdalej na przełomie września i października wejdzie na wokandę sądową sprawa interesów miejskich robionych przez byłą i obecną władzę samorządową Limanowej. Miejscowy Sąd Rejonowy studiuje obecnie akt oskarżenia skierowany przeciwko obecnemu burmistrzowi Limanowej Leszkowi W., jego zastępcy Łucji K. oraz wicestaroście limanowskiemu Romanowi D., który w okresie objętym oskarżeniem był burmistrzem w mieście. Prokuratura zarzuca limanowskiej władzy niegospodarność przy obrocie ziemią komunalną przy ul. Zygmunta Augusta. Postępowanie nie ma trybu wyborczego. Dotyczy transakcji sprzed niespełna dwóch lat i od tego czasu aż do czerwca toczyło się postępowanie wyjaśniające.
   Zarzuty wobec burmistrza i wiceburmistrza są identyczne: przekroczyli swoje uprawnienia dążąc do wykupu uprzednio sprzedanych dwóch działek, choć brak było do tego podstaw oraz - mówiąc z grubsza - że działali na własną rękę.
   Miasto sprzedało działki po przetargu we wrześniu 1998 roku za 32.413 zł, by półtora roku później odkupić je za 125 tys. zł. Ich wartość według eksperta sądowego wzrosła jedynie do kwoty 48,958 zł.
   Akt oskarżenia szeroko opisuje okoliczności sporządzania dwukrotnego podziału gruntów pod sprzedaż, handlu działkami, wskazując, że najpierw udowadniano radnym iż grunty należy zbyć. Są na terenie osuwiskowym, argumentowali oskarżeni, z wieloma ciekami wodnymi, co pomniejsza ich wartość. Potem z tą samą żarliwością broniona była teza, iż trzeba je odzyskać, bo w przyszłości przyniosą miastu korzyści. Siła przekonywania burmistrzów była tak skuteczna, że Rada Miejska przed końcem roku 1999 dokonała korekty budżetu, by znaleźć pieniądze.
   Z aktu oskarżenia wynika, że ścisłe kierownictwo zarządu nie bazowało na opiniach kompetentnych urzędników miejskich, choć np. w Wydziale Geodezji, Architektury i Urbanistyki UM w Limanowej decyzję odzyskania działek uznano za bezcelową.
   Romanowi D. prokurator postawił zarzut podpisania uchwały stwierdzającej oddanie w 1998 roku działek na przetarg, choć takiej uchwały Zarząd Miasta nigdy nie podjął. W śledztwie oskarżony wyjaśnił, że w nawale pracy podpisał nieświadomie jeden z dokumentów leżących w stosie na biurku. Obecny burmistrz broni się udowadniając, iż miał rację odzyskując tereny, które są dla miasta bardzo intratne. Odpiera też zarzuty, że odzyskał ziemię dla miasta za zbyt duże pieniądze, przywołując zakup działek pod cmentarz, po zbliżonej cenie. Trzecia z oskarżonych osób w śledztwie utrzymywała, że nie prowadziła kampanii za sprzedażą gruntów, a jedynie przedstawiała sytuację pod osąd reszty członków zarządu i radnych.

   Tak się złożyło, że obie kontrowersyjne działki zakupiła jedna osoba z podlimanowskiej wsi i wskutek manewrów gospodarzy miasta zarobiła na nich niezłą sumę. Podczas procesu sądowego, który się niebawem rozpocznie, władze miasta będą miały trudne zadanie udowodnić, że w interesie mieszkańców i za ich pieniądze zrobiły najlepszy z możliwych interesów.
   Wokół tej transakcji gęstnieje atmosfera w limanowskim samorządzie.
   - W dniu 26 kwietnia odbyła się sesja Rady Miejskiej, na której zarząd otrzymał absolutorium, a to jest wotum zaufania dla burmistrza - powiedziała nam wczoraj wiceprzewodnicząca rady Teresa Zabramny. - Przewodniczący rady Kazimierz Kowal zapytany o te działki, stwierdził, że pierwsze pismo o toczącym się postępowaniu prokuratorskim dostał miesiąc po sesji. Sprawdziłam to. Pismo ma datę z końca marca, a jego pierwsze zdanie brzmi: do wiadomości rady miasta. Nie mówi się nam prawdy. Dlaczego? Coraz więcej pytań jest wokół tego. Jeśli osoby wskazane w akcie oskarżenia czują się niewinne, czemu tego otwarcie nie mówią, nie wyjaśniają, nie przekonują. Chodzi o ich interes i ocenę etyczną całego samorządu.
   Podczas wtorkowej sesji przewodniczący Kowal tłumaczył, że nie robił z pisma sprawy publicznej, gdyż była w fazie początkowej i nie chciał przedwczesnymi wiadomościami ferować wyroków. Z pewnością wielu limanowian czeka na fazę końcową sprawy. We wspólnym interesie.
Wojciech Chmura

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie