Gruszki na wierzbie

Redakcja
Rozmowa z dr. Kurtem Lehnerem, politologiem z Freie Universität w Berlinie - Zajmuje się Pan badaniem przebiegu kampanii wyborczych w różnych krajach. Jak na tle innych nacji wypadają polscy kandydaci, startujący w wyborach prezydenckich i Polacy jako wyborcy?

Mówią o wszystkim, dużo obiecują

Mówią o wszystkim, dużo obiecują

Rozmowa z dr. Kurtem Lehnerem, politologiem z Freie Universität w Berlinie

 - Zajmuje się Pan badaniem przebiegu kampanii wyborczych w różnych krajach. Jak na tle innych nacji wypadają polscy kandydaci, startujący w wyborach prezydenckich i Polacy jako wyborcy?
 - To druga kampania prezydencka w Polsce, którą bezpośrednio śledzę. Zacznę od społeczeństwa. Niestety, bywa mało wymagające i w swojej masie nie jest zainteresowane tym, co oferują im kandydaci. Ci zaś, i ich sztaby wyborcze, zdają sobie z tego doskonale sprawę i zamiast przedstawiania konkretnych - ale możliwych do zrealizowania przez prezydenta - rozwiązań, sypią tysiącem obietnic bez najmniejszej możliwości ich zrealizowania.
 - Na Zachodzie jest inaczej?
 - Oczywiście, że i tam kandydaci obiecują, jak mówi wasze przysłowie, gruszki na wierzbie. Ale nie do pomyślenia jest, by w kwestiach gospodarczych szanujący się kandydat miał jedynie do powiedzenia - co praktycznie ma miejsce w Polsce - że zrobi wszystko, aby było lepiej. W krajach zachodnich, tzw. poważni kandydaci muszą w czasie kampanii wykazać się znajomością reguł rządzących gospodarką czy finansami państwa. Mam obawy, jak zdaliby polscy kandydaci poważny sprawdzian z tych dziedzin.
 - Wśród polskich kandydatów są przecież zawodowi ekonomiści?
 - Nie twierdzę, że każdy z kandydatów jest ignorantem, ale z drugiej strony - można skończyć studia ekonomiczne i nie rozumieć mechanizmów rządzących gospodarką państwa. Obywatele Europy Zachodniej czy Stanów Zjednoczonych są nie mniej naiwni niż Polacy, ale ta naiwność nie dotyczy szeroko rozumianych kwestii gospodarczych. Tam nikt nie lubi, gdy polityk nie zna się na sprawach, które mogą rzutować na poziom jego życia. Przykładem może być Ronald Reagan, z wykształcenia aktor, ale przecież w niemałej mierze to jemu Amerykanie zawdzięczają trwający już prawie 20 lat dynamiczny rozwój gospodarczy.
 - Jestem przekonany, że większość polskiego społeczeństwa, zwłaszcza dotkniętych "edukacją" PRL-owskiej propagandy, ma o walorach umysłowych Reagana nie najwyższe mniemanie.
 - Moim zdaniem ci, którzy tak uważają, mylą się. Dowodów mógłbym przytoczyć wiele, ale niech wystarczy ten, że Reagan potrafił dobrać sobie ekipę złożoną z wybitnych fachowców, która realizowała wyznaczony program. Znana to prawda, że wielkimi politykami zostają jedynie takie osoby, które otaczają się najlepszymi doradcami oraz chcą i potrafią ich słuchać. Podczas kampanii prezydenckiej w Polsce większość kandydatów ma jednego "eksperta", który reprezentuje ich zawsze, niezależnie od poruszanego tematu.
 - Na Zachodzie również kandydaci na najwyższe urzędy w państwie też muszą udawać, że na wszystkim się znają. Więcej - muszą przekonać o tym społeczeństwo, mając na to w mediach elektronicznych góra kilkadziesiąt sekund.
 - Oczywiście, sam kandydat zwykle musi krótko i zwięźle umieć się wypowiedzieć na dany temat, ale zarazem, gdy trzeba, np. w czasie dłuższych debat, jest skazany na wyczerpujące i sensowne mówienie o sprawach gospodarczych. Krótkie wypowiedzi mają dowieść, że kandydat jest błyskotliwy i inteligentny, a dłuższe - że dobrze zna kluczowe zagadnienia i umie czerpać z wiedzy innych. Proszę mi pokazać, który z polskich kandydatów potrafi w niewielu słowach przedstawić sedno sprawy.
 - Czy kwestie moralne są ważne podczas kampanii na Zachodzie? Z pewnością zna Pan spot reklamowy Mariana Krzaklewskiego, pokazujący zachowanie Aleksandra Kwaśniewskiego i jego bliskiego współpracownika Marka Siwca w Kaliszu oraz zachowanie prezydenta w Charkowie.
 - Czy zna Pan kraj demokratyczny, gdzie sztab wyborczy, mając materiał, którym może skompromitować swojego przeciwnika, nie użyje go w czasie kampanii wyborczej? Ja nie znam. Tak samo jak niemożliwa jest prawdziwa demokracja w kraju, w którym obywatele lekceważą zachowania moralne swoich przedstawicieli. Jeżeli nie obchodzi nas strona etyczna działalności polityków, to znaczy, że demokracja gnije lub jeszcze nie jest dojrzała.
 - W Polsce demokracja gnije czy jeszcze nie dojrzała, a może jest wszystko w porządku?
 - Moje dotychczasowe obserwacje z Polski nie napawają mnie optymizmem. Ale dodam, że i to co się dzieje obecnie pod tym względem w Niemczech, też mnie martwi.

Rozmawiał: WŁODZIMIERZ KNAP

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie