Gruszów. Aniela i Franciszek Szewczykowie, czyli zwykli niezwykli bohaterowie. Odsłonięto obelisk z poświęconą im tablicą

Katarzyna Hołuj
Katarzyna Hołuj
Odsłonięcie tablicy pamiątkowej w Gruszowie Fot. Katarzyna Hołuj
W Gruszowie odsłonięto obelisk z tablicą poświęconą mieszkającym tu kiedyś Anieli i Franciszkowi Szewczykom. W czasie drugiej wojny ukrywali oni dwie żydowskie rodziny za co wtedy groziła kara najwyższa – śmierć. Dla ratowania ich życia ryzykowali życiem własnym i trójki swoich dzieci.

Nie zginęli z rąk Niemców jak wielu spośród Sprawiedliwych wśród Narodowców Świata (to najwyższe izraelskie odznaczenie cywilne przyznano im pośmiertnie w 1997 roku), udało im się przeżyć wojnę. Tak samo jak tym, których ratowali.
O upamiętnienie Szewczyków w Gruszowie od kilkunastu lat zabiegał Kazimierz Łapczynski, mieszkaniec tej miejscowości, ich daleki krewny, a przede wszystkim pasjonat historii Polski, który pielęgnuje pamięć o lokalnych (i nie tylko) bohaterach.

To byli zwykli, nie… To byli niezwykli ludzie. Franciszek jak był 1920 rok i bolszewicy byli pod Warszawą, jako ochotnik poszedł z nimi walczyć

– wspomina.
Był to akt bohaterstwa, ale nieodosobniony. Z Gruszowa niemal z każdego domu wyszedł wtedy ochotnik, żeby dać odpór bolszewikom.

W czasie następnej wojny, w 1941 roku Franciszek Szewczyk zrobił coś co robili tylko najodważniejsi z odważnych. Przyjął pod swój dach Żydów dając im w ten sposób szansę na przeżycie. Tym samym wystawiał nie tylko swoje życie, ale i życie swojej rodziny na śmiertelne niebezpieczeństwo.

Kiedy on i jego żona Aniela zdecydowali się ukryć Gizę Goldberg z jej mężem i dwójką ich dzieci: Jankiem i Litką, sami mieli troje własnych pociech: Józefa, Stanisławę i Marię.

Nieprzypadkowo w okolicznościowym liście odczytanym przy okazji odsłonięcie tablicy, Tal Ben-Ari Yaalom z Ambasady Izraela w Polsce napisała: „Im mroczniejszy stawał się ten czas i im bardziej rozwijała się zbrodnicza machina holocaustu, tym jaśniejszy przykład płynął stąd, z Gruszowa.”

Gruszów. Ryzykowali własnym życiem żeby ratować żydowskie rodziny [ZDJĘCIA]

Zanim Goldbergowie trafili do domu Szewczyków, Franciszek potajemnie dostarczał im jedzenie do Dobczyc, gdzie mieszkali.

Ta żydowska rodzina najpewniej podzieliłaby los wszystkich dobczyckich i myślenickich Żydów, którzy w sierpniu 1942 roku zostali masowo deportowani do obozu w Wieliczce, a stamtąd do obozu zagłady w Bełżcu.

Udało się im się uniknąć wywózki i śmierci dzięki Franciszkowi Szewczykowi. Ukrył ich w specjalnie ocieplonej ziemiance w swoim gospodarstwie. Dał ubranie, jedzenie i nie tylko to.

Jak mówi Kazimierz Łapczyński z zeznań uratowanych złożonych przez izraelskim sądem wynika, że dostali również kieszonkowe.

Franciszek wyciągnął pieniądze i dał im, żeby w razie kiedy musieliby się gdzieś przemieszczać mieli parę groszy, bo nie mieli nic. Jeżeli więc ktoś myśli, że oni się na tym dorobili, jak niektórzy fałszywie opowiadają, to myli się

- mówi Kazimierz Łapczyński.

Wyżywić dwie rodziny nie mając nic ponad niewielkie gospodarstwo nie było łatwo. Ukrywające się kobiety robiły co mogły, żeby wspomóc Szewczyków, haftowały więc i robiły na drutach, a to co zrobiły Aniela Szewczyk sprzedawała na jarmarkach, żeby mieć za co kupić żywność.

Szewczykowie, jako szanowana rodzina, mogli też liczyć na pomoc sąsiadów. Ci najpewniej domyślali się, że u Szewczyków ukrywają się Żydzi, ale nikt ich nie wydał.

Jak mówili sąsiedzi, nikt nie chciał wiedzieć, ale przychodzili i przynosili ziemniaki mówiąc „wiem, że wam nie urodziły, to masz”, drugi dał mleko

– mówi Kazimierz Łapczyński.

Franciszkowi udało się załatwić fałszywe dokumenty dla Goldbergów, dzięki którym mogli wyjechać do Bochni, a stamtąd do Krakowa, choć już bez głowy rodziny, bo Goldberg (mąż i ojciec) zmarł na zawał. Jan dołączył do Armii Krajowej i zginał podczas walki. Z Goldbergów wojnę przeżyły matka z córką, które razem wyemigrowały do Francji.

Dla Szewczyków opuszczenie gospodarstwa przez Goldbergów nie oznaczało końca pomagania. Miejsce w opustoszałej ziemiance wkrótce zajęła trzyosobowa rodzina Federgrönów.

Na ich pomoc mogli też liczyć członkowie podziemia niepodległościowego, tak w czasie wojny, jaki po jej zakończeniu. Kazimierz Łapczyński mówi, że w ich domu schronienie znajdowali m.in. mjr Jan Dubaniowski ps. Salwa i Józef Mika. Nie doczekali się za to medali, wręcz przeciwnie. Byli prześladowani przez UB, a nawet skazywani na więzienie.

Aniela i Franciszek dopiero pośmiertnie doczekali się uznania ich bohaterstwa. Najpierw przez Instytut Yad Vashem, który na wniosek córki Goldbergów, przyznał im tytuł Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata. Teraz przez Instytut Pamięci Narodowej i gminę Raciechowice, których staraniem powstał obelisk z tablicą.

Religia i etyka w szkole. Kto ma kształcić nauczycieli etyki?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie