Grzybobranie zajęło sześć godzin. Urodzaj co się zowie!

Grzybobranie zajęło sześć godzin. Urodzaj co się zowie!

Grzegorz Tabasz

Dziennik Polski 24

Aktualizacja:

Dziennik Polski 24

Nie wiem, czy to była zazdrość, czy też brak wiary. Pewnie jedno i drugie. W każdym razie nie uwierzyłem, gdym usłyszał, iż znajomy w jeden dzień przyniósł z lasu trzysta prawdziwków. Dacie wiarę? Trzy setki borowików!
Grzybobranie zajęło sześć godzin. Urodzaj co się zowie!
Och, jeśli nawet miał udane zbiory, to zapewne wszystko zjedzone przez robaki. Wszak upały są, i owady, zjadacze grzybów, nie przepuszczą takiej okazji. Ciekawość wzięła górę i wybrałem się na komisyjne liczenie.

Na klatce schodowej doleciał mnie kwaśny zapach octu. W powietrzu unosił się aromat angielskiego ziela i cebuli. No tak, pewnie będę liczył borowiki w słoikach. To było po sąsiedzku, zaś u mojego znajomka grzyby były wszędzie. Na stole w kuchni, w pokojach. Musiałem ostrożnie omijać słoiki na podłodze. Wspaniały zapach borowików!

Śliczne, zdrowe jak przysłowiowe rydze. Poukładane wedle kalibru. Te najmniejsze do marynaty. Te większe trafią pod nóż i nawleczone na nitki wyschną na słońcu w mgnieniu oka. Co do rachunków, to wyszło na moje. Nie było trzech setek. Do okrągłej sumy zabrakło pięć sztuk, ale co tam. Byłbym zapomniał: grzybobranie zajęło sześć godzin. Urodzaj co się zowie!

Polub nas na Facebooku i bądź zawsze na bieżąco!

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo