reklama

Historia w lustrach stawów

DELLZaktualizowano 
Stwierdzenie, że w przygaszonych zimą lustrach stawów w Masłomiącej przegląda się historia, brzmi cokolwiek pretensjonalnie, choć... Tak Bogiem a prawdą: czy sześćdziesiąt lat z dziejów wsi to naprawdę tyle, co nic?

Masłomiąca

Stwierdzenie, że w przygaszonych zimą lustrach stawów w Masłomiącej przegląda się historia, brzmi cokolwiek pretensjonalnie, choć... Tak Bogiem a prawdą: czy sześćdziesiąt lat z dziejów wsi to naprawdę tyle, co nic?

   Do końca wojny stawy te były własnością dziedzica Dyjakowskiego. Właściciel, jak zapamiętali mieszkańcy Masłomiącej, uciekł wraz z rodziną przed zbliżającym się frontem do Krakowa - ale czy wrócił na swoje, czy bronił dobytku przed komunistami, tego nie są już pewni. W każdym razie, gdy władza ludowa rozprawiała się z "ciemiężycielami oraz krwiopijcami" i gdy odbierała im majątki, posiadłość tę rozparcelowano - a wokół stawów pozostawiono resztówkę: około 14 hektarów. Ponoć miała tam być szkoła rolnicza; z jakichś jednak powodów do powołania jej nie doszło.
   W latach pięćdziesiątych zeszłego stulecia po polskich wsiach szalało widmo, mocno popierane przez aktywistów "przodującej partii": widmo kolektywizacji. Spółdzielnie produkcyjne zakładano prawem i lewem, agitowano za ich powoływaniem zgoła bezwstydnie, forowano je na różne sposoby i za wszelką cenę, w konsekwencji państwo ponosiło ogromne koszty - w rzeczy samej płaciło za próbę udowodnienia wyższości doktryny nad realiami, za próbę gruntownego i definitywnego przekształcenia struktury agrarnej kraju.
   W Masłomiącej nie brakowało ludzi sprytnych, spostrzegawczych. Obserwując stosunek władz politycznych i administracyjnych do spółdzielni, zakładanych w okolicach, szybko doszli oni do wniosku, że uczynienie zadość urzędowym oczekiwaniom może przynieść tylko korzyści - i zorganizowali taką grupę. Jak mówią ci, którzy mają jeszcze tamte czasy w pamięci: "pieniądze państwowe przechodziły gładko w ręce prywatne".
   Ta dziwaczna spółdzielnia dotrwała mniej więcej do zmiany oficjalnej doktryny rolnej PRL-u: przed upadkiem uchroniła ją zbawienna wymiana zarządu. Do władzy w Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej o bojowej nazwie "Zryw" doszli ludzie ambitni, fachowi; tacy, którzy chcieli coś osiągnąć, coś zdobyć. Powiększyli areał, przeprowadzili komasację, dzięki czemu skończyły się bezsensowne i marnotrawcze podróże sprzętu z pola na pole - i spowodowali, że spółdzielnia stała się rentownym przedsiębiorstwem. Oprócz produkcji rolniczej, prowadzonej na przeszło 300 ha, oprócz hodowli ryb, sprzedawanych zarówno na miejscu, jak i w krakowskich sieciach handlowych, rozwijali też działalność pozarolniczą. Pod szyldem RSP istniały np. brygady budowlane, znajdujące zatrudnienie przy realizacji wielu inwestycji przemysłowych. "Zryw" korzystał poniekąd z osobliwości socjalistycznej gospodarki: zdarzało się ponoć (i to wcale nierzadko), że gdy firma pracująca na jakiejś budowie zwalniała część załogi, tych samych ludzi przejmowała natychmiast spółdzielnia i nie dość, iż za tę samą robotę, wykonywaną w tym samym miejscu, płaciła im dwa razy więcej - to jeszcze sama na tym nieźle wychodziła!
   RSP, dobrze prowadzona, należycie zarządzana, dysponująca istnym bogactwem sprzętu nie tylko rolniczego, w której w najlepszych czasach miało zatrudnienie 250-300 osób, przetrwała do zmian ustrojowych. W nowej rzeczywistości nie było już dla niej miejsca, a przede wszystkim - zleceń budowlanych. Kiedy na dodatek zaczęły się kłopoty ze zbytem płodów rolnych, postawiono ją w stan likwidacji. Majątek zmienił właścicieli.
   Pięć stawów o łącznej powierzchni około 5 ha również wystawiono na sprzedaż. Sołtys Masłomiącej Tadeusz Bogaty namawiał wtedy władze gminne do wykupienia ich: sądził, że uczynienie z nich własności publicznej byłoby lepszym rozwiązaniem aniżeli puszczanie w ręce prywatne - ale nie znalazł posłuchu. Nabywcą stawów została spółka z Krakowa.
   Nie można powiedzieć, aby nowi właściciele nie dbali o swoje dobra. Prowadzą normalną gospodarkę, hodują ryby: ponoć karpie, okonie ładnie tam rosną. Stawy oddano do użytku wędkarzom, po wniesieniu opłaty próbującym sił w łowach. Jak ludzie mówią, dobrym chwytem reklamowym okazało się wpuszczanie kupowanego w wylęgarniach narybku do wody na oczach miłośników wędkarstwa: widząc, co trafia do toni, nie mają wątpliwości, że ich wysiłki mają sens...
   I tak to jest ze stawami w Masłomiącej: od dziedziców, przez socjalistyczne aberracje, po prywatną własność. Niestety - również z tragedią w tle. W czasie okupacji gestapowcy z Miechowa rozstrzelali w pobliżu jedenaście osób... Ich męczeńską śmierć przypomina dziś pamiątkowy obelisk.
(DELL)

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3