Historycy dumscy

Redakcja
   Władysław A. Serczyk - Znad granicy

   _J_uż nie wiadomo, czy śmiać się z ludzkiej głupoty, czy też płakać nad nieodpowiedzialnością prezentowaną przez członków rosyjskiej Dumy, którzy niemal jednogłośnie opowiedzieli się za kłamliwą, całkowicie niezgodną z rzeczywistością interpretacją wydarzeń związanych z drugą wojną światową w Europie. Znalazł się (jak to bywa prawie zawsze) tylko jeden sprawiedliwy, który miał odwagę wystąpić przeciw umysłowemu zaćmieniu kolegów i zajął odmienne stanowisko.
   Właściwie można by się całą sprawą nie przejmować i nawet ją przemilczeć, gdyby nie fakt, że przedstawiony przez Dumę sąd podzielają miliony Rosjan. Na naszych oczach powstaje nowy mit, kolejny stereotyp, tym razem sprowadzający się do stwierdzenia, że obywatele Estonii, Litwy, Łotwy oraz Polski powinni cieszyć się z paktu Mołotow-Ribbentrop i podskakiwać z radości z powodu prześladowań, które spadły na nich po włączeniu do ZSRR, czy też oddaniu na łaskę Sowietów. Przecież mieszkańcy tzw. krajów nadbałtyckich sami tego chcieli i sami wystosowywali prośby o wprowadzenie ich do wielkiego, niezwyciężonego oraz przodującego we wszystkim Kraju Rad! Co prawda w Katyniu rzeczywiście wymordowano kilka tysięcy oficerów polskich, ale doskonale wiadomo, że sprawcami tej zbrodni byli Niemcy, co już udowodniła radziecka komisja pod przewodnictwem Aleksego Tołstoja, zajmująca się tą sprawą. Wolimy wierzyć faszystom czy przyjaciołom?
   Nie zazdroszczę kolegom z polsko-rosyjskiej komisji podręcznikowej. W komisji polsko-ukraińskiej problem ten mamy już poza sobą, o czym zresztą można przeczytać na odpowiednich stronach internetowych polskiego Ministerstwa Edukacji Narodowej i Sportu.
   Wypada dodać, że nie po raz pierwszy w Rosji usiłuje się zadekretować prawdę. Kiedyś Stalinowi wypsnęło się zdanie o zwycięstwie oddziałów Armii Czerwonej pod Narwą i Pskowem. Natychmiast za nim powtórzyła to (i powtarza do dzisiaj) cała Rosja. Znaleźli się usłużni historycy, którzy napisali o tym epizodzie wojennym z 1918 r. całe rozprawy, a wielu z nich uzyskało na tej podstawie stopnie naukowe. Sęk w tym jednak, że wydarzenie to nie zdarzyło się nigdy, a do jedynej potyczki stoczonej w tym miejscu przez oddziały sowieckie z Niemcami doszło kiedy indziej i wcale nie zakończyła się ona sukcesem czerwonoarmistów.
   Potem "rewolucyjne poczucie sprawiedliwości" oparte na, także stalinowskiej, tezie o zaostrzaniu się walki klasowej w miarę rozwoju socjalizmu spowodowało wprowadzenie odpowiednich zmian do sowieckiej nauki prawa, m.in. uznania przyznania się oskarżonego za wystarczający dowód popełnionego przezeń przestępstwa. Na tej tylko podstawie miliony ludzi stały się łagiernikami, a setki tysięcy zastrzelono w więziennych piwnicach. W 1939 r. rzekomo niemal wszyscy mieszkańcy tzw. Białorusi i Ukrainy Zachodniej wypowiedzieli się za przyłączeniem do ZSRR, podobnie jak kilka miesięcy później uczynić to mieli Estowie, Łotysze i Litwini.
   Sowieckie kłamstwa stały się zwyczajową podstawą reinterpretacji historii, która miała udokumentować legalność pojałtańskich zmian w Europie. Wydawało się, że rozpad ZSRR doprowadzi do ujawnienia pełnej prawdy o przeszłości. Wskazywały na to m.in. liczne prace starego i młodego pokolenia historyków: Miedwiediewa, Wołkogonowa, Hellera i innych, nie wspominając już o stopniowym otwieraniu archiwów, dotychczas szczelnie zamkniętych przed badaczami.
   Dojście Putina do władzy spowodowało zasadniczą zmianę polityki w tej mierze. Zaczął się poszerzać zakres spraw objętych zastrzeżeniem tajności; miejsce krytycznych rozpraw i esejów traktujących o rzeczywistości radzieckiej zajęły dzieła mówiące o podstawach imperialnej potęgi państwa rosyjskiego. Zrozumiałe poszukiwanie chlubnych kart ojczystej przeszłości zastąpiono wyrywaniem tych, na których znalazły się świadectwa popełnianych równolegle czynów niegodnych.
   Oczywiście można zabawiać się dekretowaniem prawdy. Gdy jednak to, co mogłoby być zabawą, staje się jedynym możliwym i dozwolonym sposobem oceny przeszłości, przedostaje się do podręczników, by wreszcie przekształcić się w fundament prowadzonych na wielu płaszczyznach działań politycznych, należy zastanowić się nad rodzącymi się przy tej okazji niebezpieczeństwami. Nie trzeba podkreślać, że dla stosunków polsko-rosyjskich ma to znaczenie szczególne. Nie byłoby bowiem dobrze, gdyby ich mozolnemu układaniu się wciąż towarzyszyła dobrze Polakom znana pieśń: "Kto powiedział, że Moskale są to bracia nas, Lechitów..."

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie