Horror w końcówce

Redakcja
V liga - Kraków

Gdovia - Borek 3-3 (1-1)

   0-1 Mamczur 30, 1-1 Stokłosa 38 karny, 2-1 Ząbczyński 54, 2-2 Szopa 75, 3-2 Stokłosa 90, 3-3 M. Piwowarczyk 90. Sędziował Paweł Dominiak. Żółte kartki: Stopa, Smiałek. Widzów 150.
   Gdovia: A. Serafin 5 - M. Serafin 5, Jurkiewicz 5, Stopa 5, Małek 5 - Kasprzyk 5, Stokłosa 7, Pucek 5 (80 Stasiak), Kulma 3 (46 Kaletka 4) - Strama 4, Ząbczyński 6 (73 Świątko).
   Borek: Czerwiec 5 - Śmiałek 5, Łazarczyk 5, Szopa 6, Grudzień 5 - B. Piwowarczyk 7, Gruca 6, Sadkiewicz 5 (70 Sitko), Urbański 5 - Mamczur 5 (65 M. Piwowarczyk 5), Bała 5.
   Goście objęli prowadzenie po dośrodkowaniu B. Piwowarczyka i ładnej główce Mamczura. Przed przerwą gospodarze doprowadzili do remisu, gdy Stokłosa wykorzystał jedenastkę podyktowaną za faul w polu karnym na Ząbczyńskim. Popularny "Ząbek" wyprowadził swą drużynę na prowadzenie skorzystawszy z dokładnego podania Stokłosy.
   Później do głosu doszli goście, po strzale B. Piwowarczyka z trudem interweniował A. Serafin, który po strzale z dystansu Szopy musiał już sięgnąć do siatki. W 90 min po szybkiej kontrze Stokłosa strzelił trzecią bramkę, a ku rozpaczy miejscowych kibiców w doliczonym czasie M. Piwowarczyk ładnym lobem doprowadził do remisu.
(PAN)

Klasa lidera

Kmita Zabierzów - Zwierzyniecki 4-1 (3-0)

   1-0 Bursa 7, 2-0 P. Gawęcki 36, 3-0 P. Gawęcki 42, 3-1 Augustyn 72, 4-1 Wasilewski 77. Żółta kartka - Durzyński. Widzów 100.
   Kmita: Woźniak 5 - Krzyściak 5, Giszka 5, Funek 5, Bursa 6 (46 Mazur 5) - Bębenek 5 (46 Kwiatkowski 5), Filipczak 5 (46 Kucharczyk 5), Durzyński 5, D. Gawęcki 5 - Bogusz 5 (58 Wasilewski 6), P. Gawęcki 7.
   Zwierzyniecki: Aksamit 4 - Sobczyk 4, Klauze 4, Wesołowski 4, Maj 4 - Sołtysik 4 (80 Feret), Banaś 4, Ślazik 5, Augustyn 6 - Stefanik 4, Treszczyński 4 (70 Kowalik).
   Piłkarze lidera wyraźnie zlekceważyli dużo niżej notowanego rywala i zagrali po prostu słabo. Mimo to wygrali wysoko i bez najmniejszego problemu, co świadczy o ich gigantycznej wprost przewadze nad innymi piątoligowcami. Już w 7 min Bursa zdobył gola, co jeszcze bardziej rozleniwiło gospodarzy. Dopiero przed przerwą dał znać o sobie najlepszy strzelec ligi P. Gawęcki, który strzelił 31. i 32. bramkę w sezonie.
   Po 45 minutach trener dał odpocząć Bursie, Filipczakowi i Bębenkowi, bowiem Kmitę już pojutrze czeka prestiżowy pojedynek w Słomnikach. Bez nich gra jeszcze mniej się kleiła, co wykorzystali ambitnie walczący goście - w 72 min Augustyn skorzystał z błędu Woźniaka i skierował piłkę do pustej bramki. Kiepskie wrażenie, jakie w drugiej połowie wywarła gra przodownika i pewnego kandydata do czwartej ligi, częściowo zatarła bramka Wasilewskiego w 77 min. Pewnym usprawiedliwieniem, obu zresztą zespołów, może być fakt, iż w II połowie nad Zabierzowem rozszalała się prawdziwa ulewa, co mocno utrudniało grę.
(KW)

Prezes pisze muzykę

   Na początku kwietnia działacze Kmity rozpisali konkurs na tekst hymnu na cześć zespołu, którym chcą powitać spodziewany awans do IV ligi. Dość nieoczekiwanie wpłynęło już 5 prac. W pierwszych dniach maja zarząd podejmie decyzję, która z nich uzyska uznanie. Muzykę pisze prezes Tomasz Janik i, jak obiecuje, gotowy utwór zaprezentuje w połowie przyszłego miesiąca.

Pechowa porażka

Gościbia Sułkowice - Cracovia II 0-1 (0-0)

   0-1 W. Stokłosa 88 samobójczy. Sędziował Krzysztof Dubas. Żółte kartki: G. Stokłosa - Socha. Widzów 150.
   Gościbia: Szuba 8 - Socha 7, Żurek 7, G. Stokłosa 7, Jędrzejowski 6 - Profic 6 (80 Skorut), M. Stokłosa 7, W. Stokłosa 6, Rusek 6 (75 Malina) - Piwowarski 5, D. Stokłosa 5 (75 Latoń).
   Cracovia II: Cabaj 6 (46 Paluch 6) - Socha 6, Stach 6 (46 Siemieniec 7), Madoń 6, Kupczyński 6 - Podsiadło 7, Zawadzki 6 (46 G. Baran 5), Ciągwa 6, Suchan 7 - Turecki 6, Błaś 5 (46 Czerwiec 6).
   Trudno opisać złość, jaka zapanowała w szatni gospodarzy po tym meczu. Piłkarze Gościbi zagrali jeden z najlepszych meczów w ostatnich latach, a jednak musieli uznać wyższość rywala, który gola zdobył w szczęśliwych okolicznościach. Otóż na dwie minuty przed końcem po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Czerwiec uderzył piłkę głową, zmierzał do niej Szuba, ale ta trafiła w głowę W. Stokłosy i bramkarz Gościbi skapitulował.
   Mecz stał na świetnym poziomie, jak na klasę okręgową. Duży wpływ na to miał fakt, że gospodarze, widząc w jakim składzie grają goście, postanowili pokazać się z jak najlepszej strony. Nie od dziś wiadomo, że sułkowiczanie to zespół z charakterem. Świetnie zagrali obrońcy gospodarzy, którzy uniemożliwili graczom Cracovii II rozegranie wielu ataków. Dogodne okazje wśród "pasów" mieli Błaś, Czerwiec i Turecki, ale Szuba przypomniał, że swój fach zna jak mało kto. W zespole Gościbi bramkowe okazje mieli D. Stokłosa w pierwszej oraz Piwowarski i Profic w drugiej połowie. (PAN)

Dwie różne połowy

Prądniczanka - Pogoń Skotniki 1-2 (0-2)

   0-1 Żyła 18, 0-2 Moniak 41, 1-2 Broda 65. Sędziował Paweł Sikora. Żółte kartki: Gugała, Wierzbiński, Marcinkowski. Czerwona kartka Wierzbiński 88 (po dwóch żółtych). Widzów 100.
   Prądniczanka: Kasak 7 - Gugała 4 (81 Gajoch), Dutkowski 5, Cichy 6 - Bierówka 6 - Bogdan 4 (72 Pławiak), Ptak 3 (46 Książek 4), Broda 5, Wierzbiński 0 - Maślak 4, Marcinkowski 6.
   Pogoń: Borsuk 7 - Knotek 6, Tyński 5, Pachota 5, Profic 5 - Dziedzic 6, Marchewka 6, Liszka 4 (72 Strug), Moniak 5 - Żyła 7, Zając 5 (72 Ślazyk).
   Odkąd oba zespoły spotykają się w walce o punkty na Prądniku Czerwonym, scenariusz spotkań jest podobny. Pogoń łatwo strzela dwa gole, a potem albo mecz kończy się wynikiem 2-1, albo remisem 2-2.
   W 18 min Prądniczanka rozgrywała kolejny atak pozycyjny, ale Wierzbiński stracił piłkę na rzecz Dziedzica, ten bardzo ładnie wypatrzył wychodzącego na czystą pozycję Żyłę, dograł mu piłkę, ten podciągnął z nią jeszcze kilka metrów i uderzył nie do obrony. Od tego momentu goście uzyskali wyraźną przewagę, Pachota trafił w słupek po indywidualnej akcji, po podaniu Żyły Zającowi zabrakło kilku centymetrów, aby skierować piłkę do bramki, a po strzale Marchewki piłka odbiła się od poprzeczki. W 41 min kolejną popisową akcję wykonał Żyła, mijając na skrzydle Gajocha i wykładając piłkę Pachocie, którego strzał zablokował obrońca Prądniczanki, ale wobec dobitki Moniaka Kasak był bezradny.
   W 57 min z rzutu wolnego Pachota zagrał do Żyły, który uderzył dobrze z 7 m, ale jeszcze lepiej spisał się Kasak, odbijając piłkę na róg. W chwilę później po akcji Moniaka z Żyłą ten pierwszy nie trafił do niemal pustej bramki. Od tego momentu inicjatywę przejęli gospodarze. W 62 min Maślak zagrał piłkę Marcinkowskiemu, ale ten przegrał pojedynek z Borsukiem. Bramkarz Pogoni popisał się także po pięknym uderzeniu z dystansu Bierówki. Przy strzale Brody z powietrza z ponad 20 metrów nie miałby szans żaden bramkarz świata!
   Gracze Prądniczanki postawili wszystko na jedną kartkę, atakowali zaciekle, ale mimo kilku okazji (strzał w poprzeczkę Wierzbińskiego) nie odrobili strat.
(PAN)

Superrezerwowi

   Gdy zbliżał się koniec meczu, trójka rezerwowych Pogoni udała się do szatni uważając, że nie dostanie szansy gry. W 88 min w starciu z Kasakiem kontuzji doznał Żyła i goście bronili wyniku w dziesiątkę, bowiem rezerwowi już się ubrali.

Mogło być spokojnie

Hutnik II - Słomniczanka 1-3 (1-2)

   0-1 Danek 17, 0-2 Mirek 26, 1-2 Kołodziej 41, 1-3 Piwowarski 90. Sędziowała Magdalena Wrona. Żółte kartki: Majkut, Niemiec, Kołodziej - Dominik, Burmer, Pobrotyn. Czerwona kartka - Pater 74. Widzów 70.
   Hutnik II: Jeziorek 5 - Błachacz 4, Majkut 5, Cieśla 5, Karpiński 5 - Kobylak 4, Niemiec 3, Szypuła 5, Kmak 4 - Kołodziej 5, Morawiec 5.
   Słomniczanka: Kącik 5 - Dominik 5, Burmer 6, Zagrodzki 5 - Piwowarski 5, Pobrotyn 5, Pater 0, Poterek 7, Sowula 3 (47 Siemieński) - Danek 5 (90 Łój), Mirek 4 (84 Ciastoń).
   Zaczęło się bardzo nerwowo, lecz znacznie lepsi goście rychło opanowali sytuację. W 17 min Poterek z rzutu wolnego dośrodkował na głowę Danka, który pewnie pokonał Jeziorka. Dziewięć minut później znów Poterek ze środkowej linii podał prostopadle do Mirka, który w sytuacji sam na sam z bramkarzem nie zmarnował szansy. Po dwóch minutach po uderzeniu Piwowarskiego Cieśla wybił piłkę głową z linii bramkowej.
   Przed przerwą grający ledwie w jedenastoosobowym składzie (bez rezerwowych) gospodarze wykonywali rzut rożny. Niemiec dośrodkował na głowę Kołodzieja, który uzyskał kontaktowego gola. W ostatniej minucie tej części gry Majkut sfaulował Sowulę już w polu karnym, lecz sędzia podyktowała jedynie rzut wolny.
   W przerwie opuścił boisko Sowula, lecz Siemieński nie zdążył się rozebrać i w związku z tym pojawił się na placu dopiero w 47 min. W 65 min po dośrodkowaniu Mirka właśnie Siemieński był sam na sam z Jeziorkiem, jednak bramkarz Hutnika II okazał się lepszy. Goście kontrolowali grę do 74 min, kiedy po bezsensownym faulu czerwoną kartkę zobaczył Pater. Gospodarze dostrzegli swą szansę, lecz zabrakło im determinacji. W nerwowej końcówce po ostrej krytyce decyzji sędziego asystenta żółtą kartkę zobaczył Pobrotyn. W 90 min po rzucie wolnym wykonywanym przez Pobrotyna strzał Piwowarskiego przesądził o zwycięstwie gości. (KG)

Organizacyjny poziom

   O poziomie organizacyjnym Hutnika II świadczy nie tylko brak rezerwowych, ale i aż 2 linie boczne wymalowane przy trybunie bocznego boiska, co powodowało spore zamieszanie, a także fakt, że nikt z ekipy gospodarzy nie zaproponował sędziom moknącym w czasie przerwy na środku boiska jakiegokolwiek schronienia!

W dużym tempie

Iskra Krzęcin - Bieżanowianka 2-1 (2-0)

   1-0 Sarga 8, 2-0 Ziarkowski 24, 2-1 Krzyk 58. Sędziował Tomasz Musiał. Żółte kartki: Hynek, Leśnowolski, Kuczek, Janik - Domagała. Widzów 100.
   Iskra: Czepiec 5 - Lelek 6, Gwiżdż 6, Kuczek 6, Rapacz 6 - Hynek 5 (59 Janik), Leśnowolski 6, Żmuda 5 (75 Ożóg), Marcinkiewicz 6 - Ziarkowski 6, Sarga 6 (80 Stoczek).
   Bieżanowianka: Ćwikliński 6 - Podsiadło 6, Sosnowski 6, Kasprzyk 5 - Gadawski 5, Nowak 5, Bojko 6, Krzyk 6, Kuschill 4 - Domagała 4, Kokoszka 4.
   Mecz od huraganowych ataków rozpoczęli goście, ale szybko zostali sprowadzeni na ziemię, kiedy po szybkiej kontrze i podaniu Ziarkowskiego, Sarga wpisał się na listę strzelców. W 24 min Sarga przeprowadził swoją firmową, czyli błyskawiczną akcję prawym skrzydłem, podał Ziarkowskiemu, który podwyższył rezultat. Gra toczyła się w bardzo szybkim tempie, mecz był bardzo dobry, zwłaszcza gdy po strzale Krzyka goście zdobyli kontaktowego gola i dążyli do wyrównania. To jednak nie nastąpiło, a w 88 min po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Leśnowolskiego i główce Ziarkowskiego piłka trafiła w słupek.
(PAN)

Ojciec lepszy

   Na meczu zjawiła się cała rodzina Podsiadłów, aby dopingować ojca Marka trenującego Iskrę oraz jego syna Piotra - obrońcę Bieżanowianki. Górą był ojciec, ale syn rozegrał całkiem poprawny mecz.

W ostatniej minucie

Tramwaj - Wawel 3-2 (1-0)

   1-0 Skorupiński 9, 2-0 Jakubowicz 59, 2-1 Kawski 81, 2-2 Mazela 88, 3-2 Wojsa 90. Sędziował Artur Lewandowski. Żółte kartki: Skorupiński, Jakubowicz - Kawski. Widzów 120.
   Tramwaj: Hachlowski 7 - Kliś 6, Krasnoszczuk 6, Słupski 6 - Cieśla 6 (65 Janus), Wojsa 7, Ł. Osuch 6, Skorupiński 7 (60 Łuszczek 7), Spólnik 65 (72 Trzaska) - Sysło 6, Jakubowicz 6.
   Wawel: Kawa 6 - Schnell 5, Zgłobik 6, Jędrzejowski 4, Lompczyk 3 (46 Cyganik 5) - Oleksy 6, Dudek 6, Nowak 6, Kawski 6 - Dobosz 6 (81 Sudoł), Tworek 6 (58 Mazela 6).
   Na dobrą sprawę Tramwaj mógł przesądzić o losach meczu po 10 minutach, ale w 6 min były gracz Wawelu Sysło spudłował w idealnej sytuacji. W 9 min piękną solową akcję przeprowadził Skorupiński; nikt nie zdołał go powstrzymać i w efekcie piłka znalazł się w siatce.
   Po tym golu mecz stracił nieco na atrakcyjności i zyskał na obliczu dopiero po zmianie stron. Wówczas zaatakował Wawel i w 50 min dobrej okazji nie wykorzystał Nowak. Błąd przy organizowaniu kolejnego ataku kosztował gości bramkę, bowiem po stracie piłki Jakubowicz wszedł między dwóch obrońców i w sytuacji sam na sam podwyższył rezultat. Wydawało się, że jest po meczu, ale dobrze broniącego Hachlowskiego w 80 min zaskoczył Kawski - technicznym lobem z lewej strony. Goście zaatakowali z jeszcze większym impetem. W 88 min Mazela znalazł sobie miejsce na przedpolu bramkowym i strzałem głową doprowadził do remisu. Wówczas po raz ostatni zaatakował Tramwaj i lider tej drużyny Wojsa po kombinacyjnie rozegranej akcji z powracającym po kontuzji Łuszczkiem zdobył zwycięską bramkę.
(PAN)

Mieli zabawę?

Grębałowianka - Złomex Branice - brak gości

   Zaplanowany na wczorajsze przedpołudnie mecz pomiędzy dwoma nowohuckimi zespołami nie doszedł do skutku z powodu braku zespołu gości. Na meczu zjawili się gospodarze, sędziowie i kilku juniorów z Branic, ale oni przyszli dla zabawy, zobaczyć, jak to będzie. Z działaczy Złomeksu nie pojawił się nikt. Arbiter po odczekaniu regulaminowego kwadransa odgwizdał koniec meczu. Podobno Złomex zwrócił się z prośbą o przełożenie spotkania, na co Grębałowianka się nie zgodziła, bowiem wynajmuje obiekt od Grzegórzeckiego i może rozgrywać mecze w niedziele o 11.
   - Mieliśmy w drodze na mecz awarię busa i stąd nie pojawiliśmy się na zawodach. Mamy na to odpowiednie dokumenty i liczymy, że mecz zostanie powtórzony - _powiedział prezes Złomeksu Marek Dudek._
(PAN)

Złom(ex)

   Piąta liga przerosła klub z Branic. Już jesienią było jasne, że sportowo Złomex nadaje się na... złom. Potem ludzie związani z klubem doprowadzili do tego, że po jednym ze spotkań uderzono sędziego. Sprawa jakoś uszła Branicom płazem. Co teraz orzeknie MZPN? Tłumaczenie szefa klubu, pana Dudka, że drużyna nie była w stanie przebyć kilkunastokilometrowego dystansu z powodu awarii busa, jest bardziej bezczelne niż żałosne. Ryba Złomex zepsuła się od głowy!
MAREK GILARSKI

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie