Hulaszczy wieczór

Redakcja
Grzegorz Tusiewicz

Cały ten jazz

Grzegorz Tusiewicz

Cały ten jazz

Tydzień rozpoczął się złymi wiadomościami. Nie udzielono finansowego wsparcia co najmniej dwóm sztandarowym w ostatnich latach imprezom jazzowym w Krakowie. Myślę o Jazz Juniors - konkursie młodych i debiutujących zespołów i o festiwalu Solo-Duo-Trio. Mam osobiście wiele zastrzeżeń natury ideowo-artystycznej do obydwu tych zdarzeń, ale takie postępowanie, wraz z niechęcią Komitetu "Kraków 2000" do jazzu, spowodują, że muzycy i ich wielbiciele być może za kilka lat zaczną się spotykać na granie jazzu w "katakumbach" - jak w latach stalinowskich. I to jedynie w Dniu Wszystkich Świętych. Resztę czasu będą poświęcać graniu w orkiestrach "dyskopolo" i "symfopolo" lub poznawaniu głębi dzieł Boney M.
Przyznane przez Zarząd Miasta dofinansowania wskazują, że niekoniecznie racje merytoryczne, ale skuteczność lobbystów ma znaczenie najistotniejsze. Lobbystom trzeba pogratulować, niemniej sądzę, że na opamiętanie jest zawsze czas i że nie myli się tylko ten, kto nie podejmuje żadnych decyzji.
Tymczasem życie pokazuje, że w klubach się gra i publiczność regularnie przychodzi. Piątek, gdy zaczynał się halny, w "Harrisie" wieczór poświęcono muzyce Wes Montgomery`ego, a program złożony z jego kompozycji przygotowali dwaj gitarzyści Jacek Korohoda i Robert Cichoń. Wes Montgomery jest twórcą bardzo zasłużonym dla jazzu gitarowego. W latach 50. i 60. stosował nowoczesne, jazzowe rozwiązania harmoniczne i melodyczne, jak również pierwszy korzystał z nowinek technicznych w konstrukcji gitar elektrycznych. Swoje sola budował poczynając od melodii z pojedynczych dźwięków, poprzez pasaże oktawowe do akordów. Nawet gdy parafrazował melodię, starał się włożyć w nią rytmiczną ekscytację. Stworzył indywidualny styl, który stał się podstawą gitarowego jazzu lat następnych i ta metoda została przyjęta przez gitarzystów jako obowiązkowa. Tak było również w piątkowy wieczór.
Ale wszyscy meteopaci na przebudzenie mogli liczyć dopiero w sobotę. Andrzej Cudzich przygotował koncert w premierowym składzie, złożony z muzyków, którzy nagrali z nim płytę "Simple Way" z tym, że Adama Pierończyka zastąpił absolutny wirtuoz puzonista Grzegorz Nagórski. Na fortepianie grał pięknie Joachim Mencel, a na perkusji z wyczuciem Łukasz Żyta. Kwartet zagrał bardzo energicznie kompozycje uprzednio już zarejestrowane na CD. Wszystkie z nich wydają się znajome, ale nie są nimi tak na pewno. Podobnie jak solówki, coś przypominają, ale nie do końca. Dzięki niechybnie swej oryginalności można mówić raczej o pozytywnej manierze. W tej muzyce prawie wszystko jest poznane, z wyjątkiem przekazywanych podczas koncertu emocji. Poza tym miałem nieodparte wrażenie, że ci znakomici, prywatnie skromni muzycy, dawno nie grali razem i skorzystali z okazji, aby zaprezentować "hulaszczy", bezkompromisowy rodzaj jazzu, czego świadkami była liczna publiczność, w tym bardzo wielu muzyków. Perfekcja wykonawcza, ekspresja i pomysłowość są to w jazzie cechy bardzo pożądane i muzyka prezentowana przez kwartet pokazała jak bardzo. Nieczęsto zdarza się koncert, podczas którego zapominam o wszystkim, a tak się stało w sobotę. Trzy godziny w osłupieniu i zachwycie. Przemykające piękne kobiety, a nawet damy, z Doktorową z Wilczej włącznie, nie mogły mnie rozproszyć.
Pesymizm początku tygodnia, w jego końcu dzięki muzyce przeszedł w euforię.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie