Idą wybory. Leczmy się!

Idą wybory. Leczmy się!

Zdjęcie autora materiału

Dziennik Polski 24

SŁUŻBA ZDROWIA. Pacjenci z Małopolski nie muszą obawiać się odwołania planowanych zabiegów i większych kolejek. Szpitale idą na całość i nie chcą ograniczać chorym dostępu do leczenia. Liczą, że przed wyborami samorządowymi pomogą im politycy...

Zadłużone placówki przyjmują chorych - i zadłużają się jeszcze bardziej, licząc na zwrot pieniędzy za nadwykonania. Przed wyborami samorządowymi i parlamentarnymi oczekują podjęcia "dobrych" decyzji.

Do sierpnia szpitale wydały na leczenie więcej pieniędzy, niż NFZ przyznał im na cały ten rok. Równocześnie nie mogą doczekać się zapłaty za zabiegi wykonane w roku ubiegłym ponad limit narzucony przez fundusz.
Szpitale w innych regionach kraju wstrzymują planowe przyjęcia, nie chcąc wpadać w kolejne długi. Efekt? Pacjenci na termin w tym roku nie mają co liczyć. Tak jest np. w Tarnobrzegu czy w Mielcu.

Inaczej jest w Małopolsce.

Tu szpitale, których sytuacja finansowa jest podobna, nie zamierzają ograniczać dostępności do leczenia. Uważają, że dalsze wydłużanie terminów badań diagnostycznych i zabiegów oznaczałoby zagrożenie dla chorych.

Dr Anna Prokop-Staszecka, dyrektorka Szpitala im. Jana Pawła II w Krakowie, uważa, że wstrzymywanie przyjęć pacjentów to nakręcanie niebezpiecznej spirali. - Jeśli w tym roku wykonamy mniejszą liczbę zabiegów, w kolejnym otrzymamy odpowiednio mniejszy kontrakt, bo NFZ dojdzie do wniosku, że tylko tylu pacjentów chce się u nas leczyć. Będziemy zatem zmuszeni ustawiać chorych w jeszcze dłuższych kolejkach. To błędne koło! - przekonuje pani dyrektor. Szpital na drodze sądowej domaga się zwrotu ok. 3 mln zł za ubiegłoroczne nadwykonania.

Żadnych ograniczeń nie zamierza stosować także Artur Puszko, dyrektor szpitala w Nowym Sączu. - Jesteśmy jedynym szpitalem na tym terenie. Dokąd mamy odsyłać pacjentów? Argumentacja funduszu, że powinniśmy zmieścić się w ustalonym przez niego limicie, jest absurdalna, bo ludzie nie chorują według prognoz ustalanych przez urzędników. NFZ musi zrozumieć, że ja nie chodzę po ulicach i nie namawiam ludzi, by do nas przychodzili - denerwuje się Artur Puszko.

Decyzję o nieodsyłaniu pacjentów podjęto tutaj pomimo kiepskich prognoz finansowych: z 5,5 mln zł, wydanych w minionym roku ponad limit, NFZ chce zwrócić zaledwie milion - i to pod warunkiem, że szpital odstąpi od egzekwowania pozostałych kwot.

Dyrekcja uznała, że zgody na to być nie może i dlatego spór o zapłatę za nadwykonania z 2009 roku rozstrzygnie sąd. Termin decyzji Temidy jest nieznany, a pojawiają się kolejne długi: niedoszacowany tegoroczny kontrakt sprawił, że od stycznia do sierpnia szpital przekroczył limit o kolejne 5 mln zł.

Również Szpital im. Józefa Dietla w Krakowie nie widzi możliwości wyznaczania chorym odległych terminów. Szefowie placówek zakładają, że przed wyborami samorządowymi i parlamentarnymi rząd pójdzie na rękę pacjentom i zakładom opieki zdrowotnej.

Co na to właściciele szpitali? Urząd Marszałkowski sekunduje działaniom dyrektorów. - Mają nasze błogosławieństwo, bo dalszego ograniczania dostępności do leczenia zaakceptować nie sposób - podkreśla w rozmowie z "DP" Wojciech Kozak, członek zarządu województwa

Szpitale liczą na przedwyborczą łaskawość polityków



Dyrektorzy małopolskich placówek, pomimo rosnącego zadłużenia, nie odsyłają pacjentów z kwitkiem. Wierzą w rozsądek polityków, który przełoży się na dobro chorego - i zasobność szpitalnych kas.
1 3 »

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo