MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Ideał sięga bruku?

Ryszard Niemiec
//Preteksty// Tak zwana „złota jesień” polskiego sportu, polegająca na serii wielkich przewag naszych reprezentantów w niektórych dyscyplinach, wzmogła w społeczeństwie nastroje patriotyczne i przypływ dumy narodowej.

Wychodzi na to, że Polacy poczęli lokować honor narodu w prawej ręce Wlazłego i lewej nodze Lewandowskiego, co moim zdaniem jest tak samo fałszywym podejściem jak bicie w tarabany z powodu ekspansji wody mineralnej z Buska na rynki arabskie czy wkroczenie na warzywniaki Singapuru polskich jabłek, od­rzuconych przez Putina.

Skrajnym efektem takiego stanu zbiorowej świadomości okazuje się zakwalifikowanie siatkówki do kategorii „sportu narodowego”. Postawienie kropki nad ,,i” umo­żliwiła kadra narodowa, wygrywając mistrzostwa świata i zostawiając na pobitym polu Brazylijczyków, Rosjan i całą resztę finałowego mundialu.

Rozumie się samo przez się, że mamy do czynienia ze swoistą sakralizacją jednej gałęzi wyczynu, której sukcesy nie idą w parze z przyrostem ilości uprawiających dyscyplinę, a tym samym z powiększeniem się stanu organizacyjnego siatkarskich klubów.

Dobrze pamiętam lata 60. i 70., w których w Krakowie działało potężne środowisko siatkarskie. Teraz mamy tu siatkarską Saharę! Niedawno zaliczyłem gawędę z dinozaurami dyscypliny – Januszem Chacagą i Piotrem Juśką, a jej tematem było opisanie siatkówki polskiej, zmierzającej do pierwszego w historii mistrzostwa świata 1974.

Roz­mówcy bronili barw pierwszoligowych: Wawelu i Hutnika i byli tymi, którzy przecierali szlak dla wojowników Huberta Wagnera, wśród których znaczącą rolę odgrywali późniejsi krakowscy zawodnicy: Marek Karbarz i Bronisław Bebel.

Do krajowej elity voleyballu aspirowały pod­ówczas nie tylko WKS i HKS, ale również pierwszoligowe drużyny AZS i Korony, zaś Cracovia i Olsza do ekstraklasy próbowały się przebić. Osobny rozdział stanowi żeńska drużyna Wisły zaczynająca swój mistrzowski pochód przez następne dekady. Awansując dyscyplinę do rangi sportu narodowego, należy absolutnie brać pod uwa­gę kryterium udokumentowanej masowości, co dziś nie ma pokrycia w rzeczywistości.

Zdecydowanie przesadny jest też proces uświęcania gremiów kierujących grą w siatkówkę i przedstawianie ich jako ojców prawdziwego sukcesu, uosobienie nowoczesnej metody budowania światowego prymatu, niedościgły wzorzec dla zarządzających innymi gałęziami sportu i ich federacjami.

Desakralizacja nastąpiła bowiem w błyskawicznym tempie, a bożek komercjalizujący mentalność, szybujący nad siatkówką, rozsypał się wraz z szelestem korupcyjnej kasy. Aby przegnać przekupniów ze świątyni trzeba było agentów z CBA, prokuratury i sądu powszechnego! Przy okazji, przedarł się na powierz­chnię, deprecjonowany i wstydliwie dekowany za fasadą sukcesu, rozumianego jako efekt finansowy, moralny imperatyw sportu.

Każe on nam się raz jeszcze zastanowić nad sensem takich pojęć jak „produkt”, „marka”, „wartość marketingowa”, „zysk”, „rentowność”, przypisanych do sportu na zasadzie gwałcenia jego rudymentarnych funkcji, dla których został wymyślony…

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na dziennikpolski24.pl Dziennik Polski