Intercyza (bez)ślubna

Redakcja
"Nic" oznaczało przede wszystkim własne lokum, a efektem tego stanu posiadania była konieczność wprowadzenia się do rodziców Jacka, którzy dysponowali aż trzema pokojami o łącznej powierzchni 45 metrów kwadratowych. Ten oszałamiający metraż, a zwłaszcza wchodząca w jego skład pięciometrowa kuchnia, okazał się jednak zbyt mały dla dwóch rodzin, a szczególnie dwóch gospodyń. Obie panie miały inny system zmywania naczyń, wieszania ścierek, układania sztućców i obierania ziemniaków. Wkrótce okazało się, że różnią się również pod względem stosunku do mężów oraz partii politycznych.

Prawo i Życie

   Ja nie mam nic, ty nie masz nic, a więc razem mamy dokładnie tyle, żeby się pobrać - tak mawiali do siebie narzeczeni w zamierzchłych czasach sprzed transformacji ustrojowej. Na podobnej zasadzie brali ślub Jacek i Mariola.
   Po niespełna roku Mariola wróciła do swoich rodziców. Rozwód odbył się bez większych problemów, choćby dlatego, że małżonkowie nadal nic - nawet dzieci - nie posiadali. Mimo przykrych doświadczeń Jacek nie zrezygnował z instytucji małżeństwa, ale tym razem zabrał się do tego bardziej metodycznie. Ponieważ zaś fiasko pierwszego związku było wynikiem braku mieszkania, Jacek postanowił je zdobyć. Przy jego bliskich zeru oszczędnościach jedyną szansą był kredyt bankowy. Dzięki kredytowi Jacek stał się dumnym posiadaczem własnego kąta i jednocześnie nieco sfrustrowanym płatnikiem spłat kapitału z odsetkami, z perspektywą 25 lat comiesięcznej powtarzalności tej sytuacji.
   Niemniej miał już fundament pod następny związek i na dodatek znalazła się dziewczyna związkiem tym zainteresowana. Podobał się jej Jacek, a także jego mieszkanie, znacznie gorzej jednak przyjęła fakt, iż oba obiekty obciążone są znacznym kredytem. Nie, żeby była interesowna, ale jakby co, to przecież bank może wejść także na jej, jako małżonki, pobory i zostaną bez grosza - tłumaczyła Jackowi.
   Jacek był zakochany, więc dał sobie wytłumaczyć, że najlepszym wyjściem z sytuacji będzie spisanie intercyzy przedślubnej, ustalającej brak majątkowej wspólnoty po ślubie. Intercyzę spisał zaprzyjaźniony z Jackiem notariusz i nawet się specjalnie nie dziwił, bo, jak mówił, takie dokumenty przygotowuje teraz na pęczki. Zdziwił się dopiero kilka dni później, gdy narzeczona Jacka zapytała go, czy jej ewentualny spadek po rodzicach będzie tylko jej, czy też wspólną własnością. Lekko zbulwersowany faktem, że przyszła oblubienica przyjaciela zastanawia się nad przyszłością dorobku swoich - całkiem jeszcze młodych i rześkich - rodziców, wspomniał o tej rozmowie Jackowi.
   Uczucie Jacka nie przetrwało tej próby. Demonstracyjnie podarł intercyzę, a narzeczona równie demonstracyjnie zerwała zaręczyny. Widać bez tego dokumentu nie wyobrażała sobie wspólnego życia. Jacek zaś każdej poznanej dziewczynie mówi na wstępie, że spłaca pokaźny kredyt. Czeka na taką, która mu odpowie: To może spłacajmy go razem?
BARBARA MATOGA

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie