Internet oszalał na punkcie Andrzeja. Chłopaka, który mówi tylko oczami [WIDEO]

Piotr Drabik
Piotr Drabik
Mama już nie potrzebuje tablicy, by odczytać, co mówi do niej syn
Mama już nie potrzebuje tablicy, by odczytać, co mówi do niej syn Anna Kaczmarz
Nigdy nie rób z siebie kaleki i żebraka - powtarzała Nina Duka synowi. I choć 27-latek nie porusza się samodzielnie, nie mówi i jest całkowicie uzależniony od innych, potrafi walczyć o swoje życie. Jego wideo CV robi w sieci furorę.

Raz, dwa, sześć, siedem. Raz, cztery, pięć. Nina Duka skrupulatnie zlicza mrugnięcia powiek swojego syna. Dla niego to jedyny sposób komunikacji ze światem. Dla niej, z dzieckiem. Idzie jej dobrze. Po ponad 27 latach opieki nad Andrzejem właściwie nie potrzebuje już specjalnej tablicy. Takiej, na której odpowiednia liczba mrugnięć oznacza daną literkę w alfabecie. - Wszyscy dziwią się, że rozumiemy się bez słów - nie kryje dumy 47-letnia Nina. Mają tylko siebie i wielką pogodę ducha, choć los ich nie oszczędzał. - To już trzynaste mieszkanie, które wynajmujemy w Krakowie w przeciągu trzynastu lat. A ja urodziłam się trzynastego, więc to chyba nasza szczęśliwa liczba - uśmiecha się Nina.

Życiowa droga, jaką przebyła razem z synem, jest znacznie dłuższa niż odległość między Krakowem a Lwowem, skąd pochodzą. - Miałam jedenaścioro rodzeństwa. Szybko wyszłam za mąż, bo tuż po osiemnastce - wspomina. Pamięta, jak nie mogła doczekać się urodzin syna. Andrzej ważył ponad cztery kilogramy i miał wielkie niebieskie oczy. Nic nie wskazywało na to, że coś może być nie tak. - Zdziwiło mnie, że inne matki dostały dzieci do karmienia, ja nie. Gdy zapytałam jedną z pielęgniarek, dlaczego, odpowiedziała mi, że mój syn jest... kaleką - wraca myślami do wydarzeń sprzed 27 lat.

Położna zbyt mocno pociągnęła główkę Andrzeja, co spowodowało trwałe uszkodzenie połączeń nerwowych dziecka. Od razu wiedziała, że syn do końca życia będzie sparaliżowany fizycznie. I zdrowy umysłowo. - Nigdy go nie okłamywałam. Zawsze mówiłam, że będzie inny. Powtarzałam: „nie rób z siebie kaleki i żebraka” - opowiada mi.

Wychowanie niepełnosprawnego syna przerosło męża Niny. Zostawił ich. Kobieta praktycznie nie miała na kogo liczyć, ale była twarda. Nie poddała się. Zostawiła pracę i całkowicie poświeciła się opiece nad Andrzejem. - Robiłam wszystko, co tylko mogło mu pomóc - mówi Nina. Na wsparcie ukraińskiego państwa nie mieli co liczyć. Andrzej dostawał zasiłek w wysokości 14 zł miesięcznie, a jego matka musiała wyjechać za chlebem do Polski. - Zamieszkałam w Gdowie, gdzie pracowałam na placu targowym. W tym czasie synem opiekowała się we Lwowie teściowa - opowiada Nina. Sprowadziła Andrzeja do Polski, gdy ten miał dziewięć lat. Start był ciężki.

Przeprowadzili się do Krakowa, gdzie chłopak mógł liczyć na profesjonalną opiekę. I szkołę. - Pokazywałam podopiecznym zdjęcia kolejnych zwierząt. Kiedy Andrzej zobaczył węża, od razu zaczął się szamotać. Przez długie minuty nie mogłam się od niego dowiedzieć, o co chodzi. W końcu okazało się, że urodził się w roku węża i strasznie chciał to powiedzieć - wspomina pierwsze spotkanie z Andrzejem Ewa Przebinda z Zespołu Szkół Specjalnych nr 11 w Krakowie.

W tej placówce chłopak uczył się przez prawie osiem lat. Pani Ewa wspomina go jako osobę bardzo towarzyską i chętną do wszelkiej nauki. - Uwielbiał grać w warcaby. Wygrywał z każdym. Jak okazało się, że nie ma już z kim się mierzyć, zaczął grać sam z komputerem - wspomina Przebinda. Andrzej otrzymał od niej również specjalną tablicę, ułatwiającą kontakt ze światem. - Jej opanowanie zajęło mi ponad rok - tłumaczy chłopak. Udało mu się ukończyć gimnazjum. Główną przeszkodą do dalszej edukacji był fakt, że nie mówi oraz brak odpowiednich placówek dla osób upośledzonych ruchowo, ale sprawnych intelektualnie. Na razie matura wydaje się być szczytem marzeń, ale gdyby się udało ją zdać, Andrzej wie, jakie studia by wybrał: fizykę lub matematykę.

Dla Andrzeja mieszkanie w Prokocimiu jest całym światem. Nie więzieniem. Dzięki specjalnej aplikacji śledzącej ruchy oczu i głowy, może swobodnie pracować na komputerze. Do jego obowiązków należy aktualizowanie stron internetowych na podstawie przygotowanych szablonów. Ale jego ambicje sięgają znacznie dalej. W sieci tysiące internautów zachwyca się wideo CV z jego udziałem, w którym przekonuje, że może pracować samodzielnie.

- Poza słowami wsparcia, nikt jednak z propozycją pracy nie zadzwonił - rozkłada ręce Nina, która nie traci jednak nadziei, iż jej syn będzie mógł kiedyś samodzielnie funkcjonować.

Dziś całodobowa opieka nad Andrzejem spoczywa na jej barkach. Karmi go, ubiera, myje, spędza z nim każdą wolną chwilę. 27-latek, pomimo upośledzenia fizycznego, nie ma problemów ze zdrowiem (padaczki czy napadów nerwowych). Tyle że kręgosłup coraz gorzej znosi ciężar dużego mężczyzny. Trudności sprawiają nawet najprostsze czynności, o przenoszeniu Andrzeja nie wspominając. - Najbardziej boję się, że jak mamie coś się stanie, to trafię do Domu Pomocy Społecznej. Przecież nie będę w stanie sam przeżyć za 700 zł miesięcznie zasiłku - martwi się Andrzej.

Nie ukrywa, że praktycznie na każdym kroku trafia na bariery, które musi pokonywać. Pracownica banku nie mogła wyjść z szoku, gdy chciał założyć własne konto, a urzędnicy magistratu nie rozumieli, że Andrzej podpisuje się po prostu odciskiem kciuka. - Pamiętam, jak na szkoleniu dla osób niepełnosprawnych prowadzący zajęcia radził synowi, aby „stanowczo podawał rękę”, gdy będzie witał się z pracodawcą - mówi Nina.

Andrzej podkreśla jednak, że na swojej życiowej drodze znacznie częściej spotyka życzliwych ludzi. - Poznałem go pięć lat temu na obozie letnim w Rydzewie na Mazurach. To dusza towarzystwa, zawsze wokół niego zbierali się ludzie - wspomina Marek z Katolickiego Stowarzyszenia Osób Niepełnosprawnych i Ich Przyjaciół „Klika”. Wraz z innymi wolontariuszami zabrali nawet Andrzeja na górską wyprawę w Tatry. Na plecach przyjaciół 27-latek zwiedził niejeden trudno dostępny szlak.

Andrzej uwielbia również słuchać muzyki. Półki w jego pokoju uginają się od płyt ulubionych zespołów. Dzięki pomocy przyjaciół miał również szansę na żywo zobaczyć koncert Linkin Park oraz Metalliki. - Pieniądze na bilet odkładał dwa lata - wspomina jego mama.

Na co dzień Andrzej porusza się za pomocą leżącego wózka, który jest przeznaczony dla 6-letniego dziecka. - W piwnicy stoi o wiele lepszy. Inwalidzki, nie mam jednak siły go za każdym razem wyciągać - tłumaczy mama.

Król Duka from Mateusz Miszczyński on Vimeo.

Nina z Andrzejem mieszkają nad Wisłą w sumie od 18 lat, ale dopiero w ostatnich miesiącach otrzymali polskie obywatelstwo. - Ja czuję się już Polką, ale Andrzej wciąż ma głowę na Ukrainie. Interesuje się tym, co się dzieje w ojczyźnie. Bardzo przeżywał najpierw Majdan, a potem wojnę - opowiada nam 47-latka. Nie wyobrażają sobie jednak powrotu za wschodnią granicę. Kraków jest ich nowym domem. Dopiero po odebraniu dowodów osobistych mogli złożyć wniosek o mieszkanie socjalne. - Po latach tułaczki chcemy mieć w końcu własny dach nad głową, żeby Andrzej nie trafił do DPS-u - podkreśla Nina. Odpowiedź urzędników? Trzeba czekać od roku do trzech lat na decyzję.

Żyją skromnie, a wszystko, co mają, pochodzi z darów od życzliwych ludzi. Często w opiece nad Andrzejem pomagali wolontariusze, zwłaszcza ze Wspólnoty Burego Misia. - Ich pomoc i nadzieja, jaką przynoszą, jest nieoceniona. Czasami jednak studenci znikają bez słowa. A przecież każdy ma prawo do słabości, to normalne - podkreśla Nina.

Nie mają żadnych wymagań, a jedyne, o co proszą, to trochę wolnego czasu. Andrzej ciągle pisze na Facebooku do znajomych, by podać mu wodę, ubrać go albo po prostu porozmawiać. Andrzej: - Dziękuję Bogu, że mogłem tyle w życiu zobaczyć i poznać tak wielu ludzi. Jestem po prostu królem życia.

Andrzej Duka od urodzenia jest niemalże całkowicie sparaliżowany. Nie mówi, nie jest w stanie samodzielnie się poruszać, a jedyny kontakt jest z nim możliwy za pomocą mrugnięć powiek. Jednocześnie jest w pełni sprawny intelektualnie. Niepełnospraw-ność ruchowa nie przeszkodziła mu w ukończeniu szkoły specjalnej oraz podjęcia dorywczej pracy przy aktualizowaniu stron internetowych. Na co dzień opiekuje się nim jego mama Nina, która mieszka w naszym kraju od 18 lat. Obydwoje pod koniec zeszłego roku otrzymali polskie obywatelstwo, dzięki czemu mogą starać się o mieszkanie socjalne. Jedyne ich źródło utrzymania to zasiłek dla Andrzeja, który wynosi niecałe 700 zł. Największym marzeniem Andrzeja jest to, aby jego mama wyzdrowiała z choroby kręgosłupa.

Kontakt do Andrzeja: facebook.com/ andrzej.duka

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

O
Ola
Andrzeju właściwie każdy powinien się od Ciebie uczyć! Radości z życia, chęci do życia! Każdy, kto śmie w swoim życiu narzekać! Dobroci Ci życzę, życzliwych ludzi dookoła i ZDROWIA dla Ciebie i dla Mamy!
j
jojo
co za cymbal wymysla takie tytuly?
ja p......
e
ela
miałam kiedyś przyjemność widzieć w autobusie tego Pana, aż zagadałam do opiekuna. Pełen radości Chłopak.
Dodaj ogłoszenie