Irena Małysa: Stare zwyczaje i obrzędy są dla mnie źródłem poczucia tożsamości

Paweł Gzyl
Paweł Gzyl
Inspiracją do napisania powieści "W cieniu Babiej Góry" była dla Ireny Małysy pamiętna katastrofa lotnicza w Zawoi w 1969 roku
Inspiracją do napisania powieści "W cieniu Babiej Góry" była dla Ireny Małysy pamiętna katastrofa lotnicza w Zawoi w 1969 roku Barbara Jończyk
"W cieniu Babiej Góry" to thriller, którego akcja rozgrywa się w Małopolsce. Powieść ukazała się właśnie nakładem wydawnictwa Mova. Rozmawialiśmy z jej autorką - Ireną Małysą.

FLESZ - Żywność drożeje szybciej niż przewidywano

Jest pani z zawodu pedagogiem specjalnym. Co sprawiło, że postanowiła pani napisać kryminał?
Uwielbiam rozmawiać z ludźmi, zwłaszcza starszymi. Zbieram ich historie niczym fotografie. Z czasem zaczęłam myśleć o pisaniu, ale wydawało się to odległym marzeniem. Tak naprawdę do klawiatury usiadłam pod wpływem impulsu. Jadąc samochodem w stronę Zawoi, spojrzałam na Policę, w miejsce katastrofy z 1969 roku. Wyobraziłam sobie, że jestem w samolocie i wiem, że za chwilę zginę.

To dlatego uczyniła pani punktem wyjścia powieści tę katastrofę?
Katastrofa samolotu, o której piszę, po dziś dzień nie została dokładnie wyjaśniona. Istnieje wiele teorii spiskowych na ten temat, które krążą wśród miejscowych od lat. W tragedii zginęły 53 osoby. Zdarzenie to ciąży niczym fatum nad Policą. Zawsze zastanawiało mnie co stało się na pokładzie tego feralnego lotu.

Akcja pani powieści rozgrywa się w całej Małopolsce – w Zawoi, Makowie Podhalańskim czy w Krakowie. Dlaczego zdecydowała się pani wpisać swoją historię w tę scenerię?
Ponieważ książka jest moim debiutem, postanowiłam zacząć od swojego podwórka. Moje miejsce zamieszkania, a także Kraków, w którym pracowałam i studiowałam, są mi bliskie. Czuję klimat tych miejsc.

Kryminalną fabułę mocno zabarwiają folklorystyczne wątki, zaczerpnięte z góralskich wierzeń. Co panią fascynuje w ludowych mądrościach?
Choć nie pochodzę z gór, uwielbiam babiogórską gwarę i tradycję. Gdy zamieszkałam tu osiemnaście lat temu, zakochałam się w tym miejscu. Babcia mojego męża była dla mnie archetypem miejscowej kobiety. To ona razem ze swoją siostrą raczyły mnie góralską mądrością. Godzinami, przy kuchennym piecu, snuły opowieści o dawnych zwyczajach i historiach. Prababcia męża to słynna skrzypaczka „Dziadońka” – świętej pamięci Bronisława Konieczna z Bukowiny Tatrzańskiej. Jej niezwykła postać silnej góralki, także jest dla mnie inspiracją. Górale żyją rytmem przyrody. Ich mądrość jest nieprzerwanie związana z porami roku i cyklem życia. Stare zwyczaje i zabobony miały kiedyś funkcję ochronną, porządkowały świat. Dziś kultywujemy je bezrefleksyjnie. Dla mnie są źródłem poczucia tożsamości, przynależności.

Z jednej strony są w powieści szokujące opisy zbrodni i katastrof, a z drugiej – zaskakujący humor. Co się pani podoba w takim kontraście?
W moim życiu, nawet w najdramatyczniejszej sytuacji, zawsze ratowałam się humorem. Tego nauczyła mnie moja babcia, której młodość upłynęła w okupowanym przez Niemców Krakowie. Takie jest życie. Smutek przeplata się z radością, życie ze śmiercią. Nie przepadam za napompowanymi przesadną powagą książkami. Myślę, że nie ma takich sytuacji, w której nie moglibyśmy się uśmiechnąć.

Wybrała pani na główną bohaterkę kobietę – młodą policjantkę Baśkę Zajdę. To dlatego, że dziś w popkulturze modne jest pokazywanie silnych kobiet?
Sama jestem kobietą i nie potrafię myśleć po męsku. Mówią, że w pierwszej książce autor przelewa na głównego bohatera najwięcej swoich cech. Panowie pisarze piszą najczęściej o męskich policjantach, a ja - o ambitnej pani inspektor. To logiczny wybór.

Można w powieści odnaleźć pomysłowe odniesienia do znanych seriali czy filmów kryminalnych – choćby do „Watahy” i „Fargo”. Skąd pomysł na takie puszczenie oka do czytelnika?
Często oglądam seriale na internetowych platformach. Marzę o ekranizacji „W cieniu Babiej Góry”. Taka beskidzka „Wataha”? Czemu nie? W dodatku prawdziwa historia katastrofy lotniczej w tle i tajemnicza Babia Góra. To może być hit.

Baśka Zajda zapowiada się na wytrawną panią inspektor. Planuje pani kolejne książki z tą bohaterką?
Tak, już pracuję nad kolejną powieścią. Baśka Zajda nie da o sobie zapomnieć. Wypatrujcie jej kolejnych przygód.

Wideo

Materiał oryginalny: Irena Małysa: Stare zwyczaje i obrzędy są dla mnie źródłem poczucia tożsamości - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie