Irena Wollen nie żyje

Irena Wollen nie żyje

Zdjęcie autora materiału

Dziennik Polski 24

Fot. archiwum

Fot. archiwum

Zmarła Irena Wollen, reżyser teatralny, telewizyjny i filmowy. Za kilka dni skończyłaby 77 lat.
Fot. archiwum

Fot. archiwum

Fot. archiwum

Była artystyczną podporą Telewizji Kraków. Jej dziełem jest bogaty zbiór zrealizowanych programów, spektakli, filmów. Pracowała z największymi aktorami, m.in. z Teresą Budzisz-Krzyżanowską, Anną Polony, Janem Fryczem, Krzysztofem Globiszem, Tadeuszem Malakiem, Janem Peszkiem, Jerzym Stuhrem, Jerzym Trelą.
"Królestwo zwierząt", "Wit Stwosz", "Czarowna noc", "Wspomnienie" czy "Moralność pani Dulskiej" - którą w TV zadebiutowała - to tylko niektóre tytuły zainscenizowane przez Irenę Wollen na małym ekranie.

W czasie studiów w Krakowie aktywnie współtworzyła Teatr 38, w latach 60. występowała w Teatrze Rapsodycznym, nieco później, gdy związała się z krakowskim ośrodkiem telewizyjnym, realizowała się w wielu gatunkach.

Irenę Wollen wspominają krakowscy twórcy:

LIDIA BOGACZÓWNA, aktorka, wiceprezes krakowskiego Oddziału ZASP



- Irena była kobietą "bez wieku", w środku zawsze młoda, niezłomna, niezwykle inteligentna, z uroczo złośliwym poczuciem humoru, również na własny temat. Wiele zrobiła dla ZASP-u, nie było dla Niej sprawy nie do załatwienia, zarażała energią. Mówiła: "Ty wymyślaj, a mnie zlecaj". Było dla mnie zaszczytem, że obdarzyła mnie swą przyjaźnią. Miałam też przyjemność wręczyć Jej trzykrotnie Nagrodę Syzyfa, przyznawaną za bezinteresowną pracę na rzecz Stowarzyszenia. Nie absorbowała ludzi swoją osobą do tego stopnia, że Jej choroba i śmierć ogromnie nas zaskoczyły. Mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych. Nieprawda. Cmentarze pełne są niezastąpionych. Za nimi tęsknimy. I tak będzie z Irenką.

JAN PESZEK, aktor



- Irena była bardzo ważną osobą w moim życiu zawodowym. Kiedy wróciłem do Teatru im. Słowackiego, otworzyła mi telewizyjną drogę kariery w Krakowie, angażując mnie do głównej roli w "Owczym źródle" Lope de Vegi. Później zagrałem u Ireny wielokrotnie - m.in. w "Zabawie" Mrożka, ale początki współpracy są mi szczególnie bliskie. "Owcze źródło" to było moje pierwsze spotkanie z kobietą - reżyserem. Zaskakujące, bo zobaczyłem kobietę bardzo zdecydowaną, szybko reagującą na wszystkie przejawy bałaganu na planie. Znakomicie radziła sobie ze skomplikowanymi scenami, dziejącymi się m.in. w podkrakowskich plenerach. Nigdy nie miałem w pracy z Ireną poczucia straty czasu, bo skupiała się nie na sobie, ale na pracy: perfekcyjna, świadoma tego, co robi, przy tym spontaniczna, "otwarta" na aktora i bardzo mu przyjazna. A jednocześnie z charakterem władcy.

WIKTOR HERZIG, emerytowany dyrektor teatrów



- Moje pierwsze spotkanie z Ireną miało miejsce w Piwnicy pod Baranami, gdzie Ona, będąc piękną kobietą, miała już swoją pozycję. Potem spotkaliśmy się w Teatrze Rapsodycznym, gdzie byłem aktorem. Irena także. Postanowiła zostać aktorką i, jak to Ona, postanowienie swoje zrealizowała. Pamiętam Ją z "Legendy" Wyspiańskiego, grała Muzę Wodną - była w niebieskich trykotach, powłóczysta, bardzo zgrabna, pięknie wyglądająca. Z czasem opuściła Rapsodyczny. Ale przyjaźniliśmy się nadal. A najpiękniej było w ostatnich latach, kiedy już na emeryturze zostałem asystentem Ireny podczas pracy nad filmem o Teatrze 38. O Jej i moim teatrze. Mieliśmy jeszcze zrobić film o Zygmuncie Koniecznym, scenariusz Irena miała już gotowy...
1 »

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo