Jacek Milczanowski: trzeba zdecydować, czy ratuje się ludzi, czy pozoruje działanie

Julia Kalęba
Julia Kalęba
Obsada spektaklu "Paszteciki z mózgu w konchach" w reż. Jacka Milczanowskiego na Dziedzińcu Muzeum Archeologicznego w Krakowie. Od lewej: Norbert Stałęga, Jacek Milczanowski, Paulina Dziuba, Sara Gawlik.
Obsada spektaklu "Paszteciki z mózgu w konchach" w reż. Jacka Milczanowskiego na Dziedzińcu Muzeum Archeologicznego w Krakowie. Od lewej: Norbert Stałęga, Jacek Milczanowski, Paulina Dziuba, Sara Gawlik. archiwum, Sara Gawlik
- Największym problemem jest brak proporcji. Proporcji między koniecznymi nakładami, a stosowaną pomocą. Proporcji między kosztem działalności artystycznej i administracyjnej, która pochłania coraz więcej czasu i pieniędzy. A także braku proporcji pomiędzy zapomogami dla kultury i pozostałych branż - mówi Jacek Milczanowski, aktor teatralny i filmowy, prezes Stowarzyszenia Teatrów Nieinstytucjonalnych STEN w Krakowie. Rozmawiamy o sytuacji aktorów działających w teatrach niezależnych, a także o uzyskanych w czasie pandemii dotacjach i efektach ich wykorzystania.

FLESZ - Powrót do szkół w reżimie sanitarnym

Przyjmijmy skalę od 1 do 10. Jak ocenia pan kondycję teatrów nieinstytucjonalnych po tak trudnym dla branży 2020 roku i na początku kolejnego, który na razie łaskawszy nie jest?

Dały sobie radę przynajmniej na piątkę, może szóstkę. Generalnie poradziły sobie lepiej niż wskazywałyby na to warunki.

To znaczy?

Przede wszystkim przetrwały - mimo całkowitego lockdownu, a potem kolejnych obostrzeń. Drugim sukcesem jest fakt, że – przynajmniej STEN-owi – udało się właściwie w pełni zrealizować założony program. Oczywiście, ze względu na pandemię to zadanie było znacznie trudniejsze, wymagało poświęcenia, niekoniecznie opłacalnego w sensie finansowym. Natomiast to, co było zobowiązaniem wobec naszego głównego donatora, czyli Miasta Krakowa, spełniliśmy w całości.

Dzięki przeniesieniu do sieci?

Nie tylko. Do marca udało nam się zrealizować część programu jeszcze na dawnych zasadach. Później już zupełnie nie mogliśmy grać, ale latem było to już możliwe w plenerze. Przenieśliśmy więc sporo naszych pokazów ze sceny w przestrzeń Muzeum Archeologicznego, z którym współpracuje Teatr Mumerus. Spektakle teatrów nieinstytucjonalnych są zwykle kameralne, nieprzeznaczone dla widza masowego i dużych scen, jesteśmy więc bardziej mobilni.

A jak teatry nieinstytucjonalne zapatrują się na działania w sieci? Duże sceny już z końcem ubiegłego roku zaczęły w ten sposób transmitować spektakle, także te premierowe.

W naszym wypadku pewną barierą są koszty związane z nadawaniem w sieci – koszty za wysokie w stosunku do możliwości teatrów nieinstytucjonalnych, których formą prawną jest często stowarzyszenie czy fundacja. A na te koszty składa się sprzęt umożliwiający nagranie wysokiej jakości, umowy licencyjne związanie z nadawaniem w sieci, obowiązek audio deskrypcji. W tym roku za środki ministerialne przeznaczone na rekompensatę strat wynikających z pandemii stowarzyszenie Na Scenie mogło sobie pozwolić na zakup profesjonalnej kamery. Problem w tym, że oburzona wysokimi sumami dla popularnych wokalistów opinia publiczna wymogła na rządzących obniżenie wysokości wszystkich rekompensat o 20 proc. Na kamerę nam starczyło, ale musieliśmy obniżyć honoraria artystów. Bo kamera nie stanieje.

Co zostało artystom?

Niektórym nic, innym drastycznie za mało. Na Scenie stworzyło projekt, w który zaangażowało twórców najbliżej współpracujących ze stowarzyszeniem. Dostali oni honoraria za udział w klipie. Dla niektórych wykonawców były to jedyne pieniądze w tym czasie, ale nie pokrywały choćby składki ubezpieczeniowej. STEN za pieniądze ministerialne mógł opłacić czynsz za wynajem lokalu od miasta. Dodatkowe koszty dotyczyły mediów i księgowości. Po odjęciu sum związanych z utrzymaniem teatru, artyści zostali niemal z niczym. Bogu dzięki, że nie musieli się dokładać. Za te pieniądze ledwo udało się zrekompensować straty, ale żeby móc normalnie żyć? To nie była tego typu pomoc. Bardzo potrzebna, ale nie taka.

Uzasadnione są wątpliwości, czy teatry nieinstytucjonalne przetrwają kolejne miesiące?

Najbardziej uzasadnione są obawy, czy przetrwają ci, którzy w teatrach nieinstytucjonalnych występują. STEN w 2019 roku zatrudniało 30 osób, freelancerów albo osoby zatrudnione na etatach cząstkowych.

Przyjrzyjmy się freelancerom.

Każdy z nich musi płacić składki w wysokości 1,5 tys. miesięcznie za ubezpieczenie, w czasie pandemii został zwolniony z opłat za 3 miesiące. Oczywiście, może ubiegać się o pomoc w postaci zapomóg. Zapomoga wynosi 1,8 tys. zł. Załóżmy, że jest wytrwały i otrzymuje trzy zapomogi, wówczas w ciągu trzech miesięcy zostaje mu 900 zł. I tu pojawia się największy problem – braku proporcji. Proporcji między koniecznymi nakładami, a stosowaną pomocą. Proporcji między kosztem działalności artystycznej i administracyjnej, która pochłania coraz więcej czasu i pieniędzy. A także braku proporcji pomiędzy zapomogami dla kultury i pozostałych branż.

Aktorzy uciekają do innych fachów?

Spora część naszych wykonawców na co dzień łączyła działalność artystyczną z pracą w branży gastronomicznej. Często dorabiali jako barmani i z napiwków potrafili zarobić więcej niż z teatru. Ale teraz nawet to już nie jest alternatywą. Co gorsze, tych alternatyw robi się coraz mniej. W nieco lepszej sytuacji pozostają aktorzy pracujący w oświacie. Nie zarabiają wiele, ale mają stabilne źródło utrzymania. Oni przetrwają. Oczywiście każdemu czasem zdarza się jakiś plan filmowy lub reklama i wtedy na pewno nie odmawia udziału.

Jeżeli pana zdaniem sieć nie jest alternatywą, to co mogłoby nią być?

To, że przeniesienie teatru na żywo do Internetu nie stanowi dla nas wyjścia, jest nie tylko kwestią ideową, i nie tylko spojrzeniem na to pod kątem kosztów i korzyści. To również kwestia oceny działalności w sieci, która – moim zdaniem – jest działalnością pozorną. Trzeba więc po pierwsze zdecydować, czy ratuje się ludzi, czy sprawia pozory działalności. Produkowanie czegoś i zużywanie ludzkiej energii na produkt niedoskonały, nieciekawy, nieoglądany, tylko po to, by powstał, jest marnowaniem ludzkiej energii i pieniędzy podatnika. Chcąc ocalić teatr, nie powinniśmy za wszelką cenę pchać produktów teatralnych do Internetu, tylko pracować np. nad nowymi scenariuszami, które mogą przeczekać czas pandemii i wrócić na scenę w tradycyjnej formie po kolejnym otwarciu teatrów. Drugim rozwiązaniem mogłoby być sponsorowanie zdobywania przez aktorów teatralnych innych kompetencji. Tworzenie studiów nagrań, doskonalenie w występowaniu przed kamerą.

W takim razie czy jest w ogóle coś, co pozostawiłby pan z ubiegłego roku w stałym repertuarze?

Na pewno. Ostatni sezon uważam zresztą za bardzo ciekawy. Dzięki wspomnianym występom na dziedzińcu Muzeum Archeologicznego odkryliśmy nowe możliwości. Dowiedzieliśmy się także czegoś bardzo ważnego – że potrzeba żywego teatru w ludziach jest i jest ona bardzo silna. W każdym razie silniejsza, niż przypuszczaliśmy. Chciałbym jeszcze raz przeżyć to, co wtedy, gdy w rzęsistym deszczu graliśmy dla publiczności, a widzowie przez ponad godzinę wytrwale oglądali nasz spektakl, by po wszystkim wstać i z parasolami w dłoniach spróbować bić brawo.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie