reklama

Jagnięcina z baraniego szlaku

RedakcjaZaktualizowano 
Rozmowa z Grzegorzem Tabaszem, przyrodnikiem i prezesem Stowarzyszenia "Greenworks - Nasze Karpaty", które propaguje hodowlę owiec na górskich łąkach.

Gdzie się podziały owce z beskidzkich hal?

- Nasze owce wydusiła "niewidzialna ręka rynku" dwadzieścia lat temu. Wolny rynek sprawił, że hodowla owiec w górach (i nie tylko) stała się z dnia na dzień nieopłacalna. Czary goryczy dopełnił eksport mrożonej jagnięciny z antypodów czyli Nowej Zelandii. I tym sposobem z trzech milionów owiec ostało się ich najwyżej dwieście tysięcy. Owczarstwo stało się zajęciem hobbystów.
Czy wasze przedsięwzięcie pod nazwą "Barani Szlak", którego celem jest przywró cenie tradycji hodowli owiec na terenie Beskidów przynosi jakieś efekty?
- Dzięki naszej pomocy dziewięć gospodarstw utrzymuje stado o łącznej liczbie 300 sztuk. I "nasze" owieczki rosną powoli w liczbę w gospodarstwach od Rytra, przez pasmo Jaworzyny Krynickiej, aż do Krynicy.
Czy trudno przekonać gospodarzy, żeby zajęli się hodowlą owiec?
- W większości są to osoby, które kiedyś owczarstwem się zajmowały. Więc chętnie wracają do źródeł. Wreszcie w warunkach górskich owce są zwierzętami, które po prostu lepiej się sprawdzają niż na przykład krowy. I co tu kryć, o ile produkcja mleka objęta jest unijnymi ograniczeniami (słynne kwoty mleczne), to owce póki co nie.
Czy hodowcy owiec znajdują chęt nych do nabycia jagnięciny?
- Ostatnio obserwujemy, że ludziom "przejadły" się tanie produkty z marketów o fatalnym smaku i chemizowane. Jesteśmy też bogatsi, szukamy rzeczy smacznych, choć droższych. Jagnięcina zaczyna być poszukiwana. I tu mamy dziwaczny kłopot. Rolnik ma owcę, może ją zabić i zjeść. Ale sam. Gdy chce ją sprzedać, natrafia na drabinę przepisów. Biurokracja jest olbrzymia, jakieś absurdalne wymagania i kary. Efekt: w sklepach mamy drogą jagnięcinę z końca świata, a naszej klient nie znajdzie nawet w Zakopanem...
Od kilku lat wasz projekt wspiera Roman Kluska, biznesmen, który porzucił miasto, zamieszkał w Łosiach k. Krynicy i hoduje tam owce, propagując walory mięsa i mleka jagnięcego. Czy jego udział w przedsięwzięciu pomaga sprawie?
- Bardzo. Pan Kluska zdobył olbrzymie doświadczenie praktyczne nie tylko w hodowli owiec w warunkach górskich, ale także w przetwórstwie mleka. I dzieląc się tą wiedzą, pomaga nam. Wybudował supernowoczesny zakład, który już produkuje owcze sery. Nikt takich u nas nie wytwarza, popyt jest duży, choć cena wysoka. Stworzył podstawę opłacalności produkcji owczarskiej, bo będzie skupował mleko od naszych rolników. W Polsce pokutuje przekonanie, że barani na to niesmaczne mięso. Tymczasem na zachodzie Europy jest bardzo popularna. Sądzi Pan, że uda się przekonać Polaków do potraw z barana?- To prawda, ludzie przywykli do "gumiastych", bezsmakowych drobiowych filetów. Znam słynące z doskonałej kuchni schronisko w naszych górach. Jesienią namówiliśmy ich do powiększenia menu o jagnięcinę. Po pół roku danie pod tytułem "jagnięcina w sosie porowym" stało się przebojem, który wypiera inne dania.
W najbliższą środę "Greenworks" organizuje w Uhryniu k. Łabowej spotkanie, podczas którego Roman Kluska pokaże, jak przyrządzać jagnięcinę. Do kogo jest adresowany ten pokaz?
- Prócz Romana Kluski, który zaserwuje specjalną potrawę z jagnięciny, jeden z naszych rolników będzie na oczach gości przygotowywał (i częstował) jagnięciem z rożna. Zaprosiliśmy renomowane restauracje, które już mają w ofercie jagnięcinę. Jak zechcą, mogą poszerzyć ofertę. Przepisy i kulinarne szczegóły są gratis. I co tu kryć, liczymy, że zaczną kupować u naszych rolników, właścicieli ekologicznych gospodarstw, a nie jagnięcinę z Nowej Zelandii. A media, które są potęgą, może też przekonają się, że jagnięcina jest po prostu smaczna...
Czy w Pana domowym menu znaj dują się dania z baraniny?
- Oczywiście, ale jako danie specjalne, uroczyste, którego przygotowanie jest rodzajem rytuału. Głównie duszo na na różne sposoby w winie. Niemniej jagnię z rożna jest najlepsze, choć to impreza na cały wieczór i kawałek nocy...
Rozmawiała Monika Kowalczyk

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3