Jak przygoda, to tylko w Czarnobylu

Jak przygoda, to tylko w Czarnobylu

Zdjęcie autora materiału

Dziennik Polski 24

Niedawno z "zony" - zamkniętej strefy wokół dawnej elektrowni atomowej w Czarnobylu wrócili uczestnicy wyprawy, którą zorganizowało jedno z biur podróży. Jak podaje Mateusz Rak z krakowskiego oddziału firmy, w tym roku okolice elektrowni zwiedziło już sześć grup.

TURYSTYKA. Biura z powodzeniem sprzedają największą wpadkę cywilnego przemysłu atomowego

Czarnobyl wciąż kojarzy się z awarią reaktora nr 4 i z niebezpiecznym poziomem promieniowania. Jednak od katastrofy w 1986 r. wiele zmieniło się. Jak podkreśla Marek Pawłowski z Instytutu Problemów Jądrowych, wyjazd do "zony" nie jest samobójczą misją.

- Do Czarnobyla warto pojechać. Na miejscu można zobaczyć, jak bardzo przesadzone były pogłoski o strasznych skutkach nieszczęścia w elektrowni.
Uczestników wycieczki zaskoczy bujna przyroda, która świetnie się ma w zamkniętej strefie. Od razu dodam, że ta bujność jest naturalna. Żadnych dwugłowych zajęcy nie zobaczymy. Jeśli wycieczkowicz wyposaży się w miernik promieniowania, uzyska odczyt zbliżony do wyników pomiaru na pl. Defilad w Warszawie lub na Rynku Głównym w Krakowie - mówi Marek Pawłowski.

Czterodniowe wycieczki cieszą się wielkim powodzeniem. Grupy wrześniowe i październikowa zostały już skompletowane, jeszcze można zapisywać się na listopad. Inny pomysł mają w konkurencji. Jedno z krakowskich biur turystycznych proponuje tygodniową wyprawę na Ukrainę, podczas której Czarnobyl będzie tylko jedną z atrakcji.

- Naszą specjalnością są wyjazdy, których uczestnicy mają być maksymalnie blisko lokalnych warunków życia. Na takich zasadach organizujemy tzw. trekingi w Afryce czy w Azji. Także na Ukrainie turyści będą unikać luksusów, podróżować miejscowymi środkami transportu. W strefie zamkniętej spędzą jeden dzień, miejscowa administracja nie chce zgadzać się na dłuższy pobyt. Wyjazdem zainteresowali się przede wszystkim młodzi ludzie - informuje przedstawiciel firmy Dominik Padalis.

Przewodnicy w "zonie" dysponują sprzętem do pomiarów promieniowania. Jak informuje Padalis, wycieczkowicze mogą wypożyczyć ubrania ochronne. Mateusz Rak dodaje, że obiady dla turystów nie są przygotowywane na bazie produktów z "zony". Organizatorzy wycieczek podkreślają, iż nie ma powodów do obaw przed radiacją. Uważać trzeba raczej na zdegradowane budynki, których od masowej ewakuacji w 1986 r. nikt nie konserwuje.

To właśnie klimat opuszczonych osiedli jest przynętą, która przyciąga turystów do "zony". - Lubię porzucone budynki, zwiedzam je w Polsce, a na Ukrainie miałem do dyspozycji całe puste miasto. Najwięcej emocji czułem, gdy z wieżowca spoglądałem na okolicę. Było widać bezludne miasto i tzw. sarkofag w miejscu zniszczonego reaktora - wspomina Leszek, jeden z wycieczkowiczów.

Klaudiusz był w strefie wiele razy. Przyciągnęło go to, że to miejsce jest jedyne w swoim rodzaju. Wrażenie zrobiło na nim zwłaszcza wysiedlone miasto Prypeć. Mateusz Rak wielokrotnie towarzyszył grupom turystów. Mówi, że klimatu Czarnobyla nie oddadzą żadne zdjęcia i że to trzeba zobaczyć na własne oczy.

Wyprawy do strefy są interesujące także dla miłośników gry komputerowej S.T.A.L.K.E.R., której fabuła luźno wiąże się z Czarnobylem i okolicami. Zamknięty charakter tamtejszych terenów sprawia, że wrażenia z wycieczki są niezapomniane. Wielu Polaków sfotografowało się pod piramidami Egiptu, nieliczni mają zdjęcie na tle pozostałości po reaktorze nr 4.



ŁUKASZ GRZYMALSKI

redakcja@dziennik.krakow.pl

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo