Jako dziecko pracowała za jedzenie i ubranie. Przeżyła trudne chwile, a dziś radośnie obchodzi stulecie

Barbara Ciryt
Barbara Ciryt
Feliksa Hrabia z Czubrowic skończyła sto lat. Energiczna i radosna wspomina dawne czasy Fot. Archiwum rodzinne
Feliksa Hrabia z Czubrowic pełna pogodnego uśmiechu przyjmowała gości z okazji setnych urodzin. Opowiadała ciekawe historie ze swojego życia o pożarze domu rodzinnego, o tym, jak poszła na służbę jako dziecko, o aresztowaniu w czasie wojny i pracy w lesie i przyjaźni z Żydami.

FLESZ - Ogród na balkonie

Obchody setnych urodzin pani Feliksy przypadły na czas pandemii koronawirusa. Mimo to Jubilatkę odwiedziły władze samorządowe z gminy Jerzmanowice-Przeginia z wójtem Tomaszem Gwizdałą na cele, przywieźli listy gratulacyjne od premiera i wojewody. Gospodyni zachwyciła swoich gości radosnym usposobieniem.

Pani Feliksa urodziła się w Czubrowicach jako najstarsza z dziewięciorga rodzeństwa. Gdy była kilkuletnim dzieckiem we wsi wybuchł pożar, spłonęło doszczętnie siedem domów w tym kilka należących do rodzin żydowskich oraz jej rodzinny dom. - Mama opowiadała o tym wiele razy - mówi Kazimierz Hrabia, syn Jubilatki.

Z tamtych czasów pani Feliksa miała kolegów i koleżanki z żydowskich rodzin, który w końcu wyjechali do Izraela, a ona czasem zastanawia się jak żyją Peśka, Josiek i Hilek. Wspomina przy okazji, że wszyscy pogorzelcy szukali wtedy schronienia u sąsiadów i swoich rodzin. - Żydzi byli bogaci, to szybko odbudowali domy, a nasza rodzina długo musiała odrabiać te straty - przypomina.
Rodziny pani Feli nie było stać nawet na utrzymanie wszystkich dzieci. Ona jako najstarsza córka musiała pójść na służbę. - Miałam 8 lat, gdy zaczęłam pracować u bogatych gospodarzy. Pasłam krowy za jedzenie i ubranie - opowiada.

Jej syn zaznacza, że nigdy na to nie narzekała. Przeciwnie cieszyła się, że nie była tam głodna, że trafiła do tych gospodarzy, którzy mieli dwa domy. W jednym z ich była szkoła, do której mogła uczęszczać 8-letnia pastuszka krów. Oczywiście przed pójściem do szkoły musiała wypełnić swoje obowiązki. Wstawała o 5 rano, żeby napaść krowy i zdążyć do szkoły. Po powrocie z lekcji znów szła do pracy w gospodarstwie. I tak codziennie przez dwa lata. Gdy jej rodzice odbudowali dom - wróciła do swoich, ale wkrótce dalej poszła na służbę do Filipowic, a następnie do Chrzanowa, skąd wróciła tuż przed wojną.

W czasie okupacji miejscowa ludność handlowała swoimi produktami rolnymi. Kiedyś pani Feliksa została złapana podczas przekraczania granicy Rzeszy i trzy miesiące spędziła w więzieniu w Wadowicach. Jako aresztantka pracowała w lesie przy ścince drzew. - To był trudny czas dla młodych ludzi, bo okupanci łapali ich i wywozili na roboty do Niemiec. Mama i jej rodzeństwo wiąż musieli się ukrywać przez łapankami. Na szczęście kuzyn był sołtysem i jeśli dowiedział się o łapankach to ostrzegał ich, żeby się chowali - opowiada Kazimierz Hrabia.

Potem pani Feliksa dostała pracę jako goniec w szpitalu w Krakowie. Nie dopracowała tam do końca wojny, bo w 1944 roku wyszła za mąż za Bartłomieja Hrabię, pierwszego w Czubrowicach górnika z kopalni Kazimierz Juliusz. Pani Feliksa zaczęła prowadzić dom i pracować w swoim gospodarstwie rolnym. Małżonkowie wychowali czworo dzieci: jedną córkę i trzech synów. - Wybudowali pierwszy we wsi murowany dom z cegły przywożonej z Zielonek. Wtedy mama jako pierwsza w Czubrowicach kupiła pralkę - wspomina jej syn.

Jednak przeciwności losy nie opuszczały pani Feliksy. Zmarła jej córka - w wieku 25 lat zachorowała na nowotwór i osierociła 3-letnie dziecko i męża. Dziś Jubilatka ma 12 wnuków i 6 prawnuków. Jej mąż zmarł 22 lata temu. Mieszka z synem Kazimierzem i synową Genowefą oraz wnukiem Szczepanem. - Szanujemy ją i dbamy o nią. Wieczorami ogląda wiadomości w telewizji lub wspomina dawne historie, bo lata swojej młodości pamięta najlepiej - mówi jej synowa pani Genowefa.

Seniorce rodziny na co dzień pomaga także wnuk. - Babcia jest dla mnie bardzo ważną osobą. Zawsze mogłem liczyć na jej pomoc i wsparcie. Jej podejście do życia budzi u mnie podziw. Cieszę się, że doczekała tak wspaniałego jubileuszu jakim są setne urodziny - mówi jej wnuk Szczepan Hrabia.

Mimo trudów życia Stulatka jest pogodna i gościnna. Synowie na urodziny obdarowali ją bukietem stu róż i zaznaczają, że zaległa uroczystość jubileuszowa nie została odwołana tylko przeniesiona na cieplejsze dni, po pandemii.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Moja babcia opowiadała mi, że dawniej była bardzo wielka bieda. Swego czasu nawet poszła coś sprzedać i zarobić na kleparz do Krakowa. W jedną stronę z Przegini to 30km. Jak wracała to była bardzo głodna do tego stopnia, że nie miała sił już iść. Przez 10 lat chodziła do pracy na nogach do OFNE w Olkuszu - w jedną stronę 10km i 8h pracy w fabryce. Wtedy kupowało się cukier na wagę z worka zbiorczego w sklepach. Opowiadała jak zawsze kupowała 20 dkg. Przeżyła 87 lat. Szkoda nawet pisać........

Dodaj ogłoszenie