Jam dwór polski...

Zdjęcie autora materiału

Dziennik Polski 24

Upadek zaczął się już w XIX wieku, po powstaniu listopadowym

Jacek Sypień


Jacek Sypień








Upadek zaczął się już w XIX wieku, po powstaniu listopadowym


   "Na pagórku niewielkim, we brzozowym gaju, stał dwór szlachecki, z drzewa lecz podmurowany; Świeciły się z daleka pobielane ściany..." O takim domu marzy chyba każdy mieszkaniec ciasnych M-klatek w blokowiskach.
Ale dworów szlacheckich praktycznie już nie ma. Te, które przetrwały wojenne zawieruchy i reformę rolną, są najczęściej pustymi dekoracjami zasiedlonymi przez szkoły, wiejskie biblioteki lub biura.
   "Dwór trzeba budować podług nieba i zwyczaju polskiego" - pisał w 1659 roku w książce poświęconej dworom Łukasz Opaliński, marszałek koronny. Dwory, najczęściej z bali modrzewiowych, stawiano na wzniesieniu, aby lepiej było ich bronić. Niestety, za sprawą obcych wojsk i własnej nieostrożności drewniane dwory często padały ofiarą pożarów. Nic dziwnego, że już u schyłku XVI stulecia nuncjusz papieski Malaspina, przebywając w jednej z takich wiejskich rezydencji, wyraził się dowcipnie, iż "nigdy w życiu nie widział tak pięknie ułożonego stosu paliwa".
   Urządzenie dworów też znacznie odbiegało od obrazu wyidealizowanego przez późniejszą literaturę. Ławy zamiast krzeseł, kołki w ścianach zastępujące szafy, lepione piece. Ale bywało, że wśród zwyczajnych sprzętów leżał szyszak spod Grunwaldu czy kiwający się stolik konsumowany przez kilka pokoleń korników - pamiątka po prababci, która dostała go ponoć od samego Napoleona. Tradycją były otwarte na oścież drzwi - symbol gościnności, wieniec dożynkowy wiszący u powały w sieni, park otaczający dwór. Tradycja była też zapisana na stropowych belkach, gdzie poza datą budowy i herbem wycinano w drewnie sentencje, najczęściej parafrazy Kochanowskiego. "Jam dwór polski, co walczy mężnie i strzeże wiernie" - głosił napis na dworze w Pęcicach, będącym własnością Potockich.
   Upadek dworów rozpoczął się już w XIX wieku. Po powstaniu listopadowym 5 500 dworów zostało zabranych przez Rosjan prawowitym właścicielom. Kilkanaście lat później kolejne pół tysiąca dworów padło łupem chłopstwa podczas rabacji galicyjskiej. Do upadku dworów przyczyniły się też reformy uwłaszczeniowe. Choć paradoksalnie - czasami przetrwaniu starych dworów sprzyjała bieda ich właścicieli. W bogatej Wielkopolsce szlachta burzyła stare, klasycystyczne dwory, aby stawiać na ich miejsce okazałe, lecz często bezstylowe pałacyki.
   Ostateczny cios zadała dworom reforma rolna z 1944 roku. Choć parcelacji miały podlegać majątki powyżej 50 hektarów, w praktyce większość właścicieli wyrzucono z dworów z zakazem osiedlania w tym samym powiecie, a dwory niszczały. Przed kilkoma laty było ich w Polsce niespełna 900, z czego tylko kilkadziesiąt zamieszkanych.
   Dlatego takim wyjątkiem są dwa położone niedaleko siebie dwory w Tarnawie i Glanowie, niewielkich wioskach w powiecie olkuskim, na północ od Krakowa. Te dwory nieprzerwanie od ponad stu lat są rodzinnymi gniazdami dwóch linii rodziny Novaków.

Połączyły ich powstania



   W rodzinnym archiwum Novaków zachował się pisany po łacinie dokument, z którego wynika, że ta węgierska rodzina uzyskała szlachectwo w 1625 roku w Alba Iulia, niewielkiej miejscowości w Siedmiogrodzie. Pod koniec XVIII wieku przenieśli się do Polski. Służyli u Lubomirskich, potem byli zarządcami dóbr Mieroszewskich. Stanisław Novak podczas powstania listopadowego zaprzyjaźnił się z Leonem Bończą-Rutkowskim. Po klęsce powstania musieli uciekać z Warszawy. Stanisław został zarządcą zamku w Pieskowej Skale, jego przyjaciel Rutkowski wziął w zarząd pobliski Glanów.
   Koło południa, 15 sierpnia 1863 roku oddział powstańczy idący z Krakowa dotarł do dworku w Glanowie. Wtedy dwór zaatakowali Rosjanie. Rutkowski jako doświadczony żołnierz przejął dowodzenie obroną. Rosjanie podpalili dwór, wewnątrz którego broniło się kilkunastu powstańców. Kiedy wieczorem Rosjanie zwinęli oblężenie, a powstańcy opuszczali dwór, zabłąkana kula jakiegoś rosyjskiego marudera trafiła Rutkowskiego. Zginął na miejscu.
   Jeszcze przed powstaniem Rutkowski i Novak postanowili pożenić swoje dzieci. Obiecali sobie też, że zostaną pochowani we wspólnym grobie. I tak się stało. Konstanty Novak ożeniony z córką Rutkowskiego objął Glanów po śmierci teścia. Potem jego młodszy syn Leon przejął Glanów, a starszy Mieczysław dostał w 1888 roku majątek z dworem w sąsiedniej Tarnawie. Od tego czasu te dwa dwory są w rękach rodziny Novaków.

Glanów - powstańczy dwór



   - Stąd padły strzały - starszy, siwy już mężczyzna ze staropolskim, płowym wąsem pokazuje na kopiec wiejskiej piwniczki w ogrodzie dworu w Glanowie. Teraz na pamiątkę stoi tam drewniana armata. - Właściwie było już po bitwie, ale jacyś rosyjscy maruderzy zauważyli, że ktoś wychodzi z dworu, którego nie mogli zdobyć przez cały dzień. W ten sposób zginął Leon Rutkowski, dzierżawca dworu, który kierował jego obroną.
   Do dzisiaj atmosfera we dworze przypomina wydarzenia sprzed lat. Ze ścian spoglądają z portretów narodowi bohaterowie, zegar na komodzie gra powstańczą pieśń. Obok wisi spłowiały słucki pas i myśliwskie trofea. Niemym świadkiem tych wydarzeń jest wiszący nad drzwiami osmalony obraz Matki Boskiej, który zachował się, cudem uratowany z pożogi. - Mieliśmy we dworze jeszcze broń powstańczą: dubeltówki i pistolety skałkowe, ale zaraz po wojnie skonfiskowali ją funkcjonariusze UB - mówi Zbigniew Novak. Zabrali też wiele rodzinnych pamiątek, ale ostały się stare przyrządy weterynaryjne, które leżą teraz na półkach w salonie. Kiedyś używał ich Tadeusz Novak, który przejął dwór w latach dwudziestych. Był współzałożycielem szkoły rolniczej w Trzyciążu, która istnieje po dziś dzień. Rok przed wojną został posłem na Sejm RP. Jego żona Maria pochodziła z arystokratycznego austriackiego rodu Reichert von Reichantal. - Matka była niezwykłą kobietą. Ukończyła studia ogrodnicze. Znała pięć języków obcych. Malowała, komponowała i grała na fortepianie - właściciel dworu pokazuje oprawiony w skórę album. Ze zdjęcia spogląda młoda kobieta o mądrych oczach.
   Tadeusz Novak walczył w kampanii wrześniowej, a po klęsce wrócił do Glanowa. Udało mu się uniknąć aresztowania.
   Po stromych schodach wspinamy się na olbrzymi strych nad dworem. W rogu widać resztki desek. Kiedyś była z nich zbudowana skrytka, w której podczas okupacji ukrywała się prof. Laura Kaufman, genetyk z Puław, która po wojnie ośmieliła się przeciwstawić teoriom Miczurina. Ukarano ją blokując jej zgłoszenie do Nagrody Nobla. We dworze ukrywali się Żydzi i wygnani z Pomorza Polacy. W komórce, gdzie teraz leżą łopaty i grabie, była pochowana partyzancka broń.
   Koniec okupacji nie oznaczał końca kłopotów. Tadeusz Novak został po raz pierwszy aresztowany przez UB w 1945 roku. Wypuszczono go z więzienia po interwencji jednego z Żydów, który przez prawie całą wojnę ukrywał się we dworze, a jak się później okazało - miał dobre kontakty z działaczami KPP. Jednak miesiąc później do dworu przyjechała ekspedycja z olkuskiej "bezpieki". - Zabrali meble, książki, obrazy, zabytkową broń, a nawet zdjęcia z rodzinnych albumów. Wszystkich domowników ustawili pod ścianą, trzymając nas pod lufą karabinu maszynowego. - wspomina Zbigniew Novak. Zabrali przedmioty, ale nie udało im się odebrać atmosfery. W salonie dworu zrobiło się ciemno, gospodarz zapala lampę, którą zaprojektował Stanisław Wyspiański. Zbliża się noc.

Tarnawa - a dwór trwa...



   Dwór ukazuje się powoli. Z asfaltowej drogi przebiegającej przez Tarnawę trzeba skręcić w wąską dróżkę pomiędzy szpalerem wysokich topoli. Po chwili zza pyszniących się złotem i czerwienią jesiennych drzew wyłania się dwór w Tarnawie.
   - Widzę, że podoba się panu mój dwór - mówi Mieczysław Novak, starszy, szczupły mężczyzna, właściciel dworku. - Zanim wejdziemy do środka, chodźmy do parku. Coś panu pokażę. Szeroka aleja prowadzi w dół do stawu. Podchodzimy do kamienia położonego na drugim brzegu.
   - Proszę na nim stanąć, trochę się pochylić i spojrzeć w lustro wody - mówi. W tafli wody odbija się cały budynek dworu obramowany jesiennymi drzewami. - To nie przypadek. - mówi Mieczysław Novak. - Ten park oraz staw zaprojektował i wykonał w 1930 roku mój ojciec, profesor architektury Zygmunt Novak.
   Wracamy do dworu. Wokół rosną stare modrzewie i brzozy. Drzewa tworzą naturalną scenę, której centrum stanowi biały, kryty gontem dwór. - Ojciec zdawał sobie sprawę, że dom, choć zabytkowy, musi nadal żyć i zmieniać się według potrzeb, ale nauczył nas, jak zachować jego charakter - rozpoczyna swą opowieść gospodarz. - Proszę przeczytać, co napisał w jednej z książek - wyciąga gruby wolumin. "...Data na belce domu: A.D. 1784 D. 27 July - którą mój brat odkrył pod tynkiem w 1927 roku. Utwierdzała nasz szacunek dla starości domu rodzinnego, ale los jego już wcześniej w naszych uczuciach był rozstrzygnięty - utrzymać wbrew wszelakiej materialnej logice chwili".
   - Kiedy w 1972 roku sprowadziłem się z Krakowa do Tarnawy, znajomi stukali się w czoło. Tutaj nie dojeżdżały nawet autobusy PKS. Teraz chętnie poszliby w moje ślady. Ja zresztą nigdy nie zerwałem z Krakowem. Czasami żartuję, że jestem krakowianinem mieszkającym w Tarnawie - wspomina Novak, który jest dyrektorem szkoły rolniczej w Trzyciążu. Tej, którą zakładał Tadeusz Novak, właściciel dworu w Glanowie.
   Wspomina, że kiedy przeniósł się z Krakowa do Tarnawy, dwór wybudowany w 1784 roku jako uposażenie klasztoru Norbertanek w pobliskich Imbramowicach wymagał pilnego remontu. Przeciekał kryty papą dach, nie było łazienki i centralnego ogrzewania. Trzeba było skuć tynki, wymienić podłogi i część stropów. Na dachu położono prawie 29 tysięcy sztuk specjalnie łupanego gontu. Po remoncie dwór odzyskał dawną świetność. Siedzimy w pięknym, pięciobocznym pokoju. Przez okna widać pełen jesiennych kwiatów ogród, zza drzew wygląda zachodzące słońce. Jego promienie padają na wiszący na ścianie niewielki portret młodego mężczyzny o poważnej twarzy. - To mój pradziad Stanisław Novak. Był porucznikiem ułanów, walczył w powstaniu listopadowym, a za męstwo został odznaczony Krzyżem Virtuti Militari - wyjaśnia gospodarz. - Ten portret malował jego przyjaciel ze studiów, Artur Grottger. Takich historycznych pamiątek jest we dworze więcej. W księdze pamiątkowej widnieją wpisy Czesława Miłosza, prezydenta Kaczorowskiego, Wiktora Zina, Jerzego Stuhra i Kazimierza Kutza. Dedykacje tych ostatnich to pamiątki po kilku filmach, które były realizowane w sceneriach tarnawskiego dworu. Tutaj między innymi rozgrywała się akcja "W małym dworku" według Witkacego.
   - Czy przetrwały u nas jeszcze jakieś szlacheckie zwyczaje? - zastanawia się Mieczysław Novak. - Chyba tradycja nadawania w naszej rodzinie na przemian imion Zygmunt i Mieczysław, która trwa już sto lat. Do niedawna nie było we wsi kościoła i przed świętami wielkanocnymi wszyscy mieszkańcy Tarnawy przychodzili pod dworek ze święconym, ustawiali się wokół gazonu, a w środku stał ksiądz z kropidłem. Po chwili szukania wyciąga z grubej teczki zdjęcie z takiego święconego zrobione w 1905 roku.
   Czas się żegnać, dopijam chłodną już herbatę stojącą na olbrzymim stole. Na jego porysowanym blacie dosłownie zapisana jest historia kilku pokoleń. - Odkąd pamiętam, w domu zawsze był ten duży stół, przy którym zbierała się cała rodzina - Novak delikatnie kładzie ręce na ciemnym blacie. Czasami nie było co położyć na stole, ale każdy był przy nim chętnie widziany i ciepło ugoszczony. Ten dwór przyciąga dobrych ludzi - mówi na pożegnanie Novak.

Komentarze

Dodajesz komentarz jako: Gość

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Liczba znaków do wpisania:

zaloguj się

Najnowsze wiadomości

Zobacz więcej

Najczęściej czytane

Polecamy

Wideo