Jan G.-S. porywał ludzi w Małopolsce, po ekstradycji z Brazylii czeka go proces w Krakowie

Artur Drożdżak
Artur Drożdżak
Oskarżony Jan S.
Oskarżony Jan S. Artur DRożdżak
Siedem zarzutów ciąży na 43-letnim Janie G.-S., którego prokuratura oskarżyła porwania dla okupu, rozboje i wzięcie zakładnika. Mężczyzna uciekł do Brazylii, gdy rozbito gang, którego był członkiem. W ub.r. po czterech latach oczekiwania doszło do ekstradycji mężczyzny do Polski, teraz stanie przed sądem, Grozi mu 15 lat więzienia.

Pochodzący z Nowego Targu Jan G.-S. ps. Góral to barwna postać z półświatka. Miał już wyrok sądeckiego sądu za produkcję i obrót narkotykami, ale to było w 2006 r. Usłyszał wtedy skazanie na 2 lata i 10 miesięcy, skuteczna apelacja wyrok mu zmniejszyła i zawiesiła wykonanie kary. Na rok wylądował w psychiatryku, gdy uznano, że jest niepoczytalny.

Szybko cudownie ozdrowiał i niebawem wyszło na jaw, że między rokiem 2004, a 2007 rozkręcił ze wspólnikami produkcję amfetaminy w Groniu na Podhalu. Dostarczał chemikalia, a pochodzący z Gdańska genialny chemik Marcin T. robił swoje. Właściciel domu przymykał oczy na nielegalną produkcję w piwnicy, prosił tylko, by zrobić obejście prądu, bo nadmierne zużycie energii mogłoby wzbudzić podejrzenia policji. I tak nie uniknął wpadki, bo policja w końcu dowiedziała się, w którym miejscu wyprodukowano co najmniej 35 kg amfetaminy wartej 450 tys. zł Sprawcy robili tam też „speed” będący mieszaniną środków odurzających, amfy i marihuany. Produkcja szła na rynek krajowy i częściowo była przemycana w tapicerce auta do Austrii. Sam gang działał długo, bo 13 lat aż do 2007 r., a Jan G.-S. w pewnym momencie był jego ważnym członkiem. Odbierał amfetaminę i przekazywał ją stojącemu wyżej w hierarchii Jackowi F. Ten dawał mu 100 dolarów za każdy kilogram narkotyków, w sumie wręczył 1500 dolarów. Po wpadce gangu Jacek F. został świadkiem koronnym i opowiedział o funkcjonowaniu grupy. Po rozbiciu gangu jego członkowie usłyszeli wyroki oscylujące koło 3 lat więzienia. Po narkotykach Jan S. wziął się za inną działalność. Jesienią 2006 r. siedział za kółkiem auta zaparkowanego na trasie wędrówki handlarza walut z Nowego Targu, którego ze wspólnikami zamierzał obrabować. Obok pojazdu czekali Jarosław P. i Grzegorz N., a rolą kolejnego wspólnika Rafała P. było śledzenie handlarza na bazarze i telefonicznie powiadomienie, czy już zbliża się do auta porywaczy. Przestępcy planowali, że gdy handlarz będzie w pobliżu we trzech wciągną go do pojazdu, obezwładnią i obrabują. Plan się powiódł częściowo.

Faktycznie Wojciech B. został uprowadzony z ulicy, gdy spokojnie szedł w kierunku dworca. Jarosław P. i Grzegorz N. siłą wepchnęli go do audi choć mieli z tym duży kłopot, bo nogi bardzo wysokiego Wojciecha B. ledwie się mieściły w środku samochodu. Pokrzywdzony został pobity, wywieziony na obrzeża Nowego Targu i obrabowany z posiadanych walut. Miał wówczas przy sobie 1,8 mln koron słowackich, a w przeliczaniu na polskie pieniądze to było wtedy około 190 tys. zł. Po rabunku bandyci zamknęli pokrzywdzonego w bagażniku. Sam się z niego uwolnił, gdy porywacze odeszli w nieznanym kierunku.

Teraz Jan S. odpowie za to przestępstwo, podobnie jak za wymuszenie 400 tys. zł od księgowego krakowskiej spółdzielni mieszkaniowej. Ma też Jan G.-S. zarzut usiłowania porwania jednej dziewczyny i uprowadzenia innej. Od jej rodziny za uwolnienie sprawcy w 2011 r. zdobyli okup 333 tys. euro. Z okupu udało się odzyskać 100 tys. euro, reszta przepadła.Za ten czyn 13 osób w 2012 r. oskarżono i już skazano i prawomocnie skazano na kary do 8 i pół roku więzienia.

Jan S. po rozbiciu gangu porywaczy przed wpadką uciekł do Chicago w USA, potem pod zmienionym nazwiskiem przedostał się do Brazylii. Wpadł w 2014 r. w jednej z faweli w Rio de Janeiro za handel narkotykami i bronią. Pozostało mu tylko czekać na ekstradycję do Polski. Po czterech latach to się stało faktem.

Po powrocie do kraju w wakacje ub. roku i odbył się jeden jego proces u Sąd Okręgowy w Krakowie w ostatnim dniu 2018 r. skazał Jana G.-S. za udział w zorganizowanej grupie przestępczej i za produkcję narkotyków w Groniu na trzy pół roku więzienia. Ma też zapłacić 3 tys. zł grzywny, 7 tys. na rzecz Monaru i stracił korzyść z przestępstwa rzędu 5 tys. zł. W całości przyznał się do winy, a prokurator i obrońca oskarżonego byli zgodni, by właśnie taką karę wymierzyć mężczyźnie. Krakowski sąd się zgodził z tymi wnioskami.

Prokuratura nie informuje, czy Jan G.-S. w sprawie porwań przyznaje się do winy.
- Oskarżony składa wyjaśnienia- tylko tyle w tej sprawie podaje rzecznik śledczych Janusz Hnatko.

WIDEO: Barometr Bartusia

Wideo

Materiał oryginalny: Jan G.-S. porywał ludzi w Małopolsce, po ekstradycji z Brazylii czeka go proces w Krakowie - Gazeta Krakowska

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Trza go w favelas bydlo zostawic..durnota..tM by go wyjebali w dupsko dziennie I zajebali..a duren wpadl bo sie za narkotyki zabral nie bedac swojakiem..glupi pedal

Dodaj ogłoszenie