Jarmark Europa

Redakcja
Gra muzyka, agitują politycy, skwierczą kiełbasy, leje się piwo

BOGDAN WASZTYL

BOGDAN WASZTYL

Gra muzyka, agitują politycy, skwierczą kiełbasy, leje się piwo

Choć Prudnik, 30-tysięczne miasto na Opolszczyźnie, zajmuje siódme miejsce w kraju pod względem inwestycji z funduszy unijnych, na rogatkach gości witają olbrzymie transparenty: "Unia Europejska - zgubą dla Polski". Jest sobota, 27 kwietnia, pierwszy dzień prareferendum europejskiego. Do miasta licznie ściągają politycy, by agitować za Unią lub przeciw niej.

Witold Tomczak, poseł z Ruchu Katolicko-Narodowego, zawiesił na jednej z kamienic wielki transparent: "Unia Europejska `szansą` na zniewolenie narodu polskiego". Jego partyjny kolega, pochodzący z Prudnika Jerzy Czerwiński, przechwala się, że przywiózł do miasta półtorej tony antyunijnych materiałów. Zwolennicy integracji z Unią zwieźli prounijnych materiałów jeszcze więcej. Wszystkie one, wymieszane, walają się teraz po miejskim rynku i przylegających doń ulicach. W tych dniach tylko wiatr wieje niepolitycznie - unosi w powietrze to jedne, to drugie. - No, już mnie to wkurza - denerwuje się nie na żarty prudniczanin w średnim wieku, który właśnie przysiadł pod jednym z parasoli, by posilić się kurczakiem z grilla i piwem. - Wszyscy się pakują do mojego talerza. O, tu mam Sojusz Lewicy Demokratycznej za Unią, a tu Ligę Polskich Rodzin przeciw Unii, Unię Pracy - za Unią i Unię Polityki Realnej - przeciw Unii. A ja w końcu chciałbym spokojnie zjeść! - podkreśla, odrzucając kolejne ulotki.
   - A jak pan będzie głosował?
   - Nie będę głosował. Odkąd komuna padła, nie głosuję. Demokracja jest, nie ma obowiązku głosować.
   Aktywiści Młodzieży Wszechpolskiej i LPR z niebieskimi transparentami, na których unijne gwiazdki na przemian z sierpem i młotem otaczają potężnego muchomora, rozstawiają się w różnych punktach rynku. - Zapomnieliście o swastyce. To też była okrutna trucizna - poucza ich starszy mężczyzna. Młodzi narodowcy co jakiś czas zbijają się w większe grupy, by składnie skandować: "Wczoraj Moskwa, dziś - Bruksela", "Nie UE", "Polska tak, Unia - nie!". Ryczeli przez megafony, dęli w gwizdki. - Są świetnie zorganizowani, działają na zasadzie bojówki - przyznaje z lekkim niepokojem i niesmakiem Czesław Dumkiewicz, wiceburmistrz Prudnika. - Wolałbym jednak, by skupili się na walce na argumenty, a nie na decybele.
   Młodzieżowcy z SLD próbują (a przynajmniej tak zapewniają) koncentrować się na rzeczowej argumentacji. Odziani w koszulki z emblematami SLD, jakby onieśmieleni siłą i energią ugrupowań antyunijnych, okopują się w pobliżu swojego partyjnego namiotu, ustawionego pośród dziesięciu innych. Czekają aż ludzie sami do nich podejdą. Młodzi socjaldemokraci nie wytrzymują dopiero podczas wystąpienia Samoobrony - gwiżdżą, wyją, buczą, tupią.
   Platforma Obywatelska nie dość, że wylosowała skrajny namiot, to jeszcze w sąsiedztwie LPR. Kilku smutnych, sztywnych, wbitych w garnitury facetów, pozbawionych materiałów promocyjnych, nie potrafi przyciągnąć uwagi przechodniów, podczas gdy przy stoisku LPR-u nieustannie kłębi się spory tłumek. - Czołówka elity politycznej to oszuści, którzy nie mówią nawet ćwierci prawdy o wynegocjonowanych warunkach przyjęcia Polski do Unii - wiedzie rej Bogdan Pęk, poseł z Krakowa.
   - Z demagogami i chamami nie ma o czym dyskutować - w sposób mało dyplomatyczny ocenia zachowanie sił antyunijnych Ryszard Zembaczyński z PO, prezydent Opola.
   Gra muzyka, agitują politycy, skwierczą kiełbasy, leje się piwo...

Korwin z italo-disco

   W piątek do Prudnika zjechali ministrowie. Spotykali się z młodzieżą szkolną, strażakami, policjantami, urzędnikami, rolnikami. W sobotę przybyli przedstawiciele dziesięciu spośród dwudziestu zaproszonych ugrupowań. Wszyscy mieli równe szanse, ale lepiej wykorzystywali je przeciwnicy Unii. - Dotychczas mieliśmy do czynienia z totalną nierównowagą w dostępie do zwolenników i przeciwników integracji do mediów publicznych - ocenia Marcin Pallade, szef Ośrodka Badań Wyborczych, pomysłodawca prareferendum unijnego. - Propagandy prounijnej nie mogli zakłócić przeciwnicy akcesji, co zdecydowanie rozleniwiło euroentuzjastów. Eurosceptycy mówią prostym językiem, używają mocnych słów i starannie wyselekcjonowanych argumentów, a euroentuzjaści nie potrafią wyjść poza niekonkretną agitację. Jeśli nie zmienią języka, to obawiam się o jutrzejsze wyniki.
   Na głównej scenie każde ugrupowanie dostało po 10 minut. Na bocznej, gdzie już można było polemizować, debata toczyła się nieustannie. Między tymi arenami usytuowano jeszcze trzecią scenę, na której prezentowały się europejskie zespoły folklorystyczne. Nie wiadomo, czy do powstałego jazgotu dołączyli politycy, czy też organizatorzy - uwzględniwszy nawyki naszej klasy politycznej - specjalnie tak usytuowali areny, by występujący na nich przeszkadzali sobie wzajemnie. Nie dość, że po płomiennym wystąpieniu antyunijnym Janusza Korwin-Mikkego z Unii Polityki Realnej (które rozgrzało publiczność) przyszedł czas na polskie, tandetne wcielenie italo-disco (które publiczności za nic rozgrzać nie mogło), to jeszcze w trakcie przemówienia uwagę zebranych próbowały odwrócić od polityka majoretki z Bohumina i działacze PO, którym w tym czasie przyszło męczyć się na bocznej arenie. Jeśli do tego dodać agitatorów na szczudłach (za Unią), monstrualne maskotki (za Unią), dwa eurobusy, dziesięć namiotów partyjnych, gdzie agitacja trwała nieustannie, i zwarte szyki przeciwników Unii, to otrzymamy ciężkostrawny polityczny tumult.
   Prezentacji na głównej scenie miało nic nie zakłócać.
   LPR przeszkodziła awaria nagłośnienia. - To jest cenzura - lamentował Zygmunt Wrzodak.
   Politykom PO przeszkadzali młodzi sympatycy LPR: - Złodzieje! Do domu! Wasz czas się skończył!
   Jan Truszczyński, pełnomocnik rządu do spraw negocjacji z UE, musiał się zmagać z chórem eurosceptyków: - Ubek! Zdrajca! Wczoraj Moskwa, dziś Bruksela!
   Na Samoobronę napadła młodzieżówka SLD: - Warchoły! Chamy! Buce! Do domu, buraki!
   SLD zaatakowała LPR, a coraz to nowe hasła sprawnie podrzucał poseł Bogdan Pęk: - Złodzieje! Szachraje! Pasożyty! Martwa partia! SLD - KGB!
   W Unię Pracy uderzyły zwarte siły antyunijne: - Unia Pracy to łajdacy! Czerwoni oszuści!
   RKN został wygwizdany i wytupany przez młodych lewicowców.
   Liderzy dostosowali swój poziom do zwolenników (albo na odwrót). Czesław Śleziak, minister ochrony środowiska, przyrównał czerwcowe głosowanie do chrztu Polski. Marek Dyduch, sekretarz rządzącej partii, wpadając w czarną rozpacz, wzbudził konsternację wśród zebranych. - Wstąpienie do Unii to konieczność - dowodził. - Sami nie damy rady. Polska jest zadłużona na 400 mld złotych, mamy ponad 3 miliony bezrobotnych, samorządy lokalne nie są zdolne do inwestycji. Gorzej już być nie może!
   Bogdan Pęk z LPR zapowiedział, że jego partia, jeśli wygra wybory, zapewni resocjalizację poprzez pracę na wsi (na takich warunkach, jakie wynegocjowano) dla tych, którzy wprowadzili nas do Unii: - Traktat akcesyjny to traktat hańby narodowej! On uczyni z Polaków obywateli drugiej kategorii. Wpędzi nas w nędzę! Ceny będą europejskie, a płace krajowe!
   Michał Kamiński z Prawa i Sprawiedliwości: - Wynegocjowano złe warunki, ale musimy wejść do Unii, by o niej decydować.
   Antoni Macierewicz z RKN cytował Stefana Kisielewskiego: "Tylko kaczka, głupi ptak, mówi tak, tak, tak!". - To będzie dla Polaków katastrofa!
   Janusz Korwin-Mikke z UPR: - Rzecz nie w tym, żeby zmieniać świnie przy korycie, ale żeby im zabrać koryto!
   Ryszard Zembaczyński z PO: - Jesteśmy w Europie, czy wejdziemy do Unii czy nie. Wejść musimy dla korzyści.
   Eugeniusz Kłopotek z Polskiego Stronnictwa Ludowego: - Ja tego unijnego byka chwycę za rogi!
   Tadeusz Mazanek z Samoobrony: - Nasza matka, Polska, umiera, a euronaganiacze, którzy służyli Moskwie, namawiają nas do tego, byśmy wyrwali jej poduszkę spod głowy. Nie przyłożymy ręki do zagłady gospodarczej i politycznej!
   Ryszard Zembaczyński z PO: - Oto teatr dramatyczny warchoła z Samoobrony!

Nie wierzcie politykom

   Prudniczanie zgromadzeni w rynku (przeważnie matki z dziećmi) krążą od stoiska do stoiska. - Co tu dają? Co można dostać?
   - To skandal, żeby tak bezczelnie od bezrobotnego wyciągać pieniądze - awanturuje się postawny jegomość przy stoisku LPR, bo właśnie dowiedział się, że za niektóre wydawnictwa trzeba zapłacić.
   Kilkuletni malcy z rządowymi znaczkami w klapach ("Tak dla UE"), wymachując antyunijnymi chorągiewkami ("Kocham Polskę! UE wystawi cię do wiatru") i prounijnymi balonami ("Kocham Unię!"), ustawiają się karnie w długiej kolejce do stoiska Komitetu Integracji Europejskiej, gdzie znudzeni wolontariusze malują im na jednym policzku flagę polską, a na drugim - europejską.
   Dzieci opanowują eurobusy - mogą tam do woli grać na komputerze i surfować w Internecie. - Dorosłych przychodzi mało. Nie mają właściwie żadnych pytań. Żalą się tylko, że politycy się kłócą, zamiast informować - mówi jedna z wolontariuszek.
   Piotr Skrobotowicz, przedsiębiorca, antykomunista, zwolennik UPR, nie chce do Unii i głośno o tym mówi: - Jak wejdziemy do Unii, to nas zniszczą swoimi normami. Żadnych produktów na Zachód nie sprzedamy. Co najwyżej młode dziewczyny do domów publicznych. Tylko na taki towar jest zapotrzebowanie w Niemczech.
   Stojące obok cztery kobiety oburza taka argumentacja. - Polskie kobiety nie są na sprzedaż - Jadwiga, nauczycielka z prudnickiego liceum, daje odpór konserwatywnemu liberałowi. - Ja będę głosować za Unią.
   - Ja też - podkreśla kuzynka Jadwigi, która również pracuje w oświacie. - Nie dla siebie, bo nam nie bardzo się polepszy. Opowiem się za Unią w interesie naszych dzieci.
   - Ceny wzrosną, a emerytury nie. Będzie ciężko, ale przecież nie odbiorę wnukom przyszłości - tłumaczy się matka Jadwigi, zapowiadając, że powie Unii "tak".
   Pod parasolkami, przy kiełbasie i piwie dyskutują mężczyźni. - Tam jest jeszcze większa biurokracja niż u nas. Urzędasy określają kształt rzodkiewki, wielkość jabłka, długość marchewki i kąt zakrzywienia banana... Totalna paranoja.
   - A jest jakieś inne wyjście? Polska nie ma wyboru. Ameryka za daleko, a poza układami zginiemy.
   - Polak nie umie się sam rządzić, zaraz wszystko rozwali albo rozkradnie. W Unii też jest korupcja, ale nie tak wielka jak u nas.
   Stefan Zawadzki ma 79 lat, przeżył wojnę, wiele lat spędził w gułagu. Boi się, że w Unii jeszcze bardziej zubożeje, ale nie ma wątpliwości, że Polska musi do tej Unii wejść. - Moja prywatna geopolityka nigdy się nie zmienia - zapewnia. - Jak najdalej od Rosji.
   Jeśli ktoś w Prudniku słucha polityków, to ludzie starsi. Ale i oni szybko się zniechęcają. - Nic nowego. Oni potrafią się tylko ordynarnie kłócić - Kazimiera zdecydowanie odcina się od poziomu dysputy. - Żaden z nich mnie nie przekonuje. Będę musiała przemyśleć, jak głosować.
   Młodzi piją piwo i słuchają muzyki. - Nie wierzę, że będzie praca ani w te brednie o możliwości studiowania na Zachodzie. Teraz też można, tylko kogo na to stać? - mnoży wątpliwości Adrian, maturzysta.
   - Głosujesz na nie?
   - Nie wiem, czy w ogóle będę głosował. A jeśli już, to na tak. Bądź co bądź, jesteśmy w Europie.

Dla każdego coś

   W pochmurną niedzielę punktualnie o 8 rano otwarto dwadzieścia lokali wyborczych. Z ponad 24 tysięcy uprawnionych do głosowania do urn udało się tylko nieco ponad 27 procent. Jest to najlepsza frekwencja z wszystkich dotychczasowych prawyborów, ale i tak o wiele za niska, by referendum było wiążące. Ponad 81 procent głosujących prudniczan chciało do Unii. Danuta Hübner, szefowa Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej, może się cieszyć, że dobrze wydała państwowe pieniądze. Tak zdecydowane poparcie akcesji w niewielkim powiatowym mieście leje w serca euroentuzjastów nadzieję i stanowi solidne wsparcie dalszej prounijnej kampanii. A niewiele brakowało, by do prareferendum w ogóle nie doszło. Niewiele też zabrakło, by było to prareferendum międzynarodowe.
   Marcin Pallade, szef OBW, naraził się przy poprzednich prawyborach (wieszcząc klęskę Unii Wolności i sukces Samoobrony) renomowanym ośrodkom badania opinii publicznej i wielu politykom. Niektórzy z nich z początku w ogóle nie wyrażali zainteresowania tą imprezą (PO ociągała się do ostatniej chwili), choć duże zainteresowanie przejawiali Czesi. Przed kilkoma miesiącami wydawało się, że dojdzie do wspólnego plebiscytu w Prudniku i Krnovie, ale jeszcze przed ponad miesiącem impreza stała pod znakiem zapytania. Miasto nie miało bowiem pieniędzy. O sfinansowanie projektu zwróciło się do Urzędu Marszałkowskiego, wojewody, Domu Europejskiego w Opolu, ambasady brytyjskiej i UKiE. Po wielu tygodniach milczenia 117 tysięcy złotych zdecydowała się wyłożyć Danuta Hübner. W tym czasie jednak z imprezy wycofał się Krnov.
   Żeby jednak nie było zbyt pięknie, przedplebiscytową atmosferę podgrzał OBW, który ujawnił sondaże robione między innymi na Opolszczyźnie, z których wynikało, iż poparcie dla akcesji jest o wiele mniejsze niż to, jakie podają największe ośrodki badania opinii publicznej. - Za Unią są mieszkańcy wielkich miast, przeciwko - wieś. O wynikach mogą zadecydować głosy Polski powiatowej, dlatego tak ważne jest prareferendum w Prudniku - tłumaczył dziennikarzom Marcin Pallade.
   Prudnickie prareferendum nie potwierdziło tych obaw, ale też nie dało klarownej odpowiedzi. Euroentuzjaści mogą się teraz powoływać na wolę narodu, eurosceptycy - dowolnie interpretować zachowanie milczącej większości. - Wielu obywateli myśli logicznie - tłumaczy poseł Czerwiński. - Po co mam iść głosować na "nie", skoro głosuję na "nie" pozostając w domu. Ale trzeba iść głosować na "nie", bo w przypadku, gdy referendum nie będzie wiążące, decyzję podejmie Sejm.
   - Ani przez moment nie wątpiłem, że Prudnik i Polska chcą do Unii - cieszy się burmistrz Zenon Kowalczyk. - Prudnik już jest w Unii.
   Marcin Pallade studzi jednak ten entuzjazm: - Polska powiatowa zdaje się być prounijna. Jeśli jednak przyjąć, że przeciętna frekwencja w wyborach przekracza 40 procent, to okaże się, że 20 procent powiatowych wyborców jest jeszcze niezdecydowanych. Nie wiadomo, czy wezmą udział w czerwcowym referendum ani jak się opowiedzą. Na Malcie było podobnie. W ostatniej chwili 20 procent niezdecydowanych skłoniło się przeciw Unii.
   - I z czego on się tak cieszy - emeryt z Prudnika nie potrafi zrozumieć radości burmistrza podającego w niedzielny wieczór wyniki prareferendum. - Ja przez 40 lat budowałem socjalizm. Kapitalizm niech sobie budują moje dzieci i wnuki. Mnie to nic nie obchodzi.
BOGDAN WASZTYL

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie