MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Jedni się modlili, inni wygrażali. Pielgrzymowanie ks. Jarosława Cieleckiego

Barbara Rotter-Stankiewicz
Fot. Barbara Rotter-Stankiewicz
W miniony poniedziałek ks. JAROSŁAW CIELECKI zakończył pieszą pielgrzymkę z obrazem Matki Bożej Wniebowziętej z Niegowici. Pokonał 140 km z Częstochowy do Wadowic.

- W kwietniu 2018 przeszedł ksiądz z niegowickim wizerunkiem trasę z rodzinnej parafii do Częstochowy, w maju 2019 była druga część tej pielgrzymki. Jaka była jej intencja?

- Rok temu - przede wszystkim podziękowanie za 25 lat mojego kapłaństwa, a teraz także dziękczynienie za św. Jana Pawła II. Ale były i inne intencje - przebłagalne za profanacje na całym świecie, za kapłanów, za rodziny, za zmarłych. Modliłem się też za mojego biskupa Stanislava Stolarika z Rożnavy na Słowacji, który błogosławił mi na tę pielgrzymkę i był ze mną w stałym kontakcie. I w setkach innych intencji, które poprzez maile, SMS-y czy telefonicznie trafiały do mnie z Polski, Włoch i innych krajów.

- 9 dni marszu w słońcu i deszczu, pchając wózek z obrazem ruchliwymi drogami albo drożynami przez lasy. Ma ksiądz zaprawę w takich wędrówkach?

- Żadnej. Wprawdzie czasem w ciągu tygodnia pokonuję kilka tysięcy kilometrów, ale prowadzę wtedy samochód, a nie wózek. Na przygotowanie do pieszej pielgrzymki po prostu nie mam czasu, ale -jak widać - z Bożą pomocą mogłem to zrobić. Dziennie przechodziłem nawet 25 km. Czasem wydawało mi się, że już nie dam rady, stopy były poranione, ale modlitwa - moja i innych, którzy mnie wspierali - skutkowała.

- Gdzie się ksiądz zatrzymywał?

- W różnych miejscach. W kościołach, przed kościołami, na polanach i przystankach autobusowych, w lesie i gospodarstwach agroturystycznych. Rytm dnia zawsze był taki sam i musiałem go przestrzegać ze względu na transmisję z drogi, które tysiące ludzi śledziło na portalu www.padrejarek.pl. O godzinie 9 była msza św., o 12 - modlitwa południowa, o 15 - koronka do Bożego Miłosierdzia, a o 20 - apel maryjny. W Wadowicach, gdzie na zakończenie pielgrzymki przyjechało kilkaset osób już słyszałem, że będzie im tej wspólnej modlitwy brakowało.

- Jak na widok księdza z obrazem Maryi reagowali ludzie?

- Generalnie to mnie i obrazu „nie widzieli”. Zatrważające, jak boimy się publicznie zamanifestować naszą wiarę. Przeszedłem po miastach, wioskach Polski i mam smutne doświadczenia. Byli wprawdzie tacy, którzy okazali serce i miłość, zatrzymywali samochód i prosili o błogosławieństwo, chcieli się razem pomodlić, ale nie brakowało i przykrych incydentów. Ktoś np. zwolnił, otworzył okienko auta i strzepał na mnie popiół.

Inny ostrzegał, bym nie przechodził za blisko jego domu, bo jak zniszczę drogę, to da mi łopatę, żebym ją wyrównał. Byli tacy, którzy brali mnie za chorego psychicznie. Jakaś mama przechodząc obok mówiła do synka: Popatrz, Żyd idzie. Ciekawe, co sprzedaje... W jednym z domów, gdzie modliłem się ze starszymi ludźmi, ich dorosłe dzieci zaczęły mi wygrażać. Ale największy ból przeżyłem przechodząc przez plac zabaw w Oświęcimiu. Stały tam dzieci w różnym wieku, niektóre z rodzicami. Na pytanie, czy chciałyby się dowiedzieć czegoś o Matce Bożej, o obrazie, który wiozę, nie zareagowało żadne, poza dziesięciolatką, która powiedziała wprost: - Proszę pana, nas to nie interesuje! Już koło Wadowic chciałem zostawić u kogoś na noc obraz Matki Bożej - kilka osób odmówiło.

- Delikatnie mówiąc - ludzie są zdystansowani...

- Ktoś mi tłumaczył, że może obawiali się księdza-przebierańca, ale przecież towarzyszyły mi osoby z różańcami w ręce, widać było adres portalu internetowego, można było niemal w sekundzie sprawdzić, kim jestem.

Chyba nigdy tego nie pojmę, pewnie moja mentalność już trochę włoska po tylu latach pobytu w Italii. Jestem pewien, że gdybym szedł ulicami Rzymu, Mediolanu czy miejscowości nadmorskich, zwłaszcza na południu Włoch, wielu by tego wizerunku Maryi chciało dotknąć, ucałować, dołączyłoby na modlitwę. A to przecież Włosi mają powody do o wiele silniejszych uprzedzeń. W Polsce tak się zmieniło, że już swój swojego nie widzi i nikomu nie ufa. Myślę, że oszaleliśmy z tą roztropnością, która pompowana jest przez dobrobyt i egoizm, przez zapatrzenie w siebie...

FLESZ - Apostazja po polsku. Czy Kościół czeka odpływ wiernych

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wideo
Wróć na dziennikpolski24.pl Dziennik Polski