Jeśli miłość w czasach zarazy, to ślub w stylu pandemicznym

Anna Piątkowska
Anna Piątkowska
Ania i Michał wzięli ślub w Chełmku niedaleko Oświęcimia. Goście byli z nimi, tyle że w internecie. Potem wszyscy spotkali się na „weselu”. Też w „onlinie”. Był tort, szampan i... pizza / fot. archiwum prywatne
W tym dniu wszystko powinno być idealne, panna młoda jak z bajki, łzy wzruszenia. Szczegóły dopracowane wiele miesięcy wcześniej. Ania i Michał, Kasia i Mateusz postanowili powiedzieć sakramentalne „tak” pomimo pandemii. To były szczególne zaślubiny.

FLESZ - Koronawirus w Polsce. Zachowajmy czujność i zdrowy rozsądek

Nerwy i niepewność do ostatniej chwili - to w ich opowieści o ślubie w pandemii przewija się najczęściej. Oto dwie historie, których bohaterowie opowieści o ślubie będą zaczynać od wyjaśnień, czemu na twarzy mają maseczki.

Ania i Michał

25 kwietnia wszystko miało być zupełnie inaczej, ale, jak mówi Ania - dziś już żona Michała - i tak było pięknie.

Do tego dnia przygotowywali się blisko półtora roku: szukanie sali, rezerwowanie terminów, obmyślanie szczegółów, kto obok kogo usiądzie, jaka suknia i fryzura, kwiaty, muzyka… Miał być bajkowy ślub i huczne wesele na sto osób.

- Na pierwsze doniesienia o koronawirusie nie zwracaliśmy specjalnej uwagi. W marcu pojawiło się zagrożenie w Europie, a u mnie w pracy żarty, że chyba mi ślub odwołają - wspomina Ania. - W połowie miesiąca żarty się skończyły.

Szybko pojawiły się obostrzenia związane z pandemią, też limit wiernych w kościołach. - Zaczęliśmy się zastanawiać, co robić, ale mieliśmy już wygrawerowane obrączki z datą - śmieje się Ania. A po chwili, już poważnie, opowiada o czymś, co zmieniło jej życiowe priorytety: o chorobie ojca. Od sierpnia zeszłego roku życie rodziny wyznaczały kolejne chemie i czekanie na przeszczep, do domu mógł wrócić właściwie tuż przed ślubem. Dla Ani stało się oczywiste, że to zdrowie i rodzina są na pierwszym miejscu. Wspólnie z Michałem zadecydowali, że nie będą przekładać ślubu, a jedynie dostosują go do okoliczności. Tyle że restrykcje zmieniały się dosłownie z dnia na dzień. O wymarzonej zabawie weselnej musieli zapomnieć.

Projekt: ślub

Suknia Ani czekała w salonie na ostatnie przymiarki, jednak jej odbiór, w tych okolicznościach, nie obył się bez problemów.

Michał przyjmował sytuację ze stoickim spokojem. Do czasu, kiedy w roli głównej pojawił się garnitur. A właściwie to jego brak, bo sklepy zostały już zamknięte. Ale i z tym sobie poradzili.

- Najgorsze dla panny młodej: fryzjerzy i kosmetyczki zamknięci. Nie wyobrażałam sobie, żebym na własnym ślubie nie wyglądała pięknie… - wspomina Ania. - Na szczęście znalazły się dobre dusze, które pomogły.

Z zaplanowanego bukietu jednak nic nie wyszło.

Kameralnie, my i świadkowie

- Kiedy ustalaliśmy z księdzem szczegóły ślubu, obowiązywały obostrzenia do pięciu osób w kościele, nie licząc księdza i organisty. Czyli: my, świadkowie i fotograf - wylicza Ania. - Zapowiadało się na najmniejszy ślub w Chełmku. Michał powiedział wtedy, że zawsze marzył o kameralnym ślubie w kościółku na odludziu - śmieje się Ania.

I dodaje: Tak naprawdę martwiliśmy się rodzicami, bo przecież nasz ślub to ogromne przeżycie także dla nich. Szczerze mówiąc, po prostu trudno nam było sobie wyobrazić ten dzień bez nich.

Tydzień przed ślubem weszły nowe zasady, zgodnie z którymi metry kwadratowe należało przeliczyć na osoby. W praktyce rozporządzenie oznaczało tyle, że w kościele Miłosierdzia Bożego w Chełmku mogło być 35 osób. Ostatecznie, ze względu na bezpieczeństwo wszystkich, na ślubie byli tylko rodzice, świadkowie i brat Ani. Pozostali goście oglądali transmisję na Facebooku.

W „onlinach” mieli już pewne doświadczenie po wieczorach panieńskim i kawalerskim. - Michał grał z chłopakami przez internet w karty. Ja połączyłam się z koleżankami na wino online. I tyle. Człowiek marzył: pojedziemy sobie gdzieś… - śmieją się dziś.

Tuż przed ślubem pojawiło się jeszcze jedno zalecenie związane ze stanem epidemicznym: maseczki. - Udało mi się zamówić takie z motywem ślubnym: „Pan Młody”, „Panna Młoda”, które po ślubie zamieniliśmy na maseczki z napisem „Mąż” i „Żona”. Dla gości też zamówiliśmy maseczki, każdy dostał taką.

Na wspólnym zdjęciu ślubnym stoi zamaskowana rodzina.

- Trochę szkoda tej pięknej sukni założonej jedynie na godzinę, ale mieliśmy uroczystą mszę ze skrzypcami, wspaniałym kazaniem, wszystko tylko dla nas. Bez stresu, to był nasz czas. Bardzo dobrze to wspominamy - dodają. - Po mszy podziękowania dla rodziców za wsparcie wygłoszone przez Anię i Michała z ambony, w „normalnych” warunkach pewnie by się nie dało, nie byłoby czasu.

Czytaj także

Weselna pizza

Po ślubie młoda para i świadkowie udali się na „wesele”. Ania udekorowała dom, był tort i szampan na szczęście - wypity online z przyjaciółmi.

- Zamiast śląskiej rolady zamówiliśmy pizzę - śmieje się Ania. - Znajomi mówią, że do końca życia będą pamiętać to nasze „wesele”.

Czy im nie żal prawdziwego wesela, na które się szykowali? Trochę tak, bo to okazja, żeby poznać rodzinę drugiej strony, odnowić kontakty, podziękować, pobyć razem. - Nie tak miało być, ale to jest życie, wszystkiego nie przewidzisz. Najważniejsze, że jesteśmy razem. Ślub był nasz, wyjątkowy. Na pewno będzie co wspominać.

Kiedy to wszystko się skończy, zaproszą rodzinę na obiad, a przyjaciół na prawdziwą imprezę.

Kasia i Mateusz pobrali się w Zakopanem, skąd pochodzi dziewczyna. Zmierzenie się z organizacją ślubu było wyzwaniem, ale ostatecznie wyszło piękne.
Kasia i Mateusz pobrali się w Zakopanem, skąd pochodzi dziewczyna. Zmierzenie się z organizacją ślubu było wyzwaniem, ale ostatecznie wyszło piękne. - Będzie co opowiadać wnukom - śmieją się młodzi / fot. Agnes.cc

Kasia i Mateusz

Fotografka, która robiła sesję ślubną Kasi i Mateusza, żartowała, że w rubryce, w której należy zaznaczyć styl, w jakim będzie ślub, wpisali „pandemiczny”. Tyle że wtedy nie wiedzieli jeszcze, jak bardzo „pandemiczna” będzie to uroczystość.

Ślub planowali od roku, miał być w maju, miesiącu urodzin Kasi, w jej rodzinnym Zakopanem. Wiedzieli od razu, że chcą bez pompy, hucznego wesela, samochodu z laleczkami na masce - to nie w ich stylu. Miało być skromnie, przyjęcie na 30 osób.

Wszystko szło jak z płatka: fotograf, sala, kościół, sukienka kupiona na OLX . Spokojnie sobie żyli, czekając na 9 maja. - Nie jestem osobą, która by przeglądała zdjęcia rok wcześniej, wybierała kwiaty, fryzury, ozdoby. Dla nas wiele z tej ślubnej otoczki nie było ważne, nie miałam nawet zarezerwowanej kosmetyczki i fryzjera - opowiada Kasia. - Kiedy postanowiłam się tym zainteresować, epidemia docierała już do Polski.

Z uwagą śledzili decyzję dotyczące zgromadzeń - bo jeśli w jednym miejscu będą mogły przebywać trzy osoby, ze ślubu nici.

- Od początku bardzo ograniczyliśmy liczbę gości, ale też nie chodziło nam o to, żeby nikogo nie było - mówi Kasia. - Przekładać nie chcieliśmy, bo jaki termin będzie odpowiedni? Czerwiec? Sierpień? Za rok? Pojawiają się informacje, że jesienią będzie druga fala zachorowań. Czy za rok będzie już bezpiecznie? Też nie wiemy.

Kiedy pojawiła się informacja, że w kościele będzie mogło być pięć osób, wpadli na pomysł, żeby świadkami zostali rodzice. Ale i tak rozważali przełożenie uroczystości. Z ulgą przyjęli informację dotycząca zwiększenia liczby osób, które mogą przebywać w kościele. W ich maleńkim kościele to 19 osób. Uznali, że dadzą radę. Ostatecznie świadkami przysięgi Kasi i Mateusza były 22 osoby.

Maseczki dla panny młodej na ślub. Izabela Janachowska zapro...

Wesele w stylu pandemicznym

Zaczęli też myśleć o malutkim przyjęciu weselnym. Obdzwaniali restauracje, pytając, czy da się zorganizować choćby jedzenie na wynos, cokolwiek, zwłaszcza że gości mieliśmy nie tylko z Zakopanego. - Restauracje też nie wiedziały, co mogą, a czego nie. Sytuacja zmieniała się niemal z dnia na dzień - mówi Mateusz.

Kasia i Mateusz mówią też o innej trudności. Byli zagubieni. - Na konferencji prasowej podano, że restauracje w hotelach mogą być otwarte, ale trzeba zachować dystans dwóch metrów. Kolejnego dnia znaleźliśmy w internecie informację, że jednak nie mogą być otwarte... Przeszukiwaliśmy strony rządowe, GIS, nigdzie nie udało nam się znaleźć treści rozporządzenia, a jedynie zalecenia - mówią.

Kolejny raz potwierdzali listę gości, upewniali się, czy ci, którzy potwierdzili, na pewno będą… - Nie chcieliśmy naciskać. Siostra Mateusza i jej mąż od miesiąca właściwie nie wychodzą z domu, mają małe dziecko, zakupy przywozi im kurier, wyjeżdżają na spacer jedynie do lasu. Chrzestna Mateusza mieszka z babcią, jeśli przyjedzie, narazi babcię… - wylicza Kasia. - Liczyliśmy się z tym, że spora część rodziny się nie pojawi.

Półtora tygodnia przed ślubem dowiedzieli się, że mają restaurację, która przygotuje obiad dla gości. I zapewni im nocleg. Warunek: w budynku nie będzie nikogo oprócz zameldowanych gości i państwa młodych. A to znaczy, że goście będą musieli obsługiwać się sami.

Już mi niosą suknię z welonem...

Kiedy okazało się, że salony fryzjerskie są zamknięte, świadkowa obiecała, że zajmie się włosami Kasi. Makijaż zrobiła jej koleżanka. - Poradziłyśmy sobie domowymi sposobami - śmieje się panna młoda.

Dodatkowe środki ostrożności? Przed i po podaniu komunii ksiądz dezynfekował dłonie. Komunia była na rękę. Goście w maseczkach. - Zamówiliśmy dla wszystkich jednakowe maseczki. Dzień przed ślubem dezynfekowałam i prasowałam wszystkie. Markerem do tkanin napisaliśmy na nich datę i nasze inicjały. To pamiątka dla gości - mówią młodzi.

Oboje podkreślają wsparcie rodziców. Pewnie nie byliby szczęśliwi, gdyby zabrakło ich na ślubie, ale przekładania uroczystości nikt nie sugerował.

Dzień przed ślubem w Zakopanem padał śnieg. Bajkowo.

- Warto było przecierpieć te zmiany planów. Wymagało to od nas dostosowania się do sytuacji i decyzji, że z tego czy tamtego trzeba zrezygnować, ale ostatecznie chcieliśmy wziąć ślub i tak się stało - mówią. - Udało nam się. Piękne wspomnienia, będziemy opowiadali wnukom, oglądając zdjęcia, o co chodziło z tymi dziwnymi zasłonami na twarzy.

Stroje kąpielowe z maseczkami. Modne komplety na plażę w sez...

Czytaj także

Wideo

Materiał oryginalny: Jeśli miłość w czasach zarazy, to ślub w stylu pandemicznym - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3