Jest nad czym pracować

Redakcja
Udostępnij:
ROZMOWA. Adam Marciniak nie może zaliczyć tego występu do udanych, podobnie jak większość kolegów, obrońca Cracovii popełniał błędy.

Nie udał się wam ten ostatni mecz. Święta Bożego Narodzenia będą więc smutne.

Zgadza się, nie da się ukryć, że 1:4 to nie jest wynik, który nas satysfakcjonuje. Nie ma co ukrywać "daliśmy ciała".

To była kwestia tego, że podjęliście ryzyko, chcieliście grać w Warszawie otwartą piłkę, nie chcieliście się bronić...

To nie jest konsekwencja ryzyka, tylko naszych błędów - moich i kolegów, bo nie zagraliśmy jakoś inaczej niż w innych spotkaniach, graliśmy tak jak zawsze, ale zaważyły, jak mówię, błędy.

A mecz zaczął się fantastycznie, gdybyście utrzymali dłużej ten korzystny rezultat, to może spotkanie potoczyłoby się inaczej?

Pewnie gdybyśmy utrzymali ten wynik, to byłoby lepiej, ale okazało się, że było to ponad nasze możliwości, nad czym ubolewam.

Druga połowa to było już dobijanie was ze strony rywala, w pierwszej odsłonie graliście zdecydowanie lepiej. Dlaczego?

Co mogę powiedzieć? Rywale pokazali nam miejsce w szeregu. Nie pozostaje nam nic innego, niż trenować, trenować... Ze wszystkiego trzeba wyciągać wnioski. Po tej lekcji trzeba jeszcze mocniej się starać. Tylko taka droga spowoduje, że kiedyś, po kolejnym meczu z Legią czy innym rywalem, przyjdzie moment, że już nie będziemy tych błędów popełniać.

Po jednej z bramek ogromnie zły na Pana był Krzysztof Pilarz. Wyjaśniliście już sobie tę sytuację?

Nie ma co komentować. Po prostu zawaliłem bramkę i kolega się wkurzył.

Jest złe zakończenie roku, ale w ogóle możecie być zadowoleni ze swoich jesiennych występów. Jesteście w najlepszej ósemce i gdyby tak było po 30. kolejce, to każdy z was by się cieszył.

Tak, mamy to miejsce, taki jest nasz cel na ten sezon, co nie zmienia faktu, że gdybyśmy zdobyli w Warszawie punkty, to byśmy byli go bliżej. Gdybyśmy byli po trzydziestej kolejce, to można byłoby mówić, że jest OK. Ale tych kolejek jest jeszcze dziewięć. Nie jest więc OK, bo straciliśmy punkty.

Czujecie oddech rywali na plecach?

Wiadomo, że między miejscem piątym a dwunastym wszystko zamyka się w czterech punktach. Miejsce może być więc zgubne, bo to kwestia jednego meczu i wszystko się zmienia diametralnie.

To specyficzny sezon, trzeba będzie bardzo szybko wejść na te najwyższe obroty, już w połowie lutego.

Bardzo dobrze, że te urlopy są krótsze, bo trzeba grać i trenować, a nie siedzieć w domu, zrywać kartki z kalendarza i odliczać, ile to jeszcze do pierwszego treningu. Myślę, że tego urlopu jest mało i dobrze, że tak jest.

To odmienna sytuacja od tej z zeszłego roku, kiedy to jechaliście na urlopy po ostatnim jesiennym meczu i nie graliście przez cztery miesiące.

W pierwszej lidze tak było, to była chora sytuacja. To taka przerwa, jakby ktoś miał poważną kontuzję. Dobrze, że teraz jest inaczej. Latem mieliśmy bardzo krótką przerwę, teraz jest podobnie. Musimy pracować, bo jest co poprawiać. Każdy się już teraz nie może doczekać pierwszych treningów.
Na początek nowego roku bardzo ważny mecz z Zawiszą, rywalem do miejsca w ósemce.

Tak, to nasz bezpośredni rywal. Jest to nasz dobry znajomy z I ligi. To bezpośrednia rywalizacja beniaminków.

Liczy Pan na wyjazd z reprezentacją do Zjednoczonych Emiratów Arabskich?

Chciałbym, ale obraz mojej gry mógł zatrzeć ten dzisiejszy mecz. Zadecyduje trener, ja będę do dyspozycji, a każdą decyzję przyjmę z pokorą. Rozmawiał Jacek Żukowski

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie