Jesteśmy durnym narodem. Zjemy wszystko, co nam wmówi reklama

Rozmawia Katarzyna Kachel
Prof. Spodaryk:  – Najtrudniej nam walczyć z przyzwyczajeniami, a te mamy fatalne
Prof. Spodaryk: – Najtrudniej nam walczyć z przyzwyczajeniami, a te mamy fatalne Andrzej Banaś
Udostępnij:
Pizza nie zabija. Raz na jakiś czas kupione frytki czy zapiekanka, też. Myślmy racjonalnie, pielęgnujmy mądre nawyki i próbujmy rozmaitych potraw – radzi profesor Mikołaj Spodaryk, ordynator oddziału żywienia pozajelitowego Uniwersyteckiego Szpitala w Prokocimiu, autor książki „Wiem, co je moje dziecko”

–Profesor mądrzeje?

– Skądże.

–Ale wie, jak to powinno wyglądać?

–Doskonale. Należy po prostu stosować dobry model odżywiania. Taki, według którego spożywamy wszystkie te składniki, które są organizmowi potrzebne. Czyli będą tam nośniki energii – tłuszcze, węglowodany; takie, które budują nasze ciało, czyli białka, wreszcie substancje regulatorowe – witaminy, pierwiastki śladowe, elektrolity.

– Nasza głowa to wie?

– Może nie głowa, ale wiedziała to ewolucja, która mądrze dostosowała nas i naszą dietę do warunków, klimatu i możliwości. Czasami reguluje to także religia.

–Tabu kulinarne?

– Arabowie i Żydzi nie zjedzą na przykład wieprzowiny, my, naród północy, zjemy i owszem. Tłusty pokarm jest nam potrzebny, nie jakieś tam diety śródziemnomorskie, gdzie pije się wino. My pijemy wódkę.

–To dobrze?

–Może nie dobrze, ale wszystko, co stworzone przez człowieka, człowiekowi się nadaje. W umiarze! Spirytus wyprodukowali Arabowie, wcale nie do picia, a przemywania ran. My i nasi sąsiedzi taką wódeczkę do przemywania lubimy sobie chlasnąć na raz.

–A potem zażyć setki suplementów, by uzyskać harmonię. Po co?

– Bo jesteśmy durni i kupujemy wszystko, co nam się powie. Ostatnio rano oglądam telewizję, co już świadczy o moich niskich przymiotach intelektualnych. Jeszcze niedawno włączałem, bo chciałem zobaczyć, jaka jest pogoda. Teraz otwieram program i słyszę o suplementach diety lub o kolejnej diecie, w której pada przepis na zjedzenie pietruszki, a w uzupełnieniu porada, jak machać nogami w wykonaniu zagłodzonych pań albo wyżelowanych panów z wybielonymi zębami. Krew mnie zalewa, bo z tej pogody nic, może jedynie wiatry pozostają w temacie.

–Moda na diety jest zła?

–Na złe tak. Nie toleruję wynalazków, które mają w błyskawiczny sposób nas odchudzić, tak jak mam alergię na diety, w lobbowaniu których ktoś ma interes. Ostatnio jemy bez glutenu, wcześniej ulegliśmy diecie protal, Ducana, Kwaśniewskiego, ale i paleo, tak jakbyśmy wiedzieli, co ludzie w paleolitu jedli. Łatwo nas zwieść, bo chcemy być gibcy, mieć kaloryfer na brzuchu i bystre spojrzenie. Idealnie byłoby zmumifikować się po osiągnięciu okresu dojrzałości. A życie, niestety, szkodzi.

–Żadna dieta nie jest dobra?

–Jeżeli opracowuje ją lekarz zajmujący się żywieniem i metabolizmem, albo zawodowy dietetyk, jest pewność, że mądrze dostosuje ją do naszych potrzeb; toczącej się aktualnie choroby, pracy, wzrastania, a nawet do płci. Wszystkie inne, drakońskie głodówki, nastawione na efekt szybkiego spalenia tłuszczu, doprowadzą nas do stanu wyjściowego.

–I depresji.

–Tak, bo najtrudniej nam walczyć z przyzwyczajeniami, a te, niestety, mamy fatalne.

–Kiedy jesteśmy w miarę normalnie zbudowani i nieobciążeni ciężkimi chorobami, jak powinniśmy się odżywiać?

–Racjonalnie, czyli zupełnie odwrotnie niż ja. Nie ma wtedy miejsca na szybką kawę, by być pierwszym w pracy. Nie ma zapominania o drugim śniadaniu, bo jest tyle spraw do załatwienia. Nie ma mowy o pomijaniu obiadu, bo wówczas śniadanie, drugie śniadanie, obiad i kolacja jest zwykle w jednym. A jeszcze gorzej, gdy ktoś cierpi, jak ja, na zespół kompulsywnego jedzenia, bo wówczas każdy stres sprawia, że wszystkie drogi wiodą do lodówki, choćby tylko po to, by sprawdzić, czy światło nie zgasło.

–Zrezygnować z przegryzek?

–I z dojadania pomiędzy posiłkami. Rozłóżmy jedzenie na pięć posiłków. Czy to nie proste? Śniadanie trzeba jeść jak król, obiad jak pan, kolację jak dziad. Nie możemy chodzić spać przejedzeni, bo i sny są wówczas gorsze, a i budzimy się z poczuciem winy. Nie negowałbym za to dowolności jedzenia.

–Jemy pięć razy, ale byle co?

–Możemy zjeść wszystko, ale na zasadzie odpowiedniej dyscypliny. Jej musimy się nauczyć i pokazać dzieciom. Jeżeli nauczymy je, by wstawały szybko, w biegu piły kakao i pędziły do szkoły, w której sobie mają coś kupić na śniadanie, sami zapędzamy się w kozi róg.

–Bo dziecko kupi chipsy?

–Nawet gdy komunikat o wstrętnych żelkach i toksycznej coli będzie wyraźny, w kolejce osłabnie. Stojąc za kolegami, którzy kupią „coś wstrętnego”, nie będzie wypadało poprosić o bułkę z serem. I to jest najgorszy błąd, bo te chipsy będą zamiast śniadania.

–Śmieci mają zniknąć ze sklepików.

–Zakaz nie jest rozwiązaniem. Rozwiązaniem jest edukacja i wypracowanie nawyku, który polega na tym, by wstać pół godziny wcześniej, zjeść przy stole z dzieckiem śniadanie, zrobić mu kanapkę i dać owoc na długą przerwę, a do kieszeni parę groszy z komunikatem, że może sobie kupić to, co chce. Proszę mi wierzyć, nie naje się wtedy tych chipsów czy żelków w takich ilościach, żeby mu to zaszkodziło. A chips stanie się czymś naturalnym.

–Naturalnym?

–Nie będzie budzić niezdrowych emocji, które potęguje zakaz. I nie będzie zamiast czegoś. Bo żelki, chipsy i batony nie mogą być zamiast śniadania.

–Hamburgery i frytki są złe?

–To kolejny zabobon. Jeśli słyszę, że frytki i pizza cię zabiją, wychodzimy na skończonych ignorantów. Bo jak to? Pizza zrobiona w domu jest dobra, a już taka w restauracji zabójcza. Podobnie z frytkami i hot dogiem? Nagle tworzy się w człowieku przekonanie, że może popełnić samobójstwo za pomocą swoich jelit. Nie utrwalajmy tego i nie twórzmy owoców zakazanych. I nie uczmy dzieci, że czekoladka może być czymś świetnym na pocieszenie. „Jak zjesz kaszkę, dostaniesz kostkę mlecznej”. To tworzenie systemu kary i nagrody, które będzie pokutować w naszym życiu dorosłym. I tak: deszcz pada, mam chandrę – czekoladka, szef nakrzyczał – czekoladka, obcięto nam premię – o, to już słoik nutelli. Jeśli tak dalej pójdzie, będę się nagradzał za to, że wstałem.

–Czyli bądźmy racjonalni?

– Tak, ale zgrzeszmy od czasu do czasu.

***

Plebiscyt Smaki Krakowa 2015 trwa. W pierwszym etapie to Państwo zgłaszacie restauracje, w których lubicie jeść i które polecilibyście innym. Czekamy na zgłoszenia do 31 sierpnia 2015. Naszymi partnerami są Stary Kleparz oraz Unia PR & Marketing.

Celem plebiscytu jest wyróżnienie takich lokali, które mają mądrze przemyślaną kartę, dbają o świetnej jakości produkty, zwracają uwagę na detale i potrafią nas zaskoczyć. Jeśli uzasadnicie swój typ w błyskotliwy i przekonujący sposób, macie szansę zasiąść wśród członków naszego jury.

Zgłoszenia można wysyłać na adres e-mailowy [email protected]; poprzez formularz dostępny na stronie www.dziennikpolski24.pl; listownie pod adresem: al. Pokoju 3, 31-548 Kraków z dopiskiem „Smaki Krakowa 2015”.

Restauracje możecie zgłaszać w 9 kategoriach: Kuchnie: polska, żydowska i bliskowschodnia, włoska, francuska i inna śródziemnomorska, azjatycka, obu Ameryk, wegetariańska, autorska, „szybka pycha”.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Polski
Dodaj ogłoszenie