Jeszcze nie teraz i nie z takim rywalem...

Redakcja
Wśród trzecioligowców nie ma już niepokonanej ekipy. Ostatnia twierdza padła, a był nią Przebój Wolbrom, który przegrał w Bodzentynie z miejscową Łysicą 0-1 (0-0), beniaminkiem tego szczebla rozgrywek.

Jedna z wielu udanych w tym sezonie interwencji wolbromskiego bramkarza Macieja Palczewskiego. Fot. Paweł Filus

III LIGA PIŁKARSKA. Pierwsza w tym sezonie porażka Przeboju Wolbrom, w Bodzentynie z miejscową Łysicą 0-1 (0-0), beniaminkiem tego szczebla rozgrywek

Oczywiście, że w Wolbromiu zdawali sobie sprawę z tego iż nie uda im się przejść przez rundę jesienną bez porażki. - Nie musieliśmy przegrać, w każdym razie jeszcze nie teraz i nie z beniaminkiem na jego terenie - mówi Maciej Palczewski, bramkarz Przeboju. - Nie będzie w tym przesady, jeśli powiem, że to nie Łysica ten mecz wygrała, tylko myśmy go przegrali - tymi słowami doświadczony zawodnik zawarł otoczkę spotkania.

Jest doświadczonym bramkarzem, ale nie mógł zapobiec utracie gola. - Cała sytuacja poprzedzająca naszą stratę rozpoczęła się od wejścia przeciwnika na nasze pole karne na wysokości jego narożnika - opowiada Maciej Palczewski. - Piłka poszła na krótki słupek, w okolice 6 metra. Sytuację starał się w ostatniej chwili wyjaśnić Marcin Morawski, ale piłka jakimś cudem wpadła do siatki. To była bodaj jedyna akcja naszych rywali, choć niczego nie zamierzam im ujmować.

Sytuacja wolbromian skomplikowała się po tym, jak z boiska usunięty został Sławomir Duda, a to była przecież dopiero 30 minuta. - Moim zdaniem, przynajmniej jedna z kartek dla Sławka była dla niezrozumiała, a chodzi o przypadek, w którym sędzia ocenił, że chciał wymusić rzut karny - tłumaczy wolbromski bramkarz. - Zawodnik został ostro zaatakowany, więc chyba naturalne jest, że upadł. Nie wykonywał przy tym żadnych teatralnych gestów. W jego przypadku zadziałały zwyczajne prawa fizyki, jeśli tak mógłbym rzecz całą ująć. Fakt, że sędzia nie przyznał nam w tym przypadku "jedenastki" mógł budzić zdziwienie, a już pokazanie naszemu zawodnikowi żółtej kartki było dla nas podwójną karą. Potem taka jedna wydumana kartka, powoduje, że w przypadku, gdy sędzia prawidłowo upomni zawodnika, ten musi opuścić boisko. Jednak nie szukałbym winy naszej porażki u sędziego. Mam wrażenie, że zespół nie zrobił wszystkiego, co było w jego mocy, żeby wziąć pełną pulę. Nie zaczęliśmy pojedynku w Bodzentynie tak, jak to sobie założyliśmy w szatni. Mimo osłabienia, w ostatnim kwadransie dosłownie oblegaliśmy bramkę przeciwnika, ale tego dnia żaden gol chyba nie był nam pisany.

Być może na wyobraźnię wolbromskich piłkarzy zadziałał fakt, że byli niepokonani. Szybko poczuli przypływ energii, zapominając, że wiosną wiele było takich spotkań, w których ich poprawna gra nie miała przełożenia na wynik. - Powiem tylko tyle, że u trenera Mirosława Hajdy numery z lekceważeniem przeciwnika po prostu nie przechodzą - zdradza wolbromski golkiper.

Jerzy Zaborski

[email protected]

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie