Joanna Jędrzejczyk: Chcę odejść na emeryturę jako podwójna mistrzyni UFC

Tomasz Dębek
Tomasz Dębek
Joanna Jędrzejczyk jest mistrzynią największej organizacji mieszanych sztuk walki świata, UFC Andrzej Banas
Claudia Gadelha to dla mnie kolejna przeciwniczka, która stoi na drodze do spełnienia moich marzeń. Przepracowałam jedne z najdłuższych przygotowań w karierze, jestem gotowa na wszystko. Znów pokażę, że jestem najlepszą zawodniczką w wadze słomkowej - zapewnia Polska mistrzyni UFC, Joanna Jędrzejczyk. W nocy z piątku na sobotę olsztynianka będzie broniła tytułu na gali finałowej 23. sezonu programu "The Ultimate Fighter", która odbędzie się w MGM Grand w Las Vegas (transmisja w Extreme Sports Channel od 4:00).

Jak samopoczucie przed walką z Claudią Gadelhą?
Czuję się bardzo dobrze, jestem gotowa. W ostatniej walce z Valerie Letourneau złamałam palec, przeszłam operację i przez 10 tygodni nie byłam zdolna do uderzania. To były jedne z najdłuższych przygotowań w mojej karierze. Treningi zaczęłam już w Las Vegas podczas kręcenia programu „The Ultimate Fighter” [nagrania trwały od końca stycznia do marca – red.]. Główny camp trwał trzy miesiące, ale przygotowania były znacznie dłuższe. Mam nadzieję, że to zaowocuje 8 lipca.

Przygotowania przebiegły bez niespodzianek?
Były jakieś drobne urazy, ale czuwa nade mną sztab fizjoterapeutów, z moim zdrowiem wszystko jest OK. Najważniejszą część przygotowań zakończyłam w Polsce. We wtorek [28 czerwca – red.] wyleciałam do Vegas, gdzie oczywiście czekały mnie jeszcze kolejne treningi. Ale już zwalniam tempo, regeneruję się i odświeżam. Będzie dobrze.

Pierwszą walkę z Gadelą stoczyła Pani w grudniu 2014 r. Jak obie się zmieniłyście od tamtego pojedynku?
Myślę, że bardzo się zmieniłyśmy. Przynajmniej ja czuję się zupełnie inną zawodniczką. Zarówno pod względem fizycznym, jak też mentalnym. Po walce z Gadelhą stoczyłam trzy bardzo mocne pojedynki. Ostatni, z Letourneau, na pełnym dystansie pięciu rund. Zdobyłam jeszcze więcej doświadczenia. A kondycja zawsze stała u mnie na bardzo wysokim poziomie. Jestem zawodniczką przekrojową, kompletną. Mocno poprawiłam obronę przy siatce i w dystansie, rozwinęłam umiejętności parterowe. Nie obawiam się trudnej walki z Gadelhą. Ona od tamtej pory stoczyła tylko jeden pojedynek, 11 miesięcy temu. Można być mistrzem worka, treningu czy sparingu. Ale to walka jest najważniejszym sprawdzianem zawodnika.

To, że Brazylijka walczyła ostatnio bardzo rzadko, może mieć duży wpływ na przebieg waszego pojedynku?
Myślę, że tak. Doświadczenie, obicie się jest w tym sporcie najważniejsze. Kiedy moja kariera zawodowa w muay thai się rozwijała, startowałam jeszcze w zawodach amatorskich. Dzięki temu jestem tu, gdzie jestem. Mam pas mistrzyni UFC. Bardzo się z tego cieszę i nie zamierzam go nikomu oddawać. Gadelha nie walczyła prawie od roku. Może będzie za bardzo chciała się pokazać albo będzie potrzebowała czasu, by zrzucić rdzę? Ale nawet jeśli będzie doskonale przygotowana, dla mnie to kolejna przeciwniczka, która stoi na drodze do spełnienia marzeń. Chcę za jakiś czas odejść na emeryturę jako niepokonana mistrzyni.

Rywali w UFC się nie wybiera, ale Pani prywatnym zdaniem Gadelha zasłużyła na rewanż? Wasza pierwsza walka była bardzo wyrównana, zakończyła się niejednogłośną decyzją sędziów na Pani korzyść. Ale po niej Brazylijka pokonała tylko Jessicę Aguilar, na punkty.
I tak, i nie. W kategorii słomkowej jest wiele świetnych dziewczyn. Stąd bardzo duże zmiany w rankingu UFC od drugiego do siódmego miejsca. Ja pokonałam Gadelhę, później mistrzynię Carlę Esparzę, a broniłam pasa przed Penne i Letourneau, które były w ścisłej czołówce rankingu. Została Claudia, która jest numerem jeden wśród pretendentek. Jest bardzo mocna, zdominowała Aguilar, która odgrażała się wielu zawodniczkom, w tym mnie, że zacznie rozdawać karty w UFC. Tak jak przypuszczałam, skończyło się jednak tylko na gadaniu.

Tym razem będziecie walczyły na dystansie pięciu, a nie trzech rund. To dla Pani korzystna zmiana?
Myślę, że to będzie moja przewaga. Gadelha jest dużo większą zawodniczką niż kiedyś. Przed walką ogóle nie śledzę branżowych portali, a już zwłaszcza newsów na temat mnie i Claudii. Ale ostatnio mój trener zobaczył jej zdjęcie i mówi do mnie: „Jejku, jaka ta Gadelha jest wielka. Nie wiem, jak ona przechodzi testy. Widziałaś?”. Nie widziałam, zupełnie się od tego odcinam. Skupiam się tylko na walce. Czy będzie wielka, mała, silniejsza czy słabsza fizycznie, z lepszą czy gorszą kondycją niż ostatnio – w ogóle mnie to nie interesuje. Wiem tylko, że ja jestem doskonale przygotowana. Zawsze bardzo mocno przykładam się do cyklu wytrzymałościowego, pięć rund to dla mnie żaden problem. Liczę na swoje umiejętności, waleczność i doświadczenie.

Gadelha musi liczyć się z tym, że może czekać ją kolejna długa przerwa? Kolejnym rywalkom też wybijała Pani na jakiś czas MMA z głowy. Esparza do klatki wróciła po 13 miesiącach, Penne po roku, Letourneau po ośmiu miesiącach. Tylko tej pierwszej udało się pokonać kolejną rywalkę.
Staram się po prostu jak najlepiej wykonywać swoją pracę. To sport, wychodzimy do Oktagonu, żeby jak najbardziej wyrazić siebie. Pokazać, jak ciężką pracę wykonaliśmy podczas przygotowań i treningów. To jest najważniejsze. Czasem się wygrywa, czasem nie. Chodzi o sportową rywalizację. Sprawdzenie się, kto danego dnia jest lepszy. Kto mocniej trenował i poświęcił się bardziej. To jest ważne, a nie o zrobienie komuś krzywdy.

Pani jest wielokrotną mistrzynią świata w muay thai, Gadelha ma czarny pas w jiu-jitsu. To będzie typowy pojedynek striker kontra grappler czy wobec tego, że obie rozwinęłyście się w innych płaszczyznach wcale nie musi być jednak tak, że Pani będzie dążyła wyłącznie do wymiany ciosów, a rywalka do walki w parterze?
Claudia też jest przekrojową zawodniczką. Jej domeną jest parter. Ale lubi też boksować, skracać dystans. Jest niewygodna. W ostatniej walce z Aguilar pokazała, że chce się sprawdzić w stójce. Myślę, że na mnie będzie miała jednak inny plan. Spróbuje podmęczyć, osłabić moje ręce i zmusić do obrony przed sprowadzeniami. Ale jestem gotowa na wszystko. Mój parter i zapasy są na wysokim poziomie. Nie obawiam się niczego. Chociaż oczywiście wciąż preferuję walkę w stójce. To MMA, każdy stara się prowadzić pojedynek w płaszczyźnie, w której czuje się najlepiej.

Gadelha przekonuje, że w ogóle nie boi się Pani stójki. Co może jej Pani odpowiedzieć?
Wiele razy słyszałam takie teksty. Jessica Penne, z którą walczyłam ponad rok temu w Berlinie, też mówiła, że nie jest pod wrażeniem mojej stójki i nic jej nie zrobię. A pamiętamy, jak wyglądała ta walka. [Jędrzejczyk kompletnie rozbiła twarz Amerykanki, sędzia przerwał pojedynek w trzeciej rundzie – red.]. Każdy jest mocny do pierwszego ciosu. Wtedy wszystko potrafi się zmienić. Wiem, że Gadelha w swoim klubie Nova Uniao na co dzień trenuje z przedstawicielami mocnej stójkowej szkoły, oni słyną z bardzo intensywnych sparingów. Ale ja mocno wierzę w swoje umiejętności stójkowe i ogromne doświadczenie. Myślę, że i tak ją zaskoczę.

W „TUF-ie” doszło między wami do kilku ostrych spięć. Panią przedstawiono jako tę złą. W jednym z wcześniejszych wywiadów mówiła Pani nawet, że przestała przez to oglądać program…
To prawda. Kończąc nagrywanie „TUF-a” pomyślałam sobie, że chciałabym kiedyś zrobić to jeszcze raz. To było niesamowite. Na planie ludzie, którzy pracują przy tym programie od wielu lat mówili mi, że niewielu trenerów oddawało się zawodnikom tak mocno jak ja. Po ważeniu kupowałam im ulubione jedzenie, byłam z nimi zawsze, kiedy tego potrzebowali. Nie tylko dawałam wycisk na macie, ale razem płakaliśmy i śmialiśmy się. Praktycznie codziennie słyszałam pozytywne opinie o tym, jaką jestem trenerką. A program zmontowano tak, że wyszłam na czarny charakter. Kiedyś Ronda Rousey, która była trenerką w 18. sezonie „TUF-a”, powiedziała mi, że drugi raz by się na to nie zgodziła. Bo pokazali ją jako prowokatorkę, agresywną osobę. Ona miała zatargi z Mieshą Tate, ja z Gadelhą. Zawsze znajdzie się coś, co można sprzedać w telewizji. Trudno. Prawda sama się obroni. Kto mnie zna ten wie, że wcale nie jestem taką osobą jak pokazano w „TUF-ie”.

Niektóre Pani teksty i zaczepki były jednak bardzo prowokujące.
Kiedy zobaczyłam niektóre historie, aż złapałam się za głowę. To wcale tak nie wyglądało. Pokazano na przykład sytuację, kiedy spięłam się z jednym z trenerów Gadelhi, zaczęłam mu wygrażać czy coś takiego. Ale kiedy wcześniej on mnie zaczepiał i wytykał jakieś dziwne sprawy, nie było żadnych kamer. Po prostu zapytałam go, czy jeszcze czegoś ode mnie chce i dalej ma jakieś pretensje. We wszystko wmieszała się Claudia i wyszło na to, że to ja wszystkich prowokuje. Było wiele takich sytuacji. Podejrzewam, że produkcja pokazywała moje niesnaski z Gadelhą, bo uczestnicy programu byli bardzo spokojni. Nie było drak, bójek, rozbijania okien czy drzwi. W telewizji zawsze musi być trochę dramatów, w tym wypadku podkreślono naszą rywalizację. Nie obwiniam Gadelhi czy producentów programu. Zrobiłam co zrobiłam, powiedziałam co powiedziałam. Taki mam charakter. Mocno stąpam po ziemi. Wiem, ile lat walczyłam o ten pas. Nie pozwolę na to, żeby ktoś okazywał mi totalny brak szacunku. Wcale nie wymagam, by wszyscy kłaniali mi się w pas. Ale jeśli mamy taki sam cel, to inni powinni wiedzieć, ile wysiłku włożyłam w to, żeby zostać mistrzynią UFC.

Skąd ta ogromna rywalizacja między wami? Z poprzednimi rywalkami nie miała Pani zatargów. Trochę show na ważeniach, a po walkach się dogadywałyście.
Gadelha po prostu działa na mnie jak płachta na byka. Z innymi rywalkami nie miałam problemów. Bywało intensywnie na ważeniach, kiedy stawałyśmy twarzą w twarz. Ale to moment kulminacji wszystkich emocji, dochodzenia do walki. Wiadomo, każdy chce pokazać się z jak najlepszej strony. I przede wszystkim wygrać. To piękno tego sportu. Zdarzają się jakieś chwilowe nieporozumienia, ale potrafimy rozmawiać przed ważeniem czy po walkach. I traktować się z wzajemnym szacunkiem. Z Gadelhą jest inaczej. Jest bardzo trudną osobą, chociaż pewnie ona mówi to samo o mnie. Stoczyłyśmy walkę, w jakiś sposób wyrównaną. Ona nie potrafi o tym zapomnieć, twierdzi że powinna wygrać. Ja chcę w rewanżu udowodnić jej, że nie ma racji. Nie interesuje mnie cała otoczka konfliktu z nią, unikam tego. Pragnę tylko walki. I tego, żeby znów udowodnić, że jestem najlepszą zawodniczką wagi słomkowej. Mam nadzieję, że wygraną zamknę ten niemiły epizod z Claudią. A po walce usiądziemy, porozmawiamy, przybijemy sobie piątkę i wszystko będzie między nami OK.

A propos kontaktów z poprzednimi rywalkami – Esparzę zaprosiła Pani nawet do „TUF-a”. Gościnnie pomogła przeprowadzić trening, przed kamerami mówiła o Pani z dużym uznaniem.
To było wspaniałe. Przedstawiłam ją jako byłą mistrzynię UFC, moi zawodnicy okazali jej wiele szacunku. Piękny moment. Było takich wiele, niestety niewiele ujrzało światło dzienne. Szkoda, ale nie będę się tym zamartwiać. Podczas kręcenia programu przeżyłam niesamowite sześć tygodni, spotkałam wspaniałych, miłych ludzi. To się liczy.

Żałuje Pani czegoś, co zrobiła podczas kręcenia „TUF-a”?
Nie pomyślałabym, że zamiast skupiać się na zawodnikach, będą pokazywać mnie droczącą się z Gadelhą. Ale nie żałuję niczego. Tego, że moi zawodnicy przegrywali też nie. Do tej pory mamy kontakt, dostaję od nich wiadomości. Że to był najlepszy czas w ich życiu, że dałam im iskierkę nadziei, pokazałam że warto walczyć o swoje marzenia. Ciężko być trenerem w „TUF-ie”. Opiekować się osobami, które co trzy dni muszą robić wagę. W tak krótkim czasie trudno nauczyć zawodników nowych rzeczy. Skupialiśmy się na szlifowaniu tego, co już umieli i niwelowaniu braków. Na papierze wyglądaliśmy jako lepszy team. Ostatecznie to drużyna Claudii wygrała większość walk. Ale niczego się nie wstydzimy ani nie żałujemy. Przeżyliśmy wspaniały czas.

Co miało największy wpływ na to, że Pani zawodnicy wygrali tylko jedną z ośmiu walk w pierwszej rundzie programu?
Moi zawodnicy mieli jakieś doświadczenie startowe, ale każdy różnie znosi presję. „TUF” to wielka szansa, zwycięzcy podpisują sześciocyfrowy kontrakt z UFC. To wielka stawka i niektórzy nie byli na to gotowi pod względem mentalnym. W walce popełniali błędy, które nie zdarzały się im na treningach. Tak to niestety wyglądało. Ja nie mogłam za nikogo wejść do Oktagonu, chociaż bardzo bym chciała.

Zauważyła Pani wśród uczestników tego sezonu potencjalne gwiazdy, mistrzów i mistrzynie UFC?
Typy, które podałam na początku programu, w większości się sprawdziły. Widać było, że niektórzy wyróżniali się na tle reszty i dojdą bardzo wysoko. Ale każdy zawodnik i zawodniczka wnieśli coś do programu.

Bycie trenerem w „TUF-ie” ma to do siebie, że podpowiada i szkoli się potencjalnych rywali. Pochodziła Pani do tego w ten sposób?
W żadnym wypadku. Zawarłam tam z zawodniczkami i zawodnikami bardzo przyjazne relacje. Nigdy nie myślałam o nich w kategoriach potencjalnych rywalek, chociaż podczas treningów widziałam, które są dobre w poszczególnych elementach. Rośnie mi bardzo mocna konkurencja. Ale ja chcę pozostać niepokonana. Mam plan, kiedy chcę zejść ze sceny. I będę się go trzymać.

Dzień po gali finałowej „TUF-a”, na której w walce wieczoru zmierzy się Pani z Gadelhą, w Las Vegas odbędzie się UFC 200. Będzie Pani gościem na tej gali?
Tak, do Vegas poleciałam z rodziną, zostanę tam jeszcze kilka dni po walce. Chcę być gościem specjalnym UFC 200, obejrzeć z bliska to ogromne wydarzenie. Trzy gale UFC dzień po dniu, moja walka w MGM Grand, gdzie zawsze chciałam wystąpić... Zapowiada się wspaniale, bardzo się cieszę, że będę częścią tak wielkiego projektu.

Żałuje Pani chociaż trochę, że największe wydarzenie w historii UFC będzie oglądała tylko jako kibic?
Dla mnie ważne jest to, że walczę. Ponownie mogę bronić tytułu, pokazać się szerokiej publiczności na całym świecie. Oczywiście, chciałabym zawalczyć na UFC 200. Ale miejsce i czas nie ma znaczenia. Żyję sportem, to moja praca i hobby. Są hale, w których zawsze chciałam wystąpić, ale to tylko mały dodatek. Najważniejsze jest to, żeby sprawdzać się jak najczęściej. Moim marzeniem jest to, aby wygrać z Gadelhą bez kontuzji i stoczyć kolejną walkę w Madison Square Garden w Nowym Jorku. To niesamowite, magiczne miejsce. A na dodatek na trybunach pojawi się pewnie wielu przedstawicieli tamtejszej Polonii.

Jak typuje Pani rewanżową walkę Jona Jonesa z Danielem Cormierem?
Lubię obu. Ale bardzo bym chciała, żeby Jones wrócił do łask i znów był mistrzem wagi półciężkiej. Byłam przez chwilę w jego klubie Jackson Wink w Nowym Meksyku. To bardzo fajny człowiek. W pewnych momentach zbłądził, ale każdy z nas popełnia błędy. Nie ma co go wytykać palcami. A zawodnikiem jest świetnym, mam nadzieję że udowodni to 9 lipca.

W sierpniu dojdzie do kolejnego wielkiego rewanżu w UFC, drugiej walki Nate'a Diaza z Conorem McGregorem. Tym razem może skończyć się inaczej niż porażką Irlandczyka?
Cały czas wydaje mi się, że ta walka będzie na UFC 200, tak jak było planowane. (śmiech) Myślę, że tym razem Conor podejdzie do walki inaczej. Za pierwszym razem chyba zlekceważył Diaza. Myślał, że łatwo go znokautuje. I przeliczył się. Poszedł dwie kategorie wagowe do góry, a bardzo trudno jest zdominować kogoś naturalnie większego. Tak czy inaczej myślę, że tym razem Conor tym razem zaskoczy pozytywnie. Bardzo podoba mi się to, jak przyjął porażkę z Diazem „na klatę”. Jak prawdziwy mężczyzna i zawodnik MMA. Wraca i będzie chciał udowodnić całemu światu, ile jest wart. Dla mnie pozostał mistrzem mistrzem wagi piórkowej. Zdeklasował tam swoich przeciwników. Porwał się do wyższej kategorii i nie wyszło, ale przecież do odważnych świat należy.

McGregor odgraża się też, że chce walczyć z Floydem Mayweatherem Jr na zasadach bokserskich. Taki pojedynek ma sens?
Boks jest w małym kryzysie, z kolei MMA zdobywa coraz większą popularność na całym świecie. A w Stanach UFC jest bardzo mocne. Myślę, że może dojść do takiej walki. I zobaczymy w ringu Conora oraz Floyda.

Pomiędzy galami 200 i 202 w Atlancie 30 lipca odbędzie się UFC 201. W jednej z walk Karolina Kowalkiewicz zmierzy się z Rose Namajunas. Jak widzi Pani jej szanse?
Przed wylotem do USA spędziłam z Karoliną bardzo fajny weekend na planie zdjęciowym. Razem z nią, Łukaszem Jurkowskim i Arturem Sowińskim jesteśmy ambasadorami marki eGoo. Trzymam kciuki za wszystkich Polaków, bardzo cieszę się z tego, że Karolina jest kolejną Polką walczącą dla największej organizacji MMA na świecie. Myślę, że ma szansę na zwycięstwo z Namajunas. Jej rywalka to przekrojowa, choć młoda zawodniczka. W ostatnich walkach pokazała, że ma talent i wiele narzędzi, które może wykorzystać. Od jakiegoś czasu typuje się ją do walki o pas. Czasem brakuje jej jednak doświadczenia, siada psychicznie. Wiele będzie zależało od tego, jak będzie nastawiona tym razem. Karolina będzie dla niej dużym zagrożeniem, w końcu ma polskie serce i waleczną duszę.

Wygrane Pani i Karoliny otworzą drzwi do kolejnej gali UFC w Polsce, na której walką wieczoru mógłby być wasz pojedynek?
Karolina bardzo mocno pnie się w rankingu. Ale wydaje mi się, że nawet jeśli wygra z Namajunas, to przed pojedynkiem o pas będzie musiała stoczyć jeszcze jedną walkę. Jeśli chodzi o galę w Polsce, to bardzo bym chciała na niej wystąpić. UFC ma zawodników, którzy zapełnią halę w naszym kraju. Ostatnio posiłkowali się zagranicznymi fighterami, teraz można zrobić kartę walk, w której będą dominowali Polacy. Ja z Karoliną czy inną zawodniczką w walce wieczoru, Krzysiek Jotko w co-main evencie, są też Janek Błachowicz, Daniel Omielańczuk, Marcin Tybura i wielu innych. Kraków jest pięknym miastem, ale ostatnio publiczność nie dopisała. Drugą galę UFC w Polsce widziałabym na przykład w Trójmieście. To magiczne miejsce.

Na ewentualnej gali w Polsce może Pani wystąpić już w wyższej kategorii wagowej? Kiedy rozmawialiśmy na majowym Forum MMA zadeklarowała Pani, że chciałaby przejść do wagi muszej. A za nami już pierwsza walka kobiet w UFC w tym limicie, wygląda na to, że wkrótce na stałe dołączy do słomkowej i koguciej.
Kiedy powiedziałam, że w UFC powstanie waga muszą, niektórzy komentowali, że przyjęłam za dużo ciosów na głowę. (śmiech) Ale mam swoje informacje, jestem w bliskich relacjach z władzami i matchmakerami UFC. Bardzo bym chciała wrócić do swojej naturalnej kategorii wagowej. JoJo Calderwood, która walczyła w nowym limicie z Valerie Letourneau, pokazała, że taki powrót jest korzystny. Jest inna siła, dynamika. Poza tym kobietom trudniej jest zbijać wagę. Nasze hormony i gospodarka wodna są inne niż u mężczyzn. Ja odżywiam się zdrowo, ale widzę, że moje ciało się zmienia i z walki na walkę ważę coraz więcej. Robienie wagi nie jest dla mnie dużym problemem, to po prostu mniej przyjemna część pracy. Ale bardzo bym chciała spróbować sił w kategorii muszej. Po walce z Gadelhą planuję jeszcze jedną obronę tytułu w tym roku. Być może na początku przyszłego stoczę jeszcze jedną walkę w wadze słomkowej, kolejną chciałabym już w limicie 125 funtów. Mam nadzieję, że od razu dostałabym możliwość walki o pas. Marzę o tym, żeby zostać pierwszą zawodniczką w historii UFC, która będzie posiadała dwa tytuły mistrzowskie.

Jeśli to marzenie się spełni, zwakuje Pani pas wagi słomkowej?
Nie, będę chciała walczyć w dwóch kategoriach. Albo odejść jako niepokonana i niezapomniana podwójna mistrzyni UFC.

Mocno kibicowała Pani reprezentacji Polski na Euro 2016. Marzenie o tym, że 8 lipca pokona Pani Gadelhę, a dwa dni później Biało-Czerwoni zagrają w finale mistrzostw Europy jednak się nie spełni.
Wielka szkoda, marzył mi się finał z Niemcami i nasze zwycięstwo. Ale przed Euro wielu uważało, że sam awans jest dla nas sukcesem i nie wyjdziemy z grupy. Tymczasem nie przegraliśmy żadnego meczu, awansowaliśmy do ćwierćfinału, a odpadliśmy dopiero po karnych. Kadra, którą stworzył Adam Nawałka była niesamowita. Nasi piłkarze to atleci na światowym poziomie.

Widzi Pani wśród nich kogoś, kto mógłby sobie poradzić w MMA?
Moim ulubieńcem jest Grzegorz Krychowiak. Myślę, że bardzo dobrze broniłby się pod siatką. Kiedy się zastawi, to nie ma na niego mocnych. (śmiech) Michał Pazdan bronił wszystko, był niesamowity. On też by sobie poradził w klatce. Podobnie stara gwardia – Robert Lewandowski, Kuba Błaszczykowski i Łukasz Piszczek. Czy Bartosz Kapustka, młody chłopak, który gra bez żadnych kompleksów.

Rozmawiał Tomasz Dębek
Obserwuj autora artykułu na Twitterze

Ostatni, 12 odcinek 23. sezonu "The Ultimate Fighter" z Joanną Jędrzejczyk już w czwartek 7 lipca o 21:00 na antenie Extreme Sports Channel.

Wideo

Materiał oryginalny: Joanna Jędrzejczyk: Chcę odejść na emeryturę jako podwójna mistrzyni UFC - Sportowy24

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3